Chce mi się pić
Chce mi się pić
Byㅤ Drzony13Drzony13
Published on 18 Jul 2023 22:01
ocena: +10+x

What this is

A bunch of miscellaneous CSS 'improvements' that I, CroquemboucheCroquembouche, use on a bunch of pages because I think it makes them easier to deal with.

The changes this component makes are bunch of really trivial modifications to ease the writing experience and to make documenting components/themes a bit easier (which I do a lot). It doesn't change anything about the page visually for the reader — the changes are for the writer.

I wouldn't expect translations of articles that use this component to also use this component, unless the translator likes it and would want to use it anyway.

This component probably won't conflict with other components or themes, and even if it does, it probably won't matter too much.

Usage

On any wiki:

[[include :scp-wiki:component:croqstyle]]

This component is designed to be used on other components. When using on another component, be sure to add this inside the component's [[iftags]] block, so that users of your component are not forced into also using Croqstyle.

Related components

Other personal styling components (which change just a couple things):

Personal styling themes (which are visual overhauls):

CSS changes

Reasonably-sized footnotes

Stops footnotes from being a million miles wide, so that you can actually read them.

.hovertip { max-width: 400px; }

Monospace edit/code

Makes the edit textbox monospace, and also changes all monospace text to Fira Code, the obviously superior monospace font.

@import url('https://fonts.googleapis.com/css2?family=Fira+Code:wght@400;700&display=swap');
 
:root { --mono-font: "Fira Code", Cousine, monospace; }
#edit-page-textarea, .code pre, .code p, .code, tt, .page-source { font-family: var(--mono-font); }
.code pre * { white-space: pre; }
.code *, .pre * { font-feature-settings: unset; }

Teletype backgrounds

Adds a light grey background to <tt> elements ({{text}}), so code snippets stand out more.

tt {
  background-color: var(--swatch-something-bhl-idk-will-fix-later, #f4f4f4);
  font-size: 85%;
  padding: 0.2em 0.4em;
  margin: 0;
  border-radius: 6px;
}

No more bigfaces

Stops big pictures from appearing when you hover over someone's avatar image, because they're stupid and really annoying and you can just click on them if you want to see the big version.

.avatar-hover { display: none !important; }

Breaky breaky

Any text inside a div with class nobreak has line-wrapping happen between every letter.

.nobreak { word-break: break-all; }

Code colours

Add my terminal's code colours as variables. Maybe I'll change this to a more common terminal theme like Monokai or something at some point, but for now it's just my personal theme, which is derived from Tomorrow Night Eighties.

Also, adding the .terminal class to a fake code block as [[div class="code terminal"]] gives it a sort of pseudo-terminal look with a dark background. Doesn't work with [[code]], because Wikidot inserts a bunch of syntax highlighting that you can't change yourself without a bunch of CSS. Use it for non-[[code]] code snippets only.

Quick tool to colourise a 'standard' Wikidot component usage example with the above vars: link

:root {
  --c-bg: #393939;
  --c-syntax: #e0e0e0;
  --c-comment: #999999;
  --c-error: #f2777a;
  --c-value: #f99157;
  --c-symbol: #ffcc66;
  --c-string: #99cc99;
  --c-operator: #66cccc;
  --c-builtin: #70a7df;
  --c-keyword: #cc99cc;
}
 
.terminal, .terminal > .code {
  color: var(--c-syntax);
  background: var(--c-bg);
  border: 0.4rem solid var(--c-comment);
  border-radius: 1rem;
}

Debug mode

Draw lines around anything inside .debug-mode. The colour of the lines is red but defers to CSS variable --debug-colour.

You can also add div.debug-info.over and div.debug-info.under inside an element to annotate the debug boxes — though you'll need to make sure to leave enough vertical space that the annotation doesn't overlap the thing above or below it.

…like this!

.debug-mode, .debug-mode *, .debug-mode *::before, .debug-mode *::after {
  outline: 1px solid var(--debug-colour, red);
  position: relative;
}
.debug-info {
  position: absolute;
  left: 50%;
  transform: translateX(-50%);
  font-family: 'Fira Code', monospace;
  font-size: 1rem;
  white-space: nowrap;
}
.debug-info.over { top: -2.5rem; }
.debug-info.under { bottom: -2.5rem; }
.debug-info p { margin: 0; }

Chce mi się pić
Autorstwa Drzony13Drzony13
Opublikowane 19.07.2023

ocena: +10+x

Jest gdzieś tak piąta rano, choć dosyć ciężko to stwierdzić bez żadnego zegarka, czy naładowanego telefonu. Jedyne, co wiadomo, to to, że za oknami zaczyna się już robić jasno.

Halina leży w łóżku. Kobieta wije się, trzęsie, wierzga, próbując znaleźć jakąkolwiek wygodną pozycję. Znowu nie spała całą noc. W głowie ma natłok myśli, a to zdecydowanie nie pomaga. Zaciska pięści i zęby, podczas gdy jej serce wali, jak młot.

Jej serce nagle podskakuje i kobieta podrywa się z łóżka, kiedy z zewnątrz znowu rozlegają się syreny alarmowe. Halina biegnie do okna i podnosi żaluzję, po czym ogląda ulice Warszawy. Z oddali słychać wybuchy i strzały.

Kobieta wzdycha i odchodzi od okna. Patrzy na łóżko małżeńskie, z którego właśnie wstała. Następnie obraca się w kierunku wiszącego na ścianie zdjęcia. Przedstawia ono Halinę w sukni ślubnej razem z ubranym w garnitur mężczyzną. Halina wyszła za Mariana z dziesięć lat temu. Chcieli mieć razem dziecko, ale kilka miesięcy temu mężczyzna został powołany do wojska i wysłany na front. Kobieta nigdy nie zobaczyła męża od tego momentu. Nie wie nawet, gdzie go wysłano. Nie ma pojęcia, czy on w ogóle jeszcze żyje. Ba, nikt nawet nie wie, przeciwko komu teraz walczy większość Europy.

Halina idzie do kuchni. Nawet nie będzie wracała do łóżka, bo wie, że teraz już i tak nie zaśnie. Dzisiaj jest środa, więc od drugiej, do szóstej rano powinien być już prąd. Zagląda do lodówki i wyciąga ser, który całe szczęście jest jeszcze dobry, po czym kładzie go na blat. Następnie wyciąga chleb. Robi sobie kanapkę z serem i je, choć z trudem. Nie ma apetytu. Przez to też przez ostatnie miesiące strasznie się wychudziła.

Następnie odkręca kran, aby zobaczyć, czy jest woda. Wzdycha z rozczarowania, kiedy z kranu nic nie leci. Wygląda na to, że dzisiaj nie będzie mogła wziąć prysznica, a taki bardzo by jej się teraz przydał.

Kobieta ubiera się, po czym podłącza telefon, aby się naładował. Następnie bierze portfel i wychodzi. Schodzi schodami w dół i wychodzi z klatki, po czym spogląda na swój blok. Praktycznie połowa budynku jest spalona. Druga połowa natomiast jest w dobrym stanie i ludzie nadal w niej mieszkają. Halina może mieć tylko nadzieję, że nie będzie tutaj żadnego kolejnego ataku, choć tego nie można być pewnym.

Halina idzie ulicą, podczas gdy z oddali słychać syreny alarmowe, eksplozje i strzały. Rozgląda się i widzi, że przechodzący obok niej ludzie zdają się tym ani trochę nie przejmować. Cóż, po tak długim czasie zdążyli się już do tego przyzwyczaić. Tak samo, jak ona. Mija restaurację, w której pracuje, jako kelnerka i widzi, jak jej szef uzupełnia zbiornik paliwa w agregacie.

— Dzień Dobry!

— O, dzień dobry, Halina! Co tam?

— A nic, dosyć wcześnie wstałam, to idę zrobić zakupy, by potem mieć z głowy. A potem idę do szkoły.

— No i super! A ja właśnie otwieram restaurację i zaraz bierzemy się do roboty.

— No dobra, to widzimy się po południu.

— Jak najbardziej!

— Do widzenia.

— Na razie!

Kobieta macha do mężczyzny, po czym idzie dalej. Następnie wchodzi do Biedronki i bierze się za zakupy. Za wiele rzeczy nie będzie kupować. Głównie kilka podstawowych rzeczy, takich jak chleb, woda, mydło, bo tylko na tyle ją stać. Przez ten czas nie dość, że ceny podskoczyły, to jeszcze pensje zmalały. A Halina ma o tyle trudniej, że ona od dziesięciu lat pracuje w podstawówce, jako nauczycielka matematyki.

Odkąd cały ten syf się zaczął, to rząd całkowicie przestał się odzywać, a władze już dawno przestały cokolwiek robić. Wszelkie zawody opłacane przez państwo przestały być utrzymywane. Nauczyciele, policja, itp. Dużo osób z tego powodu odeszło i znalazło sobie coś innego. Teraz wszelkie osoby, które wykonują te zawody, robią to w formie czystego wolontariatu. A Halina jest jedną z tych osób. Ale trzeba się jakoś utrzymać. Dotąd udzielała jeszcze korepetycji i wciąż udziela, ale to nie wystarczało. Dlatego musiała jeszcze zatrudnić się w restauracji, aby móc jakoś wiązać koniec z końcem.

Halina wychodzi ze sklepu z siatką, po czym wraca do domu. Rozpakowuje zakupy i układa. Następnie podchodzi do telefonu, podnosi go i sprawdza stan baterii. Zdążył się całkowicie naładować, zanim prąd znowu padł. Całe szczęście. Teraz trzeba naprawdę dbać o to, by żadne urządzenie nie było naładowane poniżej osiemdziesięciu procent.

Kobieta odłącza telefon, po czym siada na łóżku. Wybiera numer i dzwoni. Oby odebrali…

— Halo? — odzywa się głos w słuchawce.

Kobieta wzdycha z ulgą.

— Cześć, mamo.

— Oo, hej, Halina! Co tam u ciebie?

— Cóż, jakoś idzie… — Wzdycha i obraca głowę. — Znowu nie przespałam nocy. Na dodatek, mamy kolejny atak bombowy, całe szczęście dosyć daleko. Nie zdaje się zbliżać do mnie.

— Chociaż coś…

— Powiedz mi, tata z tobą jest?

— Jak najbardziej! Chodź tu Jędrzej, Halina dzwoni!

Słychać kroki.

— Cześć, Halina!

— Hej, tato!

— Widzę znowu nie śpisz…

— Tia… Ale hej, przynajmniej mogłam zrobić wcześnie zakupy. Popołudniu praktycznie nie miałabym czasu. Ze szkoły od razu do restauracji.

— Nie sądzisz, że za bardzo się przepracowujesz?

— A mam wybór? Muszę się jakoś utrzymać.

— W sumie racja. — Mężczyzna wzdycha. — Przyznam ci szczerze, że z mamą też nie spaliśmy całą noc. Wołomin jest pod ciągłym ostrzałem, boimy się wyjść z domu. Przynajmniej takowy nie został zbombardowany, a już i tak większość miasta jest w ruinie. Większość mieszkańców się wyprowadziła, ale miasto wciąż jakoś daje radę funkcjonować, chociaż ledwo.

— Słuchaj, a nie myśleliście może o tym, aby wprowadzić się do mnie?

— Nie ma takiej opcji! — odpiera matka Haliny.

— Czemu nie? U mnie będziecie o wiele bezpieczniejsi! Sytuacja w Warszawie się ustabilizowała na tyle, że ataków bombowych mamy wyjątkowo mało. A w mojej okolicy praktycznie wszystko się trzyma. Plus, my przynajmniej mamy prąd i czasami wodę. Wy nie macie żadnej z tych rzeczy.

— Halina, całe życie mieszkaliśmy w Wołominie. Tutaj jest nasz dom i nie mamy zamiaru go opuszczać.

— Mamo, moglibyście mieszkać u mnie, mam pokój gościnny, znaleźlibyście jakąś pracę i mielibyście choć trochę normalne życie.

Odzywa się ojciec Haliny.

— Nie zgadzamy się. Wołomin już i tak ledwo funkcjonuje. Ktoś musi tutaj pomagać. A jak wojna się skończy, to kto będzie to miasto odbudowywał?

— Słuchaj, Warszawa jest praktycznie przeludniona. Ludzie masowo powprowadzali się z innych miast dla własnego bezpieczeństwa. Wiecie, jak bardzo poszły przez to w górę ceny mieszkań? A już przed wojną rynek mieszkaniowy to był absolutny syf, to wyobraź sobie, jak źle jest teraz. Ja wam praktycznie oferuję mieszkanie za darmo!

— Nie ma takiej opcji. Dla nas ważne jest tylko to, byś ty była bezpieczna. Wołomin był, jest i będzie naszym domem.

— A co, jak wasz dom zostanie zbombardowany, albo gorzej?

— To my razem z nim.

— Nie, nie zgadzam się! Błagam, zamieszkajcie ze mną, będziemy znowu razem, będziecie bezpie-

Nagle jej matka przerywa w połowie zdania.

— Słuchaj, bateria jest na wyczerpaniu. Oddzwonimy, jak będziemy tylko mogli.

— Nie, nie rozłączajcie się, proszę!

Nagle połączenie się urywa,

Halina od razu próbuje znowu zadzwonić, ale nikt nie odbiera. Kobieta ciska telefonem w łóżko, po czym zaciska zęby, a z jej oczu spływają łzy.

— Ja nie chcę być sama.

Kobieta chowa twarz w dłoniach i zaczyna szlochać.


Halina uspokaja się. Wyciera ostatnią turę łez, po czym spogląda poczerwieniałymi oczami na swój telefon. Podnosi go, po czym sprawdza godzinę. Już zaraz ósma. Cóż, trzeba iść do szkoły.

Kobieta wychodzi z domu, po czym idzie ulicą. Przynajmniej teraz wybuchy i strzały ucichły. Zawsze coś…

Wchodzi do prawie opustoszałej pod względem personelu szkoły i podchodzi do drzwi do sali lekcyjnej, pod którymi dzieci ustawiają się w rząd. Halina otwiera salę i wpuszcza do niej uczniów, po czym sama wchodzi do środka.

Dzieci podchodzą do swoich miejsc, a Halina staje pod tablicą.

— Dzień dobry. — odzywa się nauczycielka.

— Dzień dobry. — odpowiadają smętnym tonem dzieci, wpatrując się w podłogę.

Uczniowie siadają, a Halina zaczyna lekcję.


Rozlega się dzwonek na przerwę. Dzieci od razu wybiegają z klasy, i idą na szkolne boisko, a Halina razem z nimi. Kobieta stoi oparta o płot, aby pilnować uczniów, ale tylko tak symbolicznie, bo oni mimo wszystko potrafią sobie poradzić.

Halina spogląda, jak dzieci się bawią i uśmiecha się ciepło. Cieszy ją to, że potrafią cieszyć się małymi rzeczami w tak trudnych czasach. Gdyby tylko ona tak potrafiła.

Kobieta sięga do kieszeni i wyciąga pudełko papierosów. Bierze jednego papierosa i wkłada do ust, po czym zapala. Niby nie powinna, ale prawda jest taka, że teraz, kiedy i tak jej nie płacą, a nauczycieli jest coraz mniej i mniej, to i tak nikogo to nie będzie obchodziło. Chuja jej mogą zrobić.

Nagle do jej uszu dobiega cichutki świst.

Halina marszczy brwi i obraca się, po czym patrzy w górę. Z oddali widać drobny, ciemny punkcik, opadający bardzo powoli. Kobieta mruży oczy.

Czemu to wygląda, jakby miało spadochron?

Nagle wszystko robi się zielone. Halina stoi w bezruchu, podczas gdy w ułamek sekundy zapada całkowita cisza.

Kobieta nic nie słyszy, ale czuje, jakby w jej kierunku wiał silny wiatr. Ma wrażenie, jakby coś przyciskało ją ku rozpadającej się pod jej stopami ziemi.

Budynki dookoła jakby się rozpadały i roztapiały jednocześnie, ale odłamki nie latają we wszystkie strony. Bardziej wygląda to, jakby unosiły się do góry.

Halina nagle upada na ziemię i nie może wstać. Coś ją przyciska.

Wszystko robi się ciemne, a kobiecie dzwoni w uszach. Leży pod stertą gruzów. Próbuje się wić i wierzgać, ale nic nie pomaga. Nie może wyjść, nie ważne, jak bardzo by nie próbowała.

Próbuje się podnieść, ale nie daje rady. Nic nie widzi i nie może się rozejrzeć. Przyciskający ją gruz nie pozwala jej nawet obracać głową.

Ale się nie poddaje. Próbuje ze wszystkich sił podnieść się i wyczołgać. Wkłada w to dużo trudu, ale po długiej chwili, udaje jej się. Staje na nogi, choć z ogromnym trudem. Nogi uginają się pod jej kolanami, jej serce wali, jak młot, a jej ręce drżą, kiedy kobieta się rozgląda.

Pomimo tego, że jest dziewiąta rano, jest całkowicie ciemno. W powietrzu czuć zapach siarki. Szkoła jest w ruinie, podczas gdy dzieci płoną żywcem i próbują wołać swoje matki, których nie ma nigdzie w pobliżu.

Halina decyduje się uciec. Idzie, nie wiadomo nawet, gdzie. Po prostu idzie przed siebie, kulejąc. Niebo jest czarne, a wszystko jest przykryte dymem. Słychać krakanie kruków i machanie skrzydeł, a same ptaki są ledwo widoczne w dymie. Budynków już praktycznie nie ma. Są jedynie gruzy i zgliszcza.

W oddali kobieta widzi, jak wzdłuż tego, co jeszcze pół sekundy temu było ulicą, idą cieniste figury, których nie potrafi określić. Dopiero po chwili, kiedy jej wzrok przyzwyczaja się do dymu i ciemności, kobieta spostrzega, że te figury to ludzie. Są zwęgleni, i pokryci krwią oraz ziemią. Ich włosy się unoszą, a ich skóra z nich zwisa. Większości z nich brakuje części ciała lub wypadają im wnętrzności. Niektórzy nawet trzymają własne, zwisające, stopione gałki oczne.

Dopiero po chwili chodzenia, Halina patrzy pod nogi i widzi, że chodzi po trupach. Duża część znich jest wydziobywana przez kruki. Serce kobiety już nawet nie podskakuje. Nie jest w stanie bić jeszcze mocniej, niż biło już dotąd. Kobieta wytrzeszcza oczy i patrzy z powrotem przed siebie. Po kilku krokach nagle coś ją łapie za nogę. Obraca głowę i widzi na wpół zwęglonego mężczyznę.

— Wody… — szepcze. — Wody…

Kobieta dyszy i zabiera nogę. Nie wkłada w to nawet wysiłku. Tylko ją lekko odsuwa, a mężczyzna od razu puszcza. Jego ręka opada, po czym mężczyzna przestaje się ruszać.

Halina idzie dalej przed siebie po gruzach i stosie zwłok wśród rannych, którzy jakimś cudem są jeszcze w stanie ustać.

Chodzenie jest dla niej coraz trudniejsze. Kobieta zaczyna się dusić od odoru siarki i czuje, jakby jej skóra się paliła. Nogi ją bolą. Oczy ją pieką.

Po chwili kładzie się na ziemi wśród trupów, aby odpocząć. Jej kończyny wiotczeją, a jej oddech spowalnia. Jej bicie serca się uspokaja.

Jej wzrok robi się niewyraźny, a zanim wszystko robi się czarne, kobieta szepcze.

— Chce mi się pić.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported