Druga Szansa
ocena: +8+x

Tego dnia przyszedłem do pracy trochę wcześniej niż zwykle. Kupiłem sobie kawę w automacie i powlokłem się do swojego biura by przejrzeć dzisiejsze zadania. Usiadłem w niezbyt wygodnym krześle biurowym i nacisnąłem przycisk uruchamiający mój służbowy komputer. Ekran po chwili się zaświecił i urządzenie zaczęło wczytywać system operacyjny. Ja tymczasem zdmuchnąłem parę unoszącą się nad kawą i ostrożnie wziąłem małego łyka. Nadal gorąca. Odstawiłem kubek i wstukałem na klawiaturze hasło do konta. Na ekranie pojawiło się kilka informacji, między innymi o zaplanowanym dzisiaj eksperymencie, któremu miałem przewodzić. Ten dzień zapowiadał się całkiem spokojnie.


Nigdy nie byłem w tak wielkim błędzie. Wszystko stało się bardzo szybko. Najpierw zawył alarm, następnie z głośników rozległ się komunikat o nadchodzącym scenariuszu klasy XK. Wtedy już wiedziałem, że nie ma się nad czym zastanawiać.
Miałem duże szczęście, że powierzono mi nadzór nad SCP-RP-825. Gdy placówka zaczęła się rozpadać, nie zastanawiałem się nad niczym. Nim ktokolwiek zdążył mnie powstrzymać, wpadłem do przechowalni i chwyciłem obiekt ze słowami:
— Chodź tu, zwijamy się. Ostrzegałem ich przed tym.
— Stać! Proszę natychmiast odłożyć obiekt! — dobiegło od drzwi.
Nie było ani chwili do stracenia, strażnicy mogli w każdej chwili zacząć strzelać. Aktywowałem obiekt z ustawioną losową wartością i lekko pomachałem dłonią do moich niedoszłych zabójców. Kilkoro z nich weszło do przechowalni i zaczęło strzelać, jednak kule trafiły w ścianę. Zaledwie chwilę później nastąpiła eksplozja i cała placówka została starta z powierzchni Ziemi. W stronę byłego Ośrodka 17 nadchodziło coś wielkiego i niszczycielskiego. Jednak mnie to nie dotyczyło. Znajdowałem się już poza tym światem. Wnioskując z badań które prowadziłem na SCP-RP-825 przed tym wydarzeniem, użytkownicy obiektu na czas podróży trafiali do pustej przestrzeni pomiędzy wymiarami. Nie inaczej było i w moim wypadku.
Wszystko wokół mnie pociemniało i ucichło, pozostawiając mnie w absolutnej pustce. Spodziewałem się tego, jednak wiedza o sposobie przenoszenia nie uchroniła mnie przed lekkim dreszczem. To całkiem zabawne, jak na ludzi wpływa zwykła ciemność.
Co ciekawe, podczas gdy wokół panuje nicość, użytkownik obiektu jest dla siebie samego idealnie widoczny, zupełnie jakby to on sam emitował światło. Niestety nigdy nie udało mi się zbadać dlaczego tak się dzieje. Pokręciłem lekko głową i cicho westchnąłem. Nawet w obliczu zagłady świata nie przestawałem spekulować. Według zegarka znajdującego się na mojej lewej ręce, spędziłem w tym otoczeniu nieco ponad dwie minuty. Zacząłem się już powoli zastanawiać, czy nie utknąłem w nicości, gdy nagle mój wzrok zarejestrował pojawianie się pierwszych kolorów. Wypuściłem ze świstem powietrze z płuc i skupiłem się na rozpoznaniu obiektów które zaczęły kształtować się wokół mnie.
— Oby to nie był świat jakichś wielkich jaszczurek, czy innego badziewia. — mruknąłem, zerkając na trzymany przeze mnie obiekt SCP. — Musiałbym bardzo szybko ucie…
Zanim dokończyłem zdanie, urządzenie wydało z siebie odgłos przypominający trzask i wyświetlacz zgasł.
— …kurwa.

Chwilę po rzuconym przeze mnie przekleństwie rozległ się cichy szczęk odbezpieczanego karabinu i ktoś znajdujący się za mną głośno i wyraźnie powiedział:
— Kim jesteś? Wylegitymuj się.
Powoli uniosłem ręce do góry i rozejrzałem się. Trafiłem do pomieszczenia do złudzenia przypominającego fundacyjną stołówkę Ośrodka 17. Błądziłem wzrokiem po ścianach sali i twarzach zaskoczonych świadków mojej materializacji do momentu, gdy nie zauważyłem na kitlu jednego z obecnych mężczyzn charakterystycznego logo z trzema strzałkami.
— Żartujecie sobie… — wypuściłem z dłoni zepsuty SCP-RP-825.
Obiekt spadł na wypolerowaną podłogę i roztrzaskał się na kawałki.


— Ja naprawdę nie należę do Rebelii Chaosu! — uniosłem się lekko, zdając sobie nagle sprawę, że gdy nie uda mi się przekonać nawet tej jednej osoby, to długo nie pożyję.
— A ja chciałbym ci uwierzyć. Ale nie masz na to żadnych dowodów, w tym problem.
Mężczyzna siedzący po przeciwnej stronie biurka, ubrany w biały kitel podobny do mojego, sięgnął po kubek z napisem "Najlepszy badacz na świecie" i upił łyk znajdującej się w nim kawy. Lekko uniosłem brwi na ten widok.
— Jesteś bardzo podobny do naszych naukowców. — stwierdziłem. — Mam wielką nadzieję, że wy popełniacie mniej błędów niż my.
Naukowiec oparł brodę na dłoniach i odezwał się ponownie:
— Słuchaj, to brzmi zbyt nieprawdopodobnie. Gdyby akurat nie było mnie na stołówce, po usłyszeniu takiej historii strażnicy od razu by cię zastrzelili. Ja sam powinienem cię wysłać do terminacji, ale nie jestem pewien czy to prawidłowe rozwiązanie tej sytuacji. — tu cicho westchnął. — Opowiedz to jeszcze raz, ale… postaraj się to zrobić mniej chaotycznie. To ostatnia szansa.
Kiwnąłem głową i spróbowałem zebrać myśli.
— Więc… nazywam się Krzysztof Rasiewicz i jestem naukowcem jednej z filii Fundacji SCP, tej znajdującej się na terenie Rzeczypospolitej.
— Na terenie Polski?
— Dlaczego jeden kraj miałby mieć dwie osobne filie? Tak to wygląda w tym wymiarze?
— Nie. Polska Filia to Polska Filia. Zaraz… masz na myśli, że w tamtym wymiarze istnieje Rzeczpospolita? Polska i Litwa połączone unią personalną?
— W zasadzie to istniała. — mruknąłem. — Prawdopodobnie cały wymiar szlag trafił, ale tego już nie sprawdzę. SCP-RP-825 został zniszczony. A co do Rzeczpospolitej, to w jej skład wchodziły Polska, Litwa i Węgry. Supermocarstwem bym jej nie nazwał, ale Stany i Rosja musiały się z nami w jakimś stopniu liczyć.
— Moment. Załóżmy, że mogę ci uwierzyć. — mężczyzna podrapał się po nosie. — Ale skoro byłeś pracownikiem Fundacji SCP, to zapewne pamiętasz część obiektów które były w jej posiadaniu. Wymienisz jakieś? A poza tym, jaki miałeś poziom uprawnień?
Opadłem na oparcie fotela i sięgnąłem do kieszeni kitla. Wyjąłem z niego mój identyfikator i położyłem go na blacie biurka, po czym zachęcająco wskazałem go dłonią.
Mój rozmówca sięgnął po niego i uważnie obejrzał.
—Doktor Krzysztof Rasiewicz, czwarty poziom uprawnień, Ośrodek 17… wygląda autentycznie. To co z tymi obiektami?
Zawahałem się na moment, ale następnie doszedłem do wniosku, że i tak nie mam już nic do stracenia. Zacząłem więc opisywać pierwszy obiekt jaki przyszedł mi do głowy. Im dłużej mówiłem, tym wyżej wędrowały brwi mojego rozmówcy.
— …odkryliśmy też, że gdy jedna osoba założy obie bransolety i klaśnie w dłonie, stanie się coś zupełnie innego. Skoro użytkownik jest tylko jeden, niemożliwa jest telepatia, to logiczne. Wracając do sedna: kiedy jedna osoba nosi podmiot A i podmiot B, SCP-RP-145 przenosi ją do długiego pomieszczenia z ponumerowanymi szafkami…
— Stop! — mężczyzna przerwał mi uderzając otwartą dłonią o biurko. — To co opisujesz przenosi użytkownika do tego samego miejsca, co jeden z naszych obiektów. Sprawdziliśmy wszystkie z tamtych szafek, tylko jedna jest pusta. Rebelia Chaosu najprawdopodobniej nie ma żadnego z tych artefaktów. To poważna sprawa, więc zrobimy tak: jeśli nie kłamiesz, możesz nam pomóc uniknąć błędów naszych odpowiedników z twojego świata. Podam tę sprawę wyżej. Złożę wniosek o poddanie jej głosowaniu na zebraniu polskiej Rady O5. Na razie przytrzymamy cię w zamkniętej celi, na wszelki wypadek. Pytania?
W tym momencie wiedziałem, że nie mogę nic więcej zrobić, więc tylko powoli pokręciłem głową.
— Dobrze, więc do zobaczenia. Oby.


POLSKA FILIA FUNDACJI SCP
DR KRZYSZTOF RASIEWICZ
1 POZIOM UPRAWNIEŃ
OŚRODEK 10

Taki tekst widniał na moim nowym identyfikatorze. Polska Filia Fundacji SCP przyjęła mnie w swoje szeregi, mimo licznych głosów sprzeciwu. Podobno na spotkaniu Rady O5 przed terminacją uratował mnie jeden głos. Jeden. Ile w tym prawdy? Nie mam najmniejszego pojęcia.

Ale wiem, że nie powtórzę błędów przeszłości.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported