Elegia dla Odkrywcy

ocena: +5+x

Jest sobie wszechświat.

Mieszkał w nim pewien stary mężczyzna. W jego życiu spotkał on wiele rzeczy, które wychodziły poza rozumienie normalnych ludzi. Nie był on bowiem zwykłym mężczyzną, lecz wielkim myślicielem, filozofem egzystencji, włócznią prawdy. Wielu tych, co uznawali się za wspaniałych, przybywało do niego, aby zakosztować jego wiedzy i wrócić do siebie odrobinę mądrzejsi niż byli wcześniej.

Aż bowiem wiele mądrości w nim było — światów odwiedzonych, końców napotkanych, początków odkrytych.

Jednego dnia, zamiast napotkać koniec, to koniec napotkał go. Odkrył on drzwi do świata poza wszystkim, malutki kamyczek, który emanował wprost do jego jestestwa. Nie bojąc się prawdy, gdyż ta zawsze była drogą, którą musiał podążać, wkroczył więc przez tę bramę.

Wyszedł on najdalej, jak wyjść można było, na granicę bytu, poza niebiosami, myślami, światami, czy samą egzystencją. W jego mądrości wiedział, że jest w miejscu, w którym nie może być nic, lecz mimo tego, było coś. Zobaczył on ukrytą grotę, nigdy nienaruszoną przez człowieka, zamknięta od reszty świata kamienną blokadą. Oświetlały ją natomiast małe niebieskie światełka, zawsze istniejące tam, gdzie nie patrzył, zawsze poza zasięgiem jego wzroku.

Napotkał on w tym miejscu dziesięć wizji. Mówiły one o wszystkim czego nie powinien był wiedzieć, co najgorszych sekretach, które musiał zapomnieć, o wspomnieniach, których nie mogło być, o przyszłościach, które nie powinny przybyć. Zakazany owoc wiedzy, narzucony na niego niczym klątwa, którego nie był w stanie nie zrozumieć.

Nie mając innego wyboru, znał tylko jeden sposób, aby ukryć te wizje przed światem, aby nie zostały uwolnione poza więzienie jego umysłu.

Jest sobie wszechświat.

Inny wszechświat. W nieskończenie innym czasie, w nieskończenie innym miejscu. Mieszkała w nim kobieta. Wyglądała na młodą, miała długie czarne włosy, przeszywające zielone oczy i aksamitną białą skórę. Kobieta ta miała sekret. Z początku bała się go i ukrywała, lecz z czasem przestała go odrzucać. Nauczyła się jak z niego korzystać, wpływać na świat dookoła tak, że żaden przedmiot, osoba czy koncept nie mógł stać na jej drodze.

Mimo to, świat, w którym istniała nie był przygotowany na kogoś takiego jak ona. Była ewenementem, jedna w swoim rodzaju, a przez to zagubiona. Świat nie miał odpowiedzi na pytania, które sobie zadawała, wrzucając ją w spiralę desperacji, próbując odkryć kto kim jest.

Jednego dnia natomiast napotkała kamienny krąg. Był on wyryty w ziemię na szczycie najwyższej góry, w nieskończenie złożony kształt geometryczny, starszy od pierwszych ludzi, czy może nawet samego świata. Gdy w niego weszła to znalazła się w innym miejscu. W swojej mocy wiedziała, że to miejsce nie istniało. Wyciągała się na wszystkie strony, jej moc sięgającą w nieskończone zasięgi, lecz mimo to, nie odkrywała nic.

Tak jak się spodziewała, na największych głębinach istnienia nie było nic. Jedynie fasada, kłamstwo, iluzja, które wydawała się czymś tylko dla tych, którzy byli zbyt głupi, by zaakceptować prawdziwy kształt świata.

Napotkała tam dziesięć bytów, straszliwych egzystencji poza zrozumieniem wszystkiego, co żywe. Opowiedziały jej prawdę świata, wielki schemat, melodię kreacji. Wiedza ta uwolniła ją, lecz wolność ta była klątwa. Wzniosła się tak wysoko, że nie mogła na nowo zlecieć na ziemię.

Nie mogąc wrócić skąd przybyła, została tam na zawsze.

Jest sobie wszechświat.

Był to wszechświat jak każdy inny. Mieszkał w nim mężczyzna, tak zwykły, jak i jego wszechświat. Mimo to pragnął on czegoś więcej, aniżeli obrócenia się w nicość po nic nie znaczącym momencie.

Poszukiwał więc on przez długie lata czegoś, co pozwoli mu na coś więcej. Była to pierwsza faza jego życia. Sfrustrowany prostactwem otaczających go ludzi, już w młodości się od nich odseparował, żyjąc samemu niczym pustelnik, ukryty w głębi dziczy od śladów cywilizacji. Prowadził on tam swoje badania, szukał sekretów, łączył składniki. Za każdym razem, gdy myślał, że jest już blisko, to jego cel się oddalał, to co odkrył nie było nawet kroplą do tego, co jest potrzebne, aby zostać uwolnionym. Ledwie krok na najwyższej z gór.

Lecz po dekadach, gdy był już o wiele niższy, słabszy, bardziej pomarszczony, lecz mądrzejszy, udało mu się. Była to druga faza jego życia. Odkrył on wielką bibliotekę poza granicami światów, pełna nieskończonych zasobów wiedzy i istot w stanie ją pojąć. Onieśmielony, lecz podekscytowany wkroczył tam. Z czasem udało mu się przywrócić ciało do dawnej świetności, odkryć zapomniane sekrety, wić otaczający go świat potężną magią, a nawet na zawsze wpisać siebie w księgi biblioteki, gdy opowieści o jego dokonaniach rozeszły się.

Jednak już jako nieograniczony czasem mędrzec, zaczął na nowo czuć potrzebę podróży ku ukrytym niebiosom. Była to trzecia faza jego życia. Nie czuł się usatysfakcjonowany biblioteką, tym co wiedział, czy nawet samym sobą, pragnął odkryć więcej. Usłyszał pogłoski o istnieniu sekretnej galerii, która przechowuje sobie prawdy, których nie można poznać. Informacje o niej zostały ukryte w najgłębszych zakamarkach biblioteki, schowane tak głęboko by żadna dusza nie mogła się dostać do nich przypadkiem, miejsce, w którym zachowuje się prawdy tak koszmarne, że nieodpowiedni kontakt z nimi może być ostatnią rzeczą, jaką się dokona.

Ignorując ostrzeżenia, brnął dalej. Gdy nie odkrył nic w tysiącu ksiąg, to sięgnął po kolejny tysiąc, aż znalazł to czego pragnął. Odkrył drogę, która ma doprowadzić go do zakazanej galerii. Była to obita skórą księga, może nawet i starsza od samej biblioteki, która mimo pustych stron szeptała czytelnikowi sekrety.

Dostał się on do kamiennej sali, opisanej sekretnymi runami. Zupełnie tak jak się spodziewał. Napotkał tam dziesięć straszliwych tajemnych zaklęć. Gdy opuścił to miejsce, zaklęcia te z nim pozostały, a wraz z nimi nieskończone cierpienia, które sobą obiecywały. Nie ważne ile kart i ksiąg spalił, wspomnieni zapomniał, one zawsze pozostawały przy nim, pragnąc być użyte. Nie mając innego wyboru, zrobił to, dokonał nimi dziewięć zbrodni wobec istnienia, na zawsze zrzucając ich klątwę na wszystko co jest.

A ostatnie wykorzystał na sobie, aby nie musieć patrzeć na to, co uczynił.

Jest sobie wszechświat.

Jest takich wiele. Mieszka w nim mężczyzna. Jest dość młody, trochę wyższy od większości ludzi, ma rude włosy i brązowe oczy. Pracuje od jakiś dwunastu lat dla sekretnej organizacji, która ma na celu chronić świat przed tym co wykracza poza zrozumienie. Zdobył doktorat, doświadczenie i z czasem wspinał się odrobinę wyżej w hierarchii.

Nie ma specjalnie dużo do zaoferowania światu, oprócz jego zawodu. Oprócz dalekich kuzynów nie ma specjalnie rodziny, bowiem ta umarła w wypadku kilkanaście lat temu. Nie jest antyspołeczny, lecz nie ma specjalnie przyjaciół. Czasem pogada z kimś w kantynie czy przy kawie, lecz są to przelotne kontakty. Nieznaczące. Od czasów wypadku niezbyt mu zależy na ludziach.

Pragnie jakoś siebie określić, zostać kimś, więc poświęca się pracy. Ma nadzieję, że jeśli zdobędzie wystarczającą pozycję, wtedy to, czego pragnie do niego przyjdzie. Na nowo będzie miał przyjaciół, ludzi, na których mu zależy, a nawet rodzinę. Wtedy wszystko się ułoży. To jego zdolności stoją na granicy pomiędzy nim a szczęściem, a jeśli tylko będzie lepszy to mu się uda. Jest zbyt głupi, zbyt nieważny, zbyt słaby, by być wart życia.

Został pewnego dnia przypisany do nowego projektu badawczego. Do teraz nie wie czemu tak naprawdę. Odkryli nową anomalię, a jego przełożeni uznali, że to on jest odpowiednią osobą, by się tym zająć. Uznał to za dobry znak, że jest zauważony, może jednak czegoś wart.

Dziwniejsze od samej anomalii było dla niego to, jak była traktowana. Tylko on może wiedzieć o niej prawdę, wszystko okryte najwyższą klauzulą tajności. Jego zadanie jest proste. Musi sobie przypomnieć informacje, które przetrzymuje w ukrytym sejfie w swoim gabinecie, po czym wejść do anomalii. Tam musi porównać, czy wszystko tam jest takie samo jak to co pamięta, po czym wziąć substancje amnezjogenne i zapomnieć o dokumentach i o tym, co zobaczył.

Więc jak co każde piętnaście dni, wchodzi do przestrzeni i zaczyna się rozglądać. Napotyka tam dziesięć wierszy, a wraz z nimi sceny. Nie rozumie ich, ale nie przykłada temu wiele wagi, ma je jedynie pamiętać. Porównuje je po kolei, a te bez zmian, każdego razu, dają ten sam obraz, lecz on nie kwestionuje tego co ma robić. Gdyby to nie było ważne, to nie kazaliby to mu wykonywać.

Powraca on do swojego gabinetu. Zastanawia się nad tym, co to wszystko znaczy. Tego nie kazali mu robić, lecz i tak to wszystko zapomni, więc nic złego z niego nie przyjdzie. Zaczyna sięgać po białe pigułki w słoiku w jego gabinecie, lecz powstrzymuje się i zaczyna pisać.















































Czy żywe, co nie mogło się zrodzić,
Nie-byt, który przeciwstawił się równemu obłędzie.
Ten którego nie ma, lecz nieuchronnie nadejdzie.
Ten co był zawsze, lecz nie miał istnieć.

Manifestacja rozpadu anów powstała.
Mała dziewczynka nie rozumiejąca
Świata na który pierwszy raz spojrzała.
Wizję otaczającą przez mgłę oglądająca.

Nie z mięsa czy metalu powstały,
Lecz z umysłów, które mu ciała nadały.
On urodzony pierwszym tego chaosu archaikiem.


Z niebiańskiej kreacji, stworzone by trwać,
Ostatnie z wielu, relikty zapomniane.
Złote prezenty, które piękno miały dać,
Przekazały w swym darze klątwy ukrywane.

Ci co misje stworzyli, by świat chronić,
W swej podróży zniszczyli nadzieje.
Acz bez nich zegar nie miałby jak wybić,
Lecz teraz topór z godzinami lśnieje.

Czy to bestia na nas poluje zza rogu?
Czy ledwie idea z kolcami wrogimi?
Ze świata, co doczekał finalnego epilogu,
Co złożoność rodziła z chwilami nowymi,
Nadeszła batalia, która z umysłu wycieka.

Niebiańskie serce fałszywego kreatora
Co ukradł pierwotnej wielkości cud stworzenia,
W swej aroganckiej misji świata bluźnienia
Obrał nieswój tytuł anturażu dyktatora.


Dziecię co moc zdobyło wielką,
Skazany na historię szaleńczą.
Jakoż jak mysz mogłaby pojąć siłę bezmierną?

Śmierć i chaos tańcem go obejmowała,
Zbrodnia planowa, z brutalną efektywnością.
Lecz jego podróż nareszcie końca dokonała.
Dwa, na powrót przeszłości, zostały całością

Myśl, która idee końca wielbi, uradowana.
Historia znana, przez kroć odrzucana
Przepowiednia od samej kreacji dana,
Która nie musi by nikomu opowiadana:

Co jest i będzie.


O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported