SCP-PL-046 offset 1
SCP-PL-046 offset 1
Byㅤ ZygardZygard
Published on 08 Jul 2022 23:47
ocena: 0+x

What this is

A bunch of miscellaneous CSS 'improvements' that I, CroquemboucheCroquembouche, use on a bunch of pages because I think it makes them easier to deal with.

The changes this component makes are bunch of really trivial modifications to ease the writing experience and to make documenting components/themes a bit easier (which I do a lot). It doesn't change anything about the page visually for the reader — the changes are for the writer.

I wouldn't expect translations of articles that use this component to also use this component, unless the translator likes it and would want to use it anyway.

This component probably won't conflict with other components or themes, and even if it does, it probably won't matter too much.

Usage

On any wiki:

[[include :scp-wiki:component:croqstyle]]

This component is designed to be used on other components. When using on another component, be sure to add this inside the component's [[iftags]] block, so that users of your component are not forced into also using Croqstyle.

Related components

Other personal styling components (which change just a couple things):

Personal styling themes (which are visual overhauls):

CSS changes

Reasonably-sized footnotes

Stops footnotes from being a million miles wide, so that you can actually read them.

.hovertip { max-width: 400px; }

Monospace edit/code

Makes the edit textbox monospace, and also changes all monospace text to Fira Code, the obviously superior monospace font.

@import url('https://fonts.googleapis.com/css2?family=Fira+Code:wght@400;700&display=swap');
 
:root { --mono-font: "Fira Code", Cousine, monospace; }
#edit-page-textarea, .code pre, .code p, .code, tt, .page-source { font-family: var(--mono-font); }
.code pre * { white-space: pre; }
.code *, .pre * { font-feature-settings: unset; }

Teletype backgrounds

Adds a light grey background to <tt> elements ({{text}}), so code snippets stand out more.

tt {
  background-color: var(--swatch-something-bhl-idk-will-fix-later, #f4f4f4);
  font-size: 85%;
  padding: 0.2em 0.4em;
  margin: 0;
  border-radius: 6px;
}

No more bigfaces

Stops big pictures from appearing when you hover over someone's avatar image, because they're stupid and really annoying and you can just click on them if you want to see the big version.

.avatar-hover { display: none !important; }

Breaky breaky

Any text inside a div with class nobreak has line-wrapping happen between every letter.

.nobreak { word-break: break-all; }

Code colours

Add my terminal's code colours as variables. Maybe I'll change this to a more common terminal theme like Monokai or something at some point, but for now it's just my personal theme, which is derived from Tomorrow Night Eighties.

Also, adding the .terminal class to a fake code block as [[div class="code terminal"]] gives it a sort of pseudo-terminal look with a dark background. Doesn't work with [[code]], because Wikidot inserts a bunch of syntax highlighting that you can't change yourself without a bunch of CSS. Use it for non-[[code]] code snippets only.

Quick tool to colourise a 'standard' Wikidot component usage example with the above vars: link

:root {
  --c-bg: #393939;
  --c-syntax: #e0e0e0;
  --c-comment: #999999;
  --c-error: #f2777a;
  --c-value: #f99157;
  --c-symbol: #ffcc66;
  --c-string: #99cc99;
  --c-operator: #66cccc;
  --c-builtin: #70a7df;
  --c-keyword: #cc99cc;
}
 
.terminal, .terminal > .code {
  color: var(--c-syntax);
  background: var(--c-bg);
  border: 0.4rem solid var(--c-comment);
  border-radius: 1rem;
}

Debug mode

Draw lines around anything inside .debug-mode. The colour of the lines is red but defers to CSS variable --debug-colour.

You can also add div.debug-info.over and div.debug-info.under inside an element to annotate the debug boxes — though you'll need to make sure to leave enough vertical space that the annotation doesn't overlap the thing above or below it.

…like this!

.debug-mode, .debug-mode *, .debug-mode *::before, .debug-mode *::after {
  outline: 1px solid var(--debug-colour, red);
  position: relative;
}
.debug-info {
  position: absolute;
  left: 50%;
  transform: translateX(-50%);
  font-family: 'Fira Code', monospace;
  font-size: 1rem;
  white-space: nowrap;
}
.debug-info.over { top: -2.5rem; }
.debug-info.under { bottom: -2.5rem; }
.debug-info p { margin: 0; }
/* source: http://ah-sandbox.wikidot.com/component:collapsible-sidebar-x1 */
 
#top-bar .open-menu a {
        position: fixed;
        top: 0.5em;
        left: 0.5em;
        z-index: 5;
        font-family: 'Nanum Gothic', san-serif;
        font-size: 30px;
        font-weight: 700;
        width: 30px;
        height: 30px;
        line-height: 0.9em;
        text-align: center;
        border: 0.2em solid #888;
        background-color: #fff;
        border-radius: 3em;
        color: #888;
}
 
@media (min-width: 768px) {
 
    #top-bar .mobile-top-bar {
        display: block;
    }
 
    #top-bar .mobile-top-bar li {
        display: none;
    }
 
    #main-content {
        max-width: 708px;
        margin: 0 auto;
        padding: 0;
        transition: max-width 0.2s ease-in-out;
    }
 
    #side-bar {
        display: block;
        position: fixed;
        top: 0;
        left: -20em;
        width: 17.75em;
        height: 100%;
        margin: 0;
        overflow-y: auto;
        z-index: 10;
        padding: 1em 1em 0 1em;
        background-color: rgba(0,0,0,0.1);
        transition: left 0.4s ease-in-out;
 
        scrollbar-width: thin;
    }
 
    #side-bar:target {
        left: 0;
    }
    #side-bar:focus-within:not(:target) {
        left: 0;
    }
 
    #side-bar:target .close-menu {
        display: block;
        position: fixed;
        width: 100%;
        height: 100%;
        top: 0;
        left: 0;
        margin-left: 19.75em;
        opacity: 0;
        z-index: -1;
        visibility: visible;
    }
    #side-bar:not(:target) .close-menu { display: none; }
 
    #top-bar .open-menu a:hover {
        text-decoration: none;
    }
 
    /* FIREFOX-SPECIFIC COMPATIBILITY METHOD */
    @supports (-moz-appearance:none) {
    #top-bar .open-menu a {
        pointer-events: none;
    }
    #side-bar:not(:target) .close-menu {
        display: block;
        pointer-events: none;
        user-select: none;
    }
 
    /* This pseudo-element is meant to overlay the regular sidebar button
    so the fixed positioning (top, left, right and/or bottom) has to match */
 
    #side-bar .close-menu::before {
        content: "";
        position: fixed;
        z-index: 5;
        display: block;
 
        top: 0.5em;
        left: 0.5em;
 
        border: 0.2em solid transparent;
        width: 30px;
        height: 30px;
        font-size: 30px;
        line-height: 0.9em;
 
        pointer-events: all;
        cursor: pointer;
    }
    #side-bar:focus-within {
        left: 0;
    }
    #side-bar:focus-within .close-menu::before {
        pointer-events: none;
    }
    }
}

SCP-PL-046

SCP-PL-046
Autorzy EvilAngel413EvilAngel413 i ZygardZygard
Published on 09.07.2022

NIENAWIDZĘ PATAFIZYKI ~ Zygard
Pata co- ~ EvilAngel413

ocena: 0+x
IDENTYFIKATOR:SCP-PL-046 POZIOM 3/PL-046
KLASA PODMIOTU:Enochian tajne

POZIOM ZAKŁÓCEŃ: vlam

scp-pl-046

Zdjęcie SCP-PL-046-1 przed jednym z incydentów.

Specjalne Czynności Przechowawcze: SCP-PL-046-1 należy przechowywać w odizolowanej dwupiętrowej posiadłości, znajdującej się w odległości 100 kilometrów od Ośrodka PL-49 w celu przeprowadzania dalszych badań właściwości obiektu. Budynek powinien być wyposażony w przynajmniej cztery kamery przemysłowe w każdym pomieszczeniu oraz dziesięć kamer przemysłowych monitorujących teren dookoła posiadłości. Badania nad obiektem nadzoruje doktor Andre Young. Dane nieaktualne.

Aktualizacja z dnia 04.07.93: Z powodu przeniesienia doktora Andre Younga do projektu SMK-W33-D badania nad obiektem przejmuje doktor August Oetker. Do poprzednich czynności przechowawczych została dodana również obecność 10 zmieniających się członków GoI-PL-007 ("A.R.G.U.S. Inc") jako dodatkowa ochrona dla obiektu. Dane nieaktualne.

Aktualizacja z dnia 21.04.95: Badania nad obiektem zostały przekazane doktor Jekyll. Nowe czynności przechowawcze są dostępne w dodatku 046-7.

krueger

Zdjęcie profesora Kruegera z 1990 roku.

Prof. Konrad Krueger (ur. 19 stycznia 1945 w Tychach), szanowana figura w dziedzinie patafizyki. Dyrektor Departamentu Patafizyki w latach 1985-1987, autor wielu wzorów oraz teorii z tej dziedziny nauki. Wieloletni pracownik Fundacji z licznymi osiągnięciami. Od 1987 szkoli kolejne pokolenia naukowców Fundacji, przekazując swoją wiedzę najlepiej jak może.


Opis: SCP-PL-046 to Fenomen Kruegera, który swoim działaniem obejmuje instancje SCP-PL-046-1. Zjawisko to zostało odkryte w roku 1986 przez profesora Konrada Kruegera. Obiekt ma swoje podłoże w patafizyce; osoba objęta fenomenem Kruegera posiada specyficzny zestaw cech narracyjnych, które sprawiają, iż jest ona atrakcyjna dla bytów autorów specjalizujących się w gatunku slasher. Ze względu na archetyp nadany przez fenomen, autorzy w dużej częstotliwości używają osoby objętej fenomenem Kruegera jako postać ostatniej dziewczyny, która przeżyła główne morderstwa w historii.

Początkowo zjawisko to było tylko teoretyzowane oraz potwierdzone poprzez obliczenia doktora Kruegera, jednak nie udało się Fundacji znaleźć żadnej osoby dotkniętej przez SCP-PL-046 — aż do momentu odkrycia SCP-PL-046-1 w 1993, gdzie poprzez forum Parawatch Celina Kamińska dzieliła się swoimi doświadczeniami, które zostały zidentyfikowane jako Fenomen Kruegera. Została ona następnie zabezpieczona przez Fundację i przesłuchana.

Ważniejszą cechą Fenomenu Kruegera jest narracyjne przyciąganie do osoby dotkniętej fenomenem osób, których zestaw cech narracyjnych odpowiada zestawowi psychopatycznego mordercy. Dodatkową cechą jest wstrzymanie procesu starzenia się komórek, zatrzymując wiek biologiczny instancji. Fenomen działa w odstępach czasowych wynoszących maksymalnie do roku i minimalnie do tygodnia.

Aktualnie znana Fundacji SCP-PL-046-1 jest kobietą pochodzenia polskiego, której wiek biologiczny wskazuje na 18 lat. Instancja jest drobno zbudowaną blondynką o wzroście 163 cm, posiadającą brązowe oczy. Poza wstrzymanym procesem starzenia się komórek, SCP-PL-046-1 jest w dobrej kondycji zdrowotnej. W chwili obecnej obiekt posiada 14 blizn rozmieszczonych na całym ciele, powstałych w wyniku incydentów, jakich padła ofiarą.

Dodatek 046-1

Przesłuchiwany: SCP-PL-046-1

Przesłuchujący: doktor Andrew Young

<Początek logu>

Przesłuchujący: Witaj, Celino. Jak się czujesz?

(Obiekt milczy przez chwilę.)

SCP-PL-046-1: Bywało gorzej. Kim pan jest?

dr Young: Nazywam się Andrew Young, ale możesz mi mówić Dr. Dre. Chcesz może coś do picia?

(Obiekt kiwa głową lekko. Przesłuchujący podaje butelkę wody SCP-PL-046-1, z której obiekt pije przez chwilę.)

SCP-PL-046-1: Co to za miejsce i czemu tu jestem? Nic nie zrobiłam.

dr Young: Spokojnie, proszę się nie bać. Nie jesteśmy policją, ani żadną organizacją rządową i nie mamy zamiaru ci nic zrobić.

SCP-PL-046-1: Dlaczego mnie tu trzymacie w takim razie?

dr Young: Cóż, nasz wywiad znalazł twoje wpisy na pewnym forum internetowym i zainteresował nas pani przypadek.

SCP-PL-046-1: Czyli że co? Jest więcej świrów takich jak ja?

dr Young: Właśnie to badamy, próbując przy okazji zapewnić takim osobom bezpieczny azyl.

SCP-PL-046-1: Jaja sobie ze mnie robicie, co? Jeżeli to kolejny żart Sandry, to tym razem jej przypieprzę-

dr Young: To żaden żart, jak na razie możesz zachować te groźby dla siebie. Jak mówiłem, sprawdziliśmy twoje wpisy na forum i prześledziliśmy krótko twoją sytuację, w związku z czym chcielibyśmy zapewnić ci schronienie.

SCP-PL-046-1: Niby gdzie, do cholery? Te psychole wszędzie mnie znajdą.

dr Young: Skąd takie przekonanie?

SCP-PL-046-1: To nie może być zbieg okoliczności, że to ja zawsze na takich trafiam. Pierwszy raz…

(Obiekt milknie na chwilę i spina się, przełykając ciężko.)

SCP-PL-046-1: T-to był tylko zbieg okoliczności, ale kto mógłby wierzyć w pierdolony przypadek, kiedy pada się ofiarą jakiegoś zboka po raz czwarty w ciągu trzech miesięcy.

(Obiekt podkurcza nogi pod brodę.)

SCP-PL-046-1: Nawet moje pieprzone ciało się nie zmienia, od tamtego zdarzenia jest cały czas takie samo i przyciąga tych jebanych zwyroli.

dr Young: O jakim incydencie mówisz i kiedy miał on miejsce?

SCP-PL-046-1: Nie chcę o tym mówić…

dr Young: Rozumiem twoje obawy, jednak by zapewnić ci jak najlepszą ochronę, potrzebujemy jak najwięcej informacji na temat ataków, na jakie jesteś narażona.

(Obiekt milczy przez chwilę, po czym wzdycha.)

SCP-PL-046-1: To było około… osiemdziesiątego trzeciego? 1983, mam na myśli. Chyba… Chyba początek maja, pamiętam, że w końcu się cieplej zaczęło robić, słońce w oczy dawało. Coraz dłużej było jasno, a i tak wracałam wtedy od Edyty, jak ciemno było.

dr Young: Kim była ta Edyta?

SCP-PL-046-1: To moja przyjaciółka- Znaczy, kiedyś… Boże, ile bym dała, żeby się z nią zobaczyć, ale nie mogę się jej tak pokazać.

(Obiekt lekko kręci głową.)

SCP-PL-046-1: Nieważne, wracając, uh…

(Obiekt milczy przez chwilę, przełykając ciężko.)

SCP-PL-046-1: To, to było chyba grubo po północy, noce jeszcze były zimne i musiałam wziąć kurtkę od Edyty. Starałam się trzymać bocznych uliczek, żeby nikt z patrolu mnie nie złapał, lampy nawet nieźle je oświetlały, a i tak nie zdążyłam zauważyć tego bydlaka. Poczułam tylko mocne uderzenie w kolano i ból, potem popchnął mnie, uderzyłam plecami o ziemię i przycisnął mnie do niej swoim ciałem. Trzymał coś w ręku, to chyba był młotek i już chciał mnie uderzyć, ale się powstrzymał.

dr Young: Czy widziałaś jego twarz?

SCP-PL-046-1: Mniej więcej. Takiej twarzy się jednak nie zapomina.

dr Young: Co stało się potem?

(Obiekt rozgląda się nerwowo bo bokach, obejmując się rękoma.)

SCP-PL-046-1: Zaczął wyciągać do mnie te brudne, oślizgłe łapy, łapał, próbował wpychać jęzor do mordy, póki prawie mu go nie odgryzłam. Wtedy przypieprzył mi w twarz, zwyzywał od dziwek i zaczął ściągać spodnie. Szarpałam się, błagałam, płakałam, skurwiel jakby nie słyszał. Prosiłam go, mówiłam, że się z nim umówię nawet, tylko niech mnie zostawi, niech mnie puści, niech po prostu przestanie-

(Obiekt zaczyna cicho płakać.)

SCP-PL-046-1: Nienawidziłam jego, nienawidziłam siebie, chciałam, żeby to wszystko się już skończyło, brzydziłam się sobą, żałowałam, że po prostu mnie nie zabił, pragnęłam, żeby to po prostu zrobił, bolało jak skurwysyn, myślałam, że mnie rozerwie. Rozdarł mi bluzkę, gryzł po szyi i obojczykach, czułam, jak krew mi spływa po cyckach i cieknie po nogach.

(Obiekt milczy przez chwilę.)

SCP-PL-046-1: Uciekłam dopiero jak skończył. Zamknęłam się i siedziałam cicho, próbowałam znaleźć jakiekolwiek wyjście. Był oszołomiony przez chwilę, starał się znaleźć coś na ziemi i wtedy zauważyłam młotek. Złapałam go prędko i zamachnęłam się na oślep. Nie pamiętam już gdzie go trafiłam, ale wiem, że go trafiłam, bo słyszałam chrupnięcie, po czym wydarł się i zleciał ze mnie. Wstałam tak szybko, jak tylko mogłam, adrenalina mi buzowała tak, że nawet kolano nie przeszkadzało. Rzuciłam jeszcze w niego tym młotkiem na oślep i spieprzałam ile miałam sił w nogach.

dr Young: Wiesz może, czy przeżył?

SCP-PL-046-1: Tak. Ale nie na długo. Do dziś pamiętam dzień, w którym ostatni raz widziałam twarz tego skurwysyna. Końcówka maja, 1987 rok, szubienica. Wszystkie gazety buczały potem o egzekucji "Skorpiona" i jego zbrodniach. Tylko o tych, do których się przyznał.

(Obiekt przestaje mówić, przeciera oczy i milczy. Doktor Young odchrząkuję cicho.)

dr Young: Czy od tego czasu miewasz koszmary albo czujesz niepokój?

SCP-PL-046-1: Oczywiście, że tak, co to za cholernie głupie pytanie. Jak do kurwy mogę czuć się bezpieczna i spać spokojnie, kiedy wiem, że w każdej chwili może przyjść albo napaść mnie kolejny psychol i zrobić, co mu się tylko podoba?

(Chwilowo zapada cisza.)

SCP-PL-046-1: …przepraszam.

dr Young: Nic się nie stało. Domyślam się, jak ciężko ci jest dzielić się tym z kimkolwiek. Bardzo ci współczuję i obiecuję, że dołożymy wszelkich starań, by nigdy więcej nie spotkało cię nic takiego, Celino. Masz moje słowo.

<Koniec logu>

Podsumowanie: Obiekt może przejawiać Fenomen Kruegera, jednak nie mamy jeszcze 100% potwierdzenia. Wymagane dalsze badania i obserwacja.

Wniosek o obserwację SCP-PL-046

Fenomen Krugera był do tej pory jedynie teorytyzowany, owszem, używając formuły Nemo udało się udowodnić istnienie tego fenomenu. Co prawda po wiadomościach od Celiny Kamińskiej na forum Parawatch może wynikać, że jest ofiarą tego fenomenu, jednakże Parawatch nie jest 100% wiarygodnym źródłem informacji.

Proponuję sprowadzenie z Ośrodka 87 do Ośrodka PL-49, a raczej tymczasowej przechowalni 100 kilometrów od tego Ośrodka, Skanera Narracyjnego Placeholdera z wprowadzonymi korekcjami gatunkowymi od profesora Kruegera. Czujniki skanera zostaną zamontowane we wszystkich pomieszczeniach posiadłości służącej za tymczasową przechowalnię.

Jeśli obliczenia szanownego profesora Kruegera są prawidłowe oraz jeśli zostaną spełnione odpowiednie warunki, skanery powinny być w stanie odczytać Fale Narracyjne Kruegera-Quatermaina, a wtedy możemy przejść do faktycznego zabezpieczenia obiektu, gdyż będziemy mieli pewność, że SCP-PL-046 faktycznie tu występuje.

dr Andrew Young

Dodatek 046-2

Log z obserwacji obiektu

Godzina 23:48, 23.06.1993r.
Fragment nagrania z sypialni obiektu, kamera nr 3.
[Początek Logu]
(Telefon stacjonarny stojący na komodzie zaczyna dzwonić. SCP-PL-046-1 podchodzi do aparatu telekomunikacyjnego i podnosi słuchawkę.)
SCP-PL-046-1: Halo?

— Witaj, laleczko, masz może ochotę zostać częścią czegoś większego? — głos dochodzący ze słuchawki był niski, ochrypły i rzężący, jednak to słowa wypowiedziane przez nieznajomego mężczyznę spowodowały, że serce dziewczyny natychmiastowo zamarło na chwilę. Słuchawka telefonu prawie wypadła z jej dłoni, podczas gdy szeroko otwarte oczy wpatrywały się tępo w aparat telefoniczny. Blondynka mogłaby przysiąc, że wszystkie dźwięki z zewnątrz — igraszki pary z pokoju obok i głośna muzyka dochodząca z salonu na dole — zniknęły, a w jej uszach dzwonił jedynie rytm jej szalejącego serca. Przełknęła ślinę, złapała słuchawkę pewniej, podczas gdy jej sylwetka pochyliła się do przodu. Jej ciało było napięte jak struna, gorsze od całkowitej niewiedzy była tylko niepewność kiedy, jak i kto.

— Nie mam zamiaru bawić się w żadne twoje gierki, pierdolony psycholu — wysyczała dziewczyna, zaciskając zęby. Odpowiedział jej rechot osoby po drugiej stronie, dźwięk tak nieprzyjemny, że młodą kobietę przeszedł lekki dreszcz.

— Obawiam się, że nie masz w tej sprawie głosu — z każdym kolejnym słowem dłoń dziewczyny zaciskała się coraz mocniej i mocniej wokół słuchawki telefonu, podczas gdy plastik cicho trzaskał, zawodząc, żeby blondynka zaprzestała. — Widzimy się niedługo. Mam nadzieję, że będziesz gotowa.

Nieznajomy rozłączył się, a dźwięk zakończonej rozmowy odbijał się echem w głowie kobiety, podczas gdy materiał słuchawki powoli ustępował pod naporem. Na powierzchni powoli wykwitły małe pęknięcia, potem coraz większe i większe, pokrywając całość siateczką białych linii. Młoda kobieta zaciskała zęby i zazgrzytała nimi, ciskając słuchawką o komodę, co spowodowało odpryśnięciem kilku czerwonych kawałków dookoła pokoju. Pełna niepohamowanej furii, która nagle nią zawładnęła w pełni, złapała za aparat telefoniczny i nie patrząc na nic, gwałtownie pociągnęła, wyrywając go razem z kablem i rzuciła nim o podłogę. Telefon rozpadł się na najróżniejszej wielkości części, rozsiewając się po całej podłodze sypialni. Kobieta zaś stała sztywno, lekko przygarbiona i oddychała ciężko, próbując poukładać myśli. Zerkała po kolei na drewno paneli, wygodne łóżko, zegar i jego nieubłaganie pędzące wskazówki, kończąc na kawałkach telefonu. Patrzyła na drobne odłamki, wyglądające jak ziarna piasku oraz te większe. Studiowała nieregularne kształty, rysy i krawędzie. Być może tak ostre, że lekkie dotknięcie przecięłoby skórę.

Dziewczyna otworzyła szerzej oczy i przeczesała włosy palcami.

— Potrzebuję broni.

Godzina 00:01, 24.06.1993r.

Wśród dosyć licznej grupki młodych dorosłych niełatwo było znaleźć burzę kasztanowych loków, więc Celina musiała lawirować pomiędzy lekko już podpitymi gośćmi, żeby odnaleźć koleżankę. Rzucając krótkie przeprosiny, odtrącając ręki z oferowanymi drinkami i przepychając się między ludźmi, w końcu dotarła do Sandry, która bawiła się w najlepsze, popijając jakiś kolorowy napój i rozmawiając z mężczyzną, którego blondynka nie kojarzyła.

— Musisz mi pomóc — rzuciła od razu do szatynki, patrząc na nią wyczekująco. Ta wzięła łyka napoju i uśmiechnęła się szeroko, odstawiając szklankę na bok.

— Poczekaj chwilę, kochany — kobieta powiedziała krótko do mężczyzny z którym rozmawiała i pocałowała go krótko w policzek, następnie biorąc koleżankę pod pachę i odchodząc nieco dalej.

— Co jest, kochana, brakuje ci towarzystwa? Mogę cię z kimś zapoznać, Kamil ma kumpla, który jest niezły i-

— Pomóż mi wyrzucić wszystkich z domu — blondynka przerwała szybko koleżance, wiedząc, jak bardzo ta potrafi się rozkręcić. Sabina zatrzymała się w miejscu i popatrzyła na drugą kobietę, mrugając kilkukrotnie w oniemieniu. Po chwili jednak zaczęła się śmiać, zasłaniając usta dłonią.

— Żartujesz sobie tak tylko, co? Impreza jeszcze się dobrze nie rozkręciła, a ty chcesz wszystkich wyrzucać?

— Mam swoje powody, wszyscy musicie już się wynosić, jak najszybciej — Celina złapała drugą kobietę pewniej za ramię i zaczęła ciągnąć ją do wyjścia.

— A co, policję ktoś wezwał? — zapytała szatynka, nie stawiając zbyt wielkiego oporu wpierw.

— Nie.

— To o co chodzi?

— Słuchaj, możesz mnie teraz uznać za czubka, ale za niedługo będzie tu jakiś psychol, żeby nas wszystkich pozarzynać.

Po słowach blondynki zapadła krótka cisza, w czasie której szatynka jedynie patrzyła na nią. Po chwili zahamowała gwałtownie, zatrzymując dziewczynę w półkroku i położyła jej dłoń na czoło, na co Celina skrzywiła się i próbowała odsunąć.

— Co ty robisz?

— Sprawdzam, czy nie masz temperatury, bo pieprzysz jak potłuczona, ktoś ci coś dosypał?

— Słuchaj, mówię ci, bo ci ufam i chcę, żebyś mi pomogła uratować chociaż część ludzi tutaj — blondynka patrzyła pretensjonalnie na przyjaciółkę, która jedynie parsknęła śmiechem i pokręciła głową.

— Jasne, jasne, idź się lepiej połóż, ja zajmę się całą imprezą — Sandra zaczęła popychać dziewczynę w stronę schodów na górę, zapewniając ją z każdym postawionym krokiem, że wszystko będzie dobrze, podczas gdy ta stawiała opór. W końcu Celina wyrwała się z uchwytu koleżanki i próbowała wypraszać zgromadzone w salonie osoby, podając najróżniejsze z powodów jakie tylko dała radę wymyślić. Każdy z uczestników jednak albo nie był zbyt błyskotliwy, albo nie chciał rezygnować z dobrej zabawy w jakiej teraz uczestniczył i odprawiał dziewczynę z kwitkiem i coraz bardziej narastającą wewnętrzną frustracją. Nawet Sandra wróciła do poprzedniego towarzystwa, nie zbaczając na dziwne zachowanie znajomej, śmiejąc się do rozpuku. Blondynka zacisnęła pięści, rozglądając się nieznacznie po otaczających ją ignorantach i westchnęła ze zrezygnowaniem.

Jeżeli oni chcą umrzeć, to ich sprawa, jednak ona nie podda się bez walki. Ponownie rzuciła okiem dookoła, patrząc na roześmiane i szczęśliwe twarze, oczami wyobraźni widząc je skąpane w krwi. Wydłubane oko, nabite na srebrzysty widelec i ziejący pustką, ciemny oczodół. Powyrywane kombinerkami zęby, resztki dziąseł wyzierające przez szeroko otwarte w przerażeniu usta wypełnione posoką. Oderwane nosy, bezwładnie zwisające na ostatnich ścięgnach i skrawkach skóry, ukazujące biel kości czy chrząstkę — miała nieprzyjemność usłyszenia, jak takowa chrzęści między zębami. Widziała już takie obrazy wcześniej. I nie miała zamiaru ponownie czuć się bezradna.

Godzina 01:24

— O Boże, Adrian, tak, głębiej, szybciej! — rudowłosa kobieta podskakiwała wesoło w rytm ruchów bioder jej partnera, pojękując za każdym razem, gdy jego męskość wchodziła w nią głębiej i głębiej. Duże dłonie idealnie obejmowały jej pełne piersi, ściskając i przyszczypując delikatne sutki, co wydobywało z ponętnych ust młodej kobiety kolejne dźwięki ekstazy. Czuła pot pływający po jej plecach, podczas gdy jej kobiecość pragnęła więcej i więcej; wiła się, unosząc się i opadając tak szybko jak tylko potrafiła, opierając dłonie o klatkę piersiową swojego partnera, delikatnie wbijając w niego paznokcie. Mężczyzna pod nią zaczął sapać, próbując spełniać rozkazy partnerki, samemu również goniąc za spełnieniem. Jego dłonie zjechały z biustu kobiety na jej talię, łapiąc ją nieco brutalnie i przyśpieszył tempo pchnięć, wbijając palce w biodra i oddychając płytko. Rudowłosej najwyraźniej spodobała się lekka zmiana dynamiki, gdyż zaczęła jęczeć na całe gardło, praktycznie wykrzykując imię chłopaka.

— Kurwa, Monika, ciszej, zaraz nas ktoś usłyszy, do cholery — mężczyzna wysyczał przez zaciśnięte zęby, czując jak jego męskość już długo nie wytrzyma, nie był tylko pewien, od czego — wstrzymywania się od momentu szczytowania czy tego, z jakim głodem jego partnerka wprost go pochłaniała. Jej kobiecość była ciasna i otulała go niewyobrażalnym ciepłem, a jednak bez trudu wślizgiwał się w nią i wyślizgiwał z niej.

— Jebie mnie to, niech wiedzą, że mam najlepsze bzykanko świa- — piętnastocentymetrowy kawał metalu w postaci siekiery został wbity od góry w czaszkę młodej kobiety z taką siłą, że zatrzymał się przy jej oczodole, miażdżąc znajdującą się tak kość. Delikatna gałka natychmiastowo zalała się krwią, fragmenty połamanej kości przebiły się przez skórę, podczas gdy na policzek spłynęły łagodne strumyki krwi. Rude włosy zmieniły barwę na bardziej intensywną w miejscu, w które została wbita broń, a jej obecnie puste oczy wpatrywały się przez kilka sekund w twarz młodego mężczyzny, zanim ciało kobiety opadło bezwładnie na niego.

Adrian natychmiast zaczął krzyczeć, zrzucając z siebie truchło partnerki, po czym podnosząc się do pozycji siedzącej, stając twarzą w twarz z nieznajomym mężczyzną. Rosła sylwetka górowała nad półnagim mężczyzną, twarz zasłonięta poszarpanymi pasami zwierzęcej skóry spomiędzy których przezierały czerwone oczy. Całe jego ciało było skryte pod materiałem karmazynowej szaty, na której już wykwitły ciemniejsze plamy. Wokół jego talii przewiązany był kawałek materiału, za który włożony był jakiś krzywy, nietypowo zdobiony nóż. W lewej dłoni odzianej w skórzaną rękawicę dzierżył zaś tasak kuchenny, w którym odbijało się delikatne oświetlenie pomieszczenia. Nieznajomy zaczął stawiać bliższe kroki ku młodemu mężczyźnie, ten zaś w panice i przerażeniu próbował szybko podnieść się z łóżka, porywając prędko kołdrę w ramach próby obrony.

— Hej! — Nim morderca zdążył zamachnąć się bronią, drobna dłoń poklepała go delikatnie po ramieniu, zaskakując mężczyznę i powodując, że ten natychmiastowo odwrócił się przodek do osoby za sobą. Jak się od razu okazało, był to wielki błąd — w chwili stanięcia oko w oko z niewysoką blondynką, usłyszał jedynie świst zamachu i rozmazaną smugę gdy siekiera dzierżona przez nią wbiła się w klatkę piersiową mężczyzny. Zszokowany siłą uderzenia, zatoczył się do tyłu, wypadając z pokoju i oparł się o barierkę obok schodów prowadzących na dół. Siekiera strażacka rozdarła nieco materiał szaty, ukazując prześwity popielatej skóry i ciemnej, prawie że onyksowej posoki, której plama powiększała się z sekundy na sekundę. Zamaskowany mężczyzna dotknął cieczy odzianą dłonią i przyglądał się jej chwilowo w oniemieniu, by potem spojrzeć przed siebie i ujrzeć tę samą blondynkę stojącą zaraz przed nim.

— Ironia losu, co? — blondynka złapała pewnie siekierę, wpierw wbijając ją głębiej w ciało mężczyzny, by potem wyszarpać ją gwałtownie, przy okazji kopiąc mordercę w brzuch z impetem. Siła kobiety zaskoczyła go — nieprzygotowany wpadł na barierkę, przechylił się przez nią tyłem i spadł w dół, lądując na gromadzie zwłok, zebranej w kręgu ułożonym z poodcinanych kończyn imprezowiczów. Celina, dzierżąc siekierę w zakrwawionej dłoni, odwróciła się gwałtownie do Adriana, który trzymał kołdrę kurczowo, zasłaniając się nią i trzymając na dystans od kobiety.

— A ty na co czekasz? Zapierdalaj do wyjścia! — rzuciła do niego i nie czekając na reakcję mężczyzny pobiegła w stronę barierki, usiadła na niej i zjechała prędko w dół. Gdy tylko jej stopy dotknęły podłogi, usłyszała szumy z piętra, z którego właśnie zjechała i głośno klnącego młodego mężczyznę. Kobieta złapała siekierę pewniej i spojrzała w stronę sterty ciał, na czubku której leżał morderca. Postawiła pierwszy krok w tamtą stronę, nadal obserwując go uważnie, potem następny, podczas gdy Adrian — teraz już w pełni ubrany — zbiegł szybko na dół i zwolnił, widząc zbliżającą się do mordercy dziewczynę. Mężczyzna skrył się za nią, podążając krok w krok za blondynką i patrząc przez jej ramię na mordercę.

— Ty, ale on już chyba nie żyje, nie? — młody mężczyzna obserwował obecnie bezwładne ciało mordercy, kiedy podchodzili coraz bliżej i bliżej, jednak żadne z nich w czasie nie zauważyło drgnięcia ramienia zamaskowanego mężczyzny. Jego ręka była szybka, przed oczami młodej kobiety rozmazała się na kształt smugi, po czym dziewczyna poczuła silny ból w ramieniu. Chwilowo wbity tasak został natychmiastowo wyrwany przez mordercę, wyduszając z dziewczyny cichy jęk cierpienia i zostawiając głęboką ranę. Oboje natychmiast odskoczyli do tyłu, odwracając się plecami do drzwi wyjściowych, podczas gdy Adrian rzucił krótkie "Ja pierdolę!", cofając się również od znajomej.

— Kurwa… — dziewczyna złapała się za ramię i trzymała przez chwilę, czując ciepłą krew spływającą jej po palcach. Zazgrzytała zębami, mierząc wzrokiem podnoszącego się już mordercę. Plama ciemnej krwi zalała już całą szatę w obrębie jego klatki piersiowej, jednak ten podniósł się, jak gdyby nigdy nic — bez żadnego sapnięcia, żadnego jęku bólu. Kobieta prychnęła z irytacją.

— Z wami nigdy nie może być łatwo, co? — zamaskowany mężczyzna jedynie stanął pewnie na ziemi, przekręcił głowę dookoła, strzelając z karku i ujął tasak porządniej, patrząc wyzywająco na dziewczynę.

— Wypierdalaj Adrian, już! — Celina krzyknęła do mężczyzny, który z ulgą postanowił spełnić jej żądanie i ruszył biegiem do wyjścia, podczas gdy kobieta ujęła siekierę w obie dłonie, brudząc uchwyt własną krwią. Zamaskowany mężczyzna nie czekał długo na wykonanie swojego ruchu, robiąc zamach ręką, w której trzymał tasak, po czym rzucił nim w blondynkę. Ta prędko uchyliła się, ale nie dane było się jej tym nacieszyć długo, gdy usłyszała dźwięk ostrza wbijającego się w coś i chrupot kości. Pozwoliła sobie jedynie na lekkie rzucenie okiem w stronę Adriana, tylko by zobaczyć go leżącego na panelach, w otwartych na całą szerokość drzwiach i z tasakiem wbitym głęboko w jego głowę. Chciała zareagować w jakikolwiek sposób na śmierć ostatniej jakkolwiek sprzyjającej jej osoby, jednak chwila nieuwagi prawie kosztowała ją życie, gdy morderca szybko skrócił dystans między nimi i spróbował zaatakować ją krótko w klatkę piersiową. W porę zdążyła zasłonić się rączką od siekiery i odepchnąć napastnika lekko, lecz ten nie zniechęcił się, ponawiając próby cięć i dźgnięć. Siekiera może i była dosyć silną bronią, jednak była beznadziejna w walce przeciwko szybkim atakom. Nie mogła liczyć na pomoc policji, a ta cała organizacja, która obiecała jej bezpieczeństwo najwyraźniej ją oszukała, więc musiała poradzić sobie z nim sama. Lekka rana kłuta na wysokości barku i płytkie cięcie na brzuchu otrzeźwiło ją nieco, dodając jej zastrzyk adrenaliny. Widząc dobrą okazję, złapała dłoń mężczyzny dzierżącą nóż i przytrzymała ją, podczas gdy druga, wykorzystując siłę jaką zapewniła jej adrenalina, uniosła siekierę i zamachnęła się na jego ramię od góry. Kontakt metalu i kości wywołał głośny trzask, potem wściekły krzyk i upuszczenie noża zaraz pod nogi kobiety. Zamaskowany mężczyzna cofnął się natychmiastowo, łapiąc się za bezwładnie wiszącą rękę i dopiero teraz Celina mogła zauważyć u niego jakiekolwiek oznaki zmęczenia. Trudno było uwierzyć, żeby był w pełni ludzki, ale nadal był organizmem żywym, więc musiał się kiedyś zmęczyć — tak jak teraz. Jego oddech zaczął być słyszalny przez fałdy zwierzęcej skóry zakrywającej jego twarz, zaś sama jego postawa była bardziej przygarbiona, niż wcześniej. Jej atak również nie należał do łagodnych, poprzez dziurę w szacie widziała postrzępione mięso, zanim ranę zalała krew.

— Ty nic nie rozumiesz — pierwszy raz od momentu rozmowy przez telefon Celina usłyszała głos swojego napastnika. Na żywo brzmiał jeszcze gorzej, jego ochrypły i gardłowy głos ledwo przypominał ludzki i wzbudzał w kobiecie obrzydzenie. — Potrzebujemy ciebie.

— O czym ty pierdolisz?

— Jesteś perfekcyjna — wyskrzeczał zamaskowany morderca, stawiając ciężki krok w stronę dziewczyny i oddychając ciężko. Nadal trzymał się za bezwładnie wiszące ramię, podczas gdy czerwone oczy wpatrywały się z maniakalną intensywnością w damską figurę przed nim. — Jesteś ostatnim elementem układanki — krok za krokiem i pochylony nieco w przód, posuwał się mozolnie w stronę kobiety, podczas gdy Celina cofała się, kurczowo przytulając do siebie siekierę i obserwowała swojego napastnika.

— Potrzebujemy ciebie — mężczyzna prostował się stopniowymi, mozolnymi ruchami, po czym puścił drugą ręką, którą zgiął w łokciu na próbę. Spojrzał na swoją dłoń, tą samą, która była owita w rękawicę splamioną jego własną krwią, zacisnął pięść i ją otworzył, po czym podniósł wzrok, spotykając spojrzenie piwnych, zdeterminowanych oczu.

— Potrzebujemy twojej krwi.

Irytacja wezbrała w sercu dziewczyny i ta ruszyła na mordercę z okrzykiem wściekłości na ustach, unosząc siekierę lekko. Celina zamachnęła się od góry na mężczyznę, lecz ten bez trudu wyminął jej atak, cofając się nieznacznie. Następnie próbowała pogłębić cięcie na jego ramieniu, ale i w tym wypadku zrobił unik, a siekiera jedynie rozcięła rękaw szaty, odsłaniając więcej popielatej, chropowatej skóry. Kolejny zamach, kolejny unik, dziewczyna czuła, że tylko adrenalina trzyma ją jeszcze o siłach i postanowiła zrobić z niej jak najlepszy użytek. Zrobiła kolejny zamach od góry i udało jej się drasnąć mordercę w obojczyk. Ośmielona sukcesem, zrobiła większy wymach, próbując ponownie wbić siekierę w klatkę piersiową, powiększając poprzednio zadaną ranę, jednak morderca w czas uchylił się nieznacznie, łapiąc za rękojeść siekiery i powstrzymując ataki. Przyciągnął lekko zaskoczoną dziewczynę bliżej do siebie, po czym uderzył ją z główki. Blondynka poczuła, jak zakręciło jej się w głowie i próbowała cofnąć się do tyłu, jednak napastnik wykorzystał tę chwilę rozkojarzenia, skracając dystans między nim a nią. Jego ręka wystrzeliła w jej stronę, łapiąc ją gwałtownie za gardło, po czym uniósł ją do góry. Nim dziewczyna miała jakąkolwiek okazję na obronienie się siekierą, mężczyzna cisnął nią o ziemię, samemu schodząc do parteru i dociskając ją do podłogi. Pisk w uszach Celiny był nie do zniesienia, spod zamkniętych powiek pociekły jej po policzku pojedyncze łzy bólu, ciepły strumyk krwi popłynął jej z nosa, a siekiera poleciała w nieznanym jej kierunku, gdy dziewczyna leciała w dół. Miała trudności z oddychaniem, ale była zbyt oszołomiona, żeby rozumieć, dlaczego tak się działo. Próbowała sięgnąć dłonią do własnego gardła, ale napotkała opór.

Yaldabaoth nie może już dłużej czekać — gorący oddech przezierający przez pasma skóry uderzył w jej twarz, przywracając dziewczynę do zmysłów, zaś słowa, które doszły do jej uszu przypomniały jej o własnej sytuacji. Blondynka otworzyła lekko w oczy i próbowała zaczerpnąć większy oddech gdy dłoń dookoła jej gardła zaczęła rozluźniać żelazny uścisk. Z przywróconą świadomością Celina poczęła wyrywać się, jednak morderca złapał ją za nadgarstek i podciągnął gwałtownie w górę. Mężczyzna zabrał swój nóż z powrotem i zaczął kierować się w stronę góry ciał, na którą uprzednio sam spadł, ciągnąć młodą kobietę za sobą. Blondynka poczęła rozglądać się dookoła siebie gorączkowo, próbując znaleźć cokolwiek, co by jej mogło pomóc wyjść z tej beznadziejnej sytuacji. Widziała, że jest coraz bliżej i bliżej miejsca w którym ten psychopata chce ją zabić, jednak dzięki temu zauważyła też swoją siekierę. Kobieta wychyliła się najlepiej jak tylko potrafiła, ledwo ledwo muskając rączkę broni opuszkami palców.

W momencie, w którym morderca pociągnął ją na tyle, że siekiera znalazła się w zasięgu jej ręku, ta złapała ją i zamachnęła się na rękę, którą trzymał ją za nadgarstek. Mężczyzna krzyknął cicho z bólu i natychmiastowo puścił blondynkę, jednak od razu odwrócił się i próbował dźgnąć dziewczynę. Ta odturlała się w bok i nie czekając ani chwili, podniosła się z podłogi i zamachnęła się na mężczyznę od dołu. Chwilę potem fragmenty zwierzęcej skóry spadły na podłogę, osłaniając dolną część nieludzko wychudzonej, szarej twarzy. Zapadnięte policzki, wyschnięte usta, cała twarz w jasnych bliznach i świeże cięcie idące przez całość. Morderca próbował zaatakować dziewczynę ponownie, lub chociaż wycofać się, ta jednak natarła na niego ponownie, z rozmachu wbijając siekierę w klatkę piersiową mężczyzny i tworząc z poprzednim cięciem literę "x". Napastnik właśnie stał się ofiarą gdy młoda kobieta nie postanowiła się poddać, powalając mężczyznę kolejnym silnym uderzeniem. Zamaskowany runął w dół, uderzając plecami o podłogę i zaczął natychmiast się zasłaniać, gdy dziewczyna zawisła nad nim i kontynuowała. Atakowała raz po raz, adrenalina buzowała w jej żyłach, wypełniając całe jej ciało nieograniczoną energią. Pewna sadystyczna przyjemność, skrywana intensywnie w środku, napędzała ją do dalszego działania, kierując ciosy mimo teraz już osłabionej obrony mordercy. Ten próbował wołać coś, przetłumaczyć cokolwiek dziewczynie, poprosić ją o zaprzestanie, ta jednak nie słyszała. Siekiera uderzała w klatkę piersiową, otwierając ją i ukazując pogruchotane żebra, odłamki kości wbite w mięso, drobne strzępki skóry i mięsa pozostawały na ostrzu. O dziwo wciąż bijące serce dziko pompowało krew, która plamiła szatę i spływała na podłogę, brudząc spodnie klęczącej kobiety. Z każdym uderzeniem organu ręce mężczyzny stanowiły coraz mniejszą przeszkodę, a on sam praktycznie poddał się, pozwalając jej na zrobienie tego, co on pragnął zrobić z nią. Atak za atakiem, więcej rozbryzgającej się krwi, obrzydliwy mokry dźwięk i znane już uczucie wchodzenia ostrza w mięso. Serce biło co raz słabiej, aż z ostatnim atakiem ustało. Siekiera była wbita w mostek. Ciężki oddech Celiny był jedyną słyszalną w pokoju rzeczą, wprost ogłuszający w porównaniu z ciszą, jaka ogarnęła salon. Dopiero teraz zauważyła kropelki potu spływające z jej czoła, gdy jedna spadła na dół i zniknęła w kałuży krwi. Dziewczyna powoli podnosiła się na lekko drżących nogach, opierając się o siekierę. Adrenalina powoli się kończyła, czuła się osłabiona i wszystkie małe i duże obrażenia zaczęły dawać o sobie znać, boląc jak skurwysyn. Kobieta wyrwała swoją broń z mostka mordercy i stała nad nim, z głową skierowaną do dołu, podziwiając swoje dzieło.

— Nie mam zamiaru już grać na ich zasadach — dziewczyna puściła siekierę, która spadła z głośnym brzdękiem na ziemi, rozpryskując dookoła kropelki krwi. Jej oddech był teraz spokojny, a oczy wodziły dookoła pokoju bez żadnego cienia przejęcia - była tym już znudzona. Była znudzona ciągłym cyklem uciekania i nigdy nie walczenia, znudzona byciem wieczną ofiarą i tylko tym - ofiarą.

SCP-PL-046-1: Dopilnuję, że będę jedyną, która wyjdzie z tego żywa.
[Koniec Logu]
Podsumowanie: Czujniki Skanera Narracyjnego Placeholdera z wprowadzonymi korekcjami gatunkowymi od profesora Kruegera wyraźnie wykazywały obecność fal narracyjnych Krueger-Quatermain na częstotliwościach odpowiadającym wzorowi dla Fenomenu Kruegera. Definitywnie mamy tu doczynienia z SCP-PL-046.

Dodatek 046-3:

BetterFuelHuell
Zdjęcie Dr Oetkera rozmawiającego z członkiem GoI-PL-007 ("A.R.G.U.S. Inc.") na temat szczegółów zabezpieczeń SCP-PL-046-1.

Propozycja zabezpieczeń SCP-PL-046-1

Chciałem złożyć propozycję co do zwiększenia zabezpieczeń obiektu, mianowicie aktualnie obiekt jest zbyt wystawiony na potencjalne ataki. Moją propozycją byłby całkowity zakaz zbliżania się do obiektu poza dostarczaniem żywności.

Przechowalnia SCP-PL-046-1 byłaby pilnowana przez zatrudnioną przez Fundację GoI-PL-007 "A.R.G.U.S. Inc". Ze względu na swój profesjonalizm i doświadczenie wydaję mi się, że byliby w stanie zapewnić odpowiednią ochronę dla obiektu.


Zaakceptowano

Wniosek został zaakceptowany przez dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa, Edwarda Salamandrę




Dodatek 046-4:

Lista potencjalnych ataków na SCP-PL-046-1:

Image Unavailable

Zdjęcie podejrzanego z incydentu 046-6, tuż przed byciem zlikwidowanym przez członka GoI-PL-007, wykonane przez kamerę 04 znajdującą się na tyłach budynku.

  • Incydent 046-2
    • Cel: 40-letni mężczyzna uzbrojony w łopatę. Próbował dostać się do budynku frontowymi drzwiami o godzinie 01:32.
    • Zneutralizowany
  • Incydent 046-3
    • Cel: 64-letni mężczyzna w wysokim kapeluszu, uzbrojony w latarnię taumaturgiczną. Zaatakował członków GoI-PL-007 chroniących obiekt, którzy próbowali go zatrzymać przed wejściem do posiadłości frontowymi drzwiami o godzinie 02:34.
    • Zneutralizowany
  • Incydent 046-4
    • Cel: 13-letni mężczyzna ubrany w kaftan bezpieczeństwa, silny w taumaturgii esper. Próbował włamać się do budynku oknem po lewej stronie budynku, został szybko zauważony przez GoI-PL-007.
    • Zneutralizowany
  • Incydent 046-5
    • Cel: 32-letni mężczyzna w kitlu używający broni energetycznej. Podejrzany próbował wejść na teren obiektu o godzinie 00:00 od tyłu budynku.
    • Zneutralizowany
  • Incydent 046-6
    • Cel: 30-letni mężczyzna ubrany w żółty kombinezon ochronny oraz uzbrojony w miotacz silnie żrącego kwasu pod ciśnieniem. Próbował dostać się na teren przechowali tylnym wejściem o godzinie 09:00.
    • Zneutralizowany
  • Incydent 046-7
    • Cel: Asystent Stanisław Ilnicki, próbował zaatakować obiekt w trakcie dostarczania jedzenia. Zatrzymał go członek GoI-PL-007 chcący sprawdzić czemu Ilnicki nie wychodził z budynku przez dłuższy czas.
    • Poddany pod obserwację Fundacji.

Dodatek 046-5:

Przesłuchiwany: doktor Stanisław Ilnicki

Przesłuchujący: doktor August Oetker

<Początek logu>

dr Oetker: Co do kurwy, Ilnicki?

dr Ilnicki: Nie rozumiem, o co ci chodzi.

dr Oetker: Nie rozumiesz? Bawi cię to? To jakieś twoje popierdolone żarty?

dr Ilnicki: Zapewniam cię, Oetker, że nie mam nic wspólnego z tą sprawą.

dr Oetker: Mamy nagrania, na których wyraźnie widać, że to ty wszedłeś do rezydencji, w której ją trzymamy, jako ostatni. Do chuja, mamy nawet nagranie z tego incydentu z jej sypialni.

dr Ilnicki: Sfałszowane.

dr Oetker: Zeznania najemników z A.R.G.U.S-a też?

dr Ilnicki: Można ich przekupić.

dr Oetker: A kto by miał w tym kurwa interes?!

dr Ilnicki: Na pewno jest ktoś, kto chce się mnie pozbyć.

(Doktor Oetker chowa twarz w dłonie.)

dr Oetker: Na Boga, Ilnicki, dlaczego? Jak chciałeś takich przygód, trzeba było iść na dziwki, wiesz doskonale, jaka jest polityka Fundacji.

dr Ilnicki: Już ci powiedziałem, że zostałem w to uwikłany bez powodu i nie mam z tym nic wspólnego.

(Doktor Oetker uderza pięścią o stół i wstaje.)

dr Oetker: Wszedłeś do tego domu i próbowałeś ją skrzywdzić, Ilnicki! Do chuja pana, przestań grać debila większego, niż jakim jesteś i po prostu wytłumacz mi - dlaczego?

dr Ilnicki: Jakby robiło jej to jakąkolwiek różnicę.

dr Oetker: Słucham?

dr Ilnicki: Nieważne, nie widzę sensu w przetrzymywaniu mnie tutaj bez powodu i krzyczenia na mnie, zaraz pora obiadowa, a ja jeszcze nic nie jadłem od rana.

dr Oetker: Wydaje mi się, że nie rozumiesz powagi sytuacji, w której się znalazłeś.

(Doktor Oetker siada na krześle i wyciąga akta, rzucając je w stronę doktora Ilnickiego.)

dr Ilnicki: Co to jest?

dr Oetker: Zaproszenie na bal maturalny. Jak myślisz, bęcwale? Powinieneś widzieć te akta już kilka razy, a nadal nie wiesz, jak wyglądają?

dr Ilnicki: Przykładam wagę do wyników i informacji, nie wyglądów teczek.

dr Oetker: Do informacji powiadasz? Wiesz zatem, że pierwszym udokumentowanym atakiem na Celinę Kamińską był gwałt przez seryjnego mordercę.

(Doktor Ilnicki milczy.)

dr Oetker: Dlaczego chciałeś to kurwa zrobić?

dr Ilnicki: J-ja nie wiedziałem-

dr Oetker: Co ty sobie kurwa myślałeś? Że to będzie zabawne? Że zasponsorujesz dodatkową traumę dziewczynie, którą badamy?! Czy ty się z chujem na łby pozamieniałeś?!

dr Ilnicki: To wszystko jej wina!

(W pomieszczeniu zapada cisza.)

dr Oetker: Co?

dr Ilnicki: To wszystko wyłącznie jej pierdolona wina. To ona się pytała o rzeczy, które nie były jej potrzebne, to ona zagadywała do mnie, zawsze za mną łaziła jak przychodziłem. Przeniesienie tego pierdolonego czarnucha do innego projektu i przejęcie badań przez nas to najlepsza decyzja jaką podjęli nasi pieprzeni przełożeni.

dr Oetker: Boże drogi, czy ty postradałeś zmysły?

dr Ilnicki: Może to ty po prostu jesteś kurwa ślepy?

(Doktor Ilnicki wychyla się do tyłu na krześle.)

dr Ilnicki: Udaje taką niewinną, paradując z tym swoim apetycznym ciałkiem, a potem się dziwi, że ktoś chce spróbować tych jej pełnych cycuszków.

(Doktor Ilnicki zaczyna się śmiać.)

dr Ilnicki: A potem gra chuj wie jak bardzo niezależną kobietę, próbuje walczyć przeciwko, kiedy wystarczy złapać za jej gardło i już leży spokojna i otwiera nogi.

(Śmiech doktora zmienia się w histeryczny.)

dr Ilnicki: Ale, ale, ale! Raptem przypomina sobie, że ma udawać wojowniczkę przed wami! Kicia pokazuje pazurki i przestaje robić się tak przyjemnie!

(Doktor Ilnicki powoli uspokaja się, nadal śmiejąc się pod nosem.)

dr Ilnicki: Ile bym dał by usłyszeć jej błagania… Wtedy raptem nie byłaby już tak wojownicza, błagałaby mnie o skrócenie jej męk - w końcu to już nie jej pierwszy raz. A ja, będąc bardzo wielkodusznym człowiekiem, skończyłbym jej śmieszny, żałosny żywoty.

(Doktor Ilnicki patrzy na doktora Oetkera.)

dr Ilnicki: Wiesz, Oetker, powiem ci jedną bardzo śmieszną rzecz.

(Doktor Ilnicki kładzie splątane razem dłonie na stole, siadając normalnie.)

dr Ilnicki: Wszystkie są takie same. Wpierw kuszą, proszą się o to, próbują udawać niedostępne, a kiedy w końcu chcesz je wypierdolić, to ty jesteś złym charakterem.

(Oboje mężczyzn milczy przez chwilę. Następnie doktor Oetker przemawia do interkomu.)

dr Oetker: Natychmiast wyprowadźcie Stanisława Ilnickiego z pomieszczenia. Chyba, że chcecie je sprzątać, jeżeli jeszcze przez chwilę będę zmuszony wytrzymać z nim w jednym pomieszczeniu.

<Koniec logu>

Podsumowanie: doktor Ilnicki został bezterminowo zdegradowany oraz jest pod stałą obserwacją psychologiczną.

Dodatek 046-6:

Wniosek o przeniesienie obiektu SCP-PL-046-1

W związku z ostatnimi wydarzeniami chciałbym złożyć wniosek o przeniesienie obiektu SCP-PL-046-1 z aktualnej przechowalni. Główne powody to problemy w utrzymaniu aktualnego statusu i potrzeby sprowadzania sprzętu w celu prawidłowego prowadzenia badań oraz przechowalni.

Chciałbym, aby obiekt został przekazany do Strefy Księżycowej PL-34, gdzie badania nad obiektem będzie mogła dalej prowadzić doktor Janet Jekyll. Uważam, że jest bardziej doświadczona z obiektami tej kategorii jak i również blisko współpracowała z profesorem Kruegerem.

Uważam, że byłoby to dobre zarówno dla badań jak i obiektu.


Zaakceptowano

Wniosek został zaakceptowany przez zarządcę Strefy Księżycowej PL-34 O5-8 "Czarnoksiężnika"

Dodatek 046-7:

Zaktualizowane czynności przechowawcze obiektu.

moon
Korytarz w sektorze B Strefy Księżycowej PL-34

SCP-PL-046-1 jest przechowywana w sektorze B Strefy Księżycowej PL-34, w standardowej poszerzonej celi przechowawczej dla obiektów humanoidalnych. Dostęp do obiektu posiadają tylko osoby ściśle związane z badaniami obiektu. Wejście do przechowalni jest możliwe tylko za zgodą doktor Janet Jekyll. W wypadku braku dostępności doktor Jekyll, prośby o dostęp do obiektu należy kierować do dyrektora Departamentu Patafizyki bądź O5-8 znajdującego się na stałe w Strefie Księżycowej PL-34.

Dodatek 046-8:

Przesłuchiwany: SCP-PL-046-1

Przesłuchujący: doktor Janet Jekyll

<Początek logu>

dr Jekyll: A więc to ty musisz być Celina, bardzo miło mi cię poznać.

(Dr Jekyll wyciąga dłoń w stronę obiektu, jednak SCP-PL-046-1 jedynie patrzy na kobietę niechętnie i milczy. Przesłuchująca cofa rękę i poprawia się na siedzeniu.)

dr Jekyll: Jestem doktor Janet Jekyll, jestem starszym naukowcem z Departamentu Patafizyki i będę prowadzić badania na temat twojej przypadłości.

SCP-PL-046-1: Co to kurwa jest ta cała patafizyka?

dr Jekyll: Cóż, jest to dziedzina nauki, która różni się od tych, które do tej pory zapewne znasz. Podczas gdy matematyka czy fizyka to działy, które można wyjaśnić w sposób logiczny i znaleźć ich wytłumaczenia w zjawiskach zachodzących na świecie, patafizyka dotyczy zjawisk nieznanych i często nie do wytłumaczenia, możemy jedynie próbować spekulować i testować jej działania.

SCP-PL-046-1: Albo to ty pieprzysz bzdury albo to ja jestem jakaś głupia.

dr Jekyll: …mniejsza z tym, jedyne, co musisz wiedzieć, to to, że nasz wykwalifikowany zespół badaczy dołoży wszelkich starań, żeby jak najlepiej zrozumieć zjawisko zachodzące wokół ciebie i na podstawie tych danych znaleźć najodpowiedniejszy sposób na zapewnienie ci bezpieczeństwa.

SCP-PL-046-1: Okłamujesz mnie, racja? Jesteś w końcu od tych samych skurwieli którzy zapewniali mnie o "bezpiecznym azylu", a potem zostawili na pastwę jakiegoś pojeba.

dr Jekyll: Bardzo przykro mi za poprzednio spotkane cię nieprzyjemności związane z pracą Fundacji, jednak zapewniam cię, że nie mieli złych zamiarów.

(Doktor Jekyll wyciąga notatnik i długopis.)

dr Jekyll: Teraz, jeżeli oczywiście się zgodzisz, chciałabym zadać ci kilka pytań. Czy mogę liczyć na twoją współpracę?

(Obiekt zastanawia się przez chwilę, po czym obojętnie przytakuje.)

dr Jekyll: Świetnie! Dobra, zacznijmy zatem… Czytałam już twoje akta i widziałam wzmiankę o pierwszym ataku na ciebie, który miał miejsce w okolicach maja 1983 roku. Na pewno nie przypominasz sobie żadnego innego ataku, który miał miejsce wcześniej?

(Obiekt kręci głową.)

SCP-PL-046-1: Na co miałabym zmyślać?

dr Jekyll: Dobry argument.

(Doktor Jekyll zapisuje notatkę prawą ręką.)

dr Jekyll: Czy wiesz może, lub czujesz się jakoś inaczej przed atakiem napastnika?

SCP-PL-046-1: To zależy. Niektórzy dzwonią jak debile. Inni po prostu zachodzą od tyłu. Jak są jakimiś, nie wiem, magikami to czasami czuje się ich wpływ.

(Doktor Jekyll pisze w notatniku.)

dr Jekyll: Jak najdłużej przeżyłaś bez ataku?

SCP-PL-046-1: Rok. Rok od czasu pierwszego ataku.

dr Jekyll: A ile najkrócej?

SCP-PL-046-1: Około tygodnia? Kto by pomyślał, że obsesyjny stalker miał własną stalkerkę.

(Doktor Jekyll wykonuje notatkę.)

dr Jekyll: Czy przejawiałaś jakiegokolwiek typu zaburzenia w dzieciństwie?

SCP-PL-046-1: Nie, przynajmniej mama nic mi nie mówiła.

(Przesłuchująca zapisuje wyniki lewą dłonią.)

dr Hyde: Jak głośno potrafisz krzyczeć?

SCP-PL-046-1: C-co?

dr Jekyll: Zapytałam, czy zaobserwowałaś jakiś schemat między swoimi oprawcami.

SCP-PL-046-1: Uh, do tej pory wszyscy byli czubkami-

dr Jekyll: Coś mniej oczywistego?

SCP-PL-046-1: Chyba… Byłam ich ostatnią, niedoszłą ofiarą.

(Doktor zapisuje notatki prawą ręką.)

dr Jekyll: Cóż…

(Doktor Jekyll przekręca kartki w notatniku, sprawdzając zapiski.)

dr Jekyll: Wydaje mi się, że to by było tyle na dzisiaj. Jak na nasze pierwsze spotkanie dowiedziałam się wyjątkowo ważnych rzeczy. Bardzo dziękuję za twoją kooperację, Celino. Myślę, że to początek…

(Doktor Jekyll zamyka chwilowo oczy, pochylając się do przodu, po czym otwiera oczy, uśmiechając się szeroko.)

dr Hyde: …pięknej współpracy.

<Koniec logu>

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported