Fs-ior
ocena: +6+x

Niniejsze opowiadanie jest prezentem dla Fs-ior'a, w ramach mikołajek SCP.
Jego anomalnym zachowaniem jest permanentne naznaczenie najlepszymi życzeniami świątecznymi i sylwestrowymi.


Dwudziestoparoletni mężczyzna wpatrywał się tępo na mur zalesionego cmentarza, widocznego zza oknem warszawskiego tramwaju. Na ten obraz nakładało się odbicie lekko owalnej, nieogolonej twarz o niebieskich oczach i czołem miejscami zakrytym przez ciemną grzywkę. Trwał tak w bezruchu odkąd tramwaj zatrzymał się na światłach przed rondem i zamierzał dotrwać w ten sposób aż do dworca kolejowego. Jednak seria krótkich wibracji w kieszeni niebieskich, luźnych dżinsów, przekreśliła te plany.

Po wykonaniu kilku ruchów, krępowanych przez bordową, grubą kurtkę, mężczyźnie udało się wyciągnąć telefon. Przycisnął umieszczony z boku obudowy przycisk, a ekran usłużnie wyświetlił komunikat:

Wiadomość od Kamil: Fs-ior, człowieku, gdzie jesteś?

Zastanawiając się nad odpowiedzią, przemknęła mu myśl, czy przyjaciel w ogóle jeszcze pamięta jego imię, a może ksywka już dawno je zastąpiła. W zasadzie rzadko kiedy znajomi zwracali się do niego inaczej. Szybko jednak przerwał te rozważania, które ani trochę nie pomagały mu w udzieleniu sensownej odpowiedzi. W końcu zdecydował się napisać:

-W tramwaju, na przystanku Rondo Żaba, w Warszawie.

Odpowiedź przyszła niemal natychmiast:

Że co?:o Nie przesadzasz z tą niechęcią do kupna prezentów świątecznych? To ponad 250km.

-Poważnie. Nie wiem jak to się stało, ale po prostu obudziłem się w jakimś tanim hotelu naprzeciwko wielkiej elektrociepłowni.

Serio? Motyw jak z Kac Vegas. Brałeś coś czy za dużo wypiłeś? ;)

-Bardzo zabawne… Doskonale wiesz, że cały wieczór próbowałem wyciągnąć od mej lubej, po jakim prezencie nie wywali mnie z domu.

Wybacz. Czyli naprawdę nie wiesz co robisz w stolicy?

-Ni w ząb. Ale wyjaśnimy to jak wrócę. Właśnie stoję na skrzyżowaniu obok dworca. Mam stamtąd pociąg za pół godziny.

Ok. No to powodzenia. Tylko nie zaśnij po drodze bo jeszcze wylądujesz w Berlinie. ;)

-A idź do diabła. :)

Schował telefon z powrotem do kieszeni i uśmiechnął się pod nosem. Rozmowa dodała mu otuchy.

Po chwili tramwaj rozpoczął powolny skręt w lewo, a Fs-ior podniósł się z siedzenia. Już miał skierować się w stronę drzwi gdy nagle znieruchomiał. Po ścianie pomalowanego na jasne barwy, kilkupiętrowego budynku, naprzeciwko dworca, sunął olbrzymi pająk, o smolistej barwie. Oniemiały mężczyzna zwrócił się do stojącej obok kobiety:

-Przepraszam, czy pani też widzi tego pająka?

-Tak – odparła oburzona – Coś takiego. Mamy adwent, a Ci wyświetlają z rzutnika na ścianie wielkiego robala. Ta szkoła zeszła na psy!

Krzyk zwrócił uwagę pozostały pasażerów, którzy też zerknęli na elewację. Jednak nim ktokolwiek zdążył uruchomić kamerę w telefonie, stwór z niezwykłą prędkością zszedł ze ściany i zrównał się z pustym chodnikiem. Następnie ruszył w kierunku tramwaju, a Fs-ior zaczął odczuwać rosnący niepokój. Zresztą tak jak pozostali pasażerowie. On jednak miał ku temu więcej powodów od nich.

Dlatego od razu rzucił się w kierunku drzwi i wdusił przycisk awaryjnego otwarcia. Nie zadziało, a pająk doszedł do krawężnika.

Niepokój tłumu w ciasnej puszce wzrósł, a on zaczął siłować się z przesadnie zakręconym drutem. Pająk wszedł na drogę oddzielającą chodnik od torów.

W końcu uwolnił mały, czerwony młoteczek i zamachnął się w stronę szyby. Niestety w tym momencie wysiadło zasilanie tramwaju, a nagłe szarpnięcie zachwiało nim i wypuścił z ręki narzędzie. Pająk doszedł do pasa oddzielającego jezdnie.

Chciał podnieść utracony przedmiot, ale w tej chwili strach na dobre zawładną ludźmi i spanikowana tłuszcza przyparła go do zablokowanych drzwi. Pająk wszedł na pas przyległy do torów.

Przerażony i bezradny, bezskutecznie próbował się wyrwać. Zobaczył motorniczego uciekającego w stronę pobliskiego parku. Zrezygnowany zamknął oczy. Pająk już wyciągał jedno ze swoich czterech, smolistych odnóży, w stronę tramwaju.

Nagle powietrze przeszył dźwięk głuchego uderzenia, a napór tłumu zelżał. Fs-ior otworzył oczy i zobaczył stojące pośrodku pasa auto ze znacznym wgnieceniem z przodu i migającymi światłami awaryjnymi. W oddali stwór znikał we wnęce budynku, z którego zszedł.


Przez następne 40 minut Fs-ior musiał czekać aż policja go przesłucha, choć mógł powiedzieć jedynie to samo co wszyscy ludzie przed nim: „Coś czarnego zlazło z tego budynku, walnęło w samochód, a potem zwiało”. Choć trzeba przyznać, że felerny kierowca cieszył się z tych wyjaśnień, bo pokrywały się z jego wersją: ”Nie wiem co to było, ale zupełnie zlało się z drogą”.

W międzyczasie motorniczy wrócił z przebieżki po parku i odjechał tramwajem, najpewniej po to by tłumaczyć się komuś ważnemu, czemu na kilkanaście minut zablokował swoją maszyną całe skrzyżowanie.

Gdy w końcu mężczyzna podpisał wszystkie podsunięte mu dokumenty jego pociąg pędził 60 kilometrów na godzinę, daleko za Warszawą. Dlatego był zmuszony kupić bilet na następny, odjeżdżający o 18.00, czyli za 2 godziny.

By zabić czas, Fs-ior spacerował po przyległym do dworca centrum handlowym, ale wielki pająk i tak nie chciał opuścić jego umysłu. Wciąż echem krążyła mu myśl, która pojawiła się gdy tylko dojrzał owe dziwo: ”Przecież to stwór z mojego opowiadania”. Oczywiście był to absurd, któremu dał wiarę tylko pod wpływem silnego szoku. Tym bardziej niewiarygodny, że policja ustaliła, iż musiał to być żart lub projekt mieszczącej się w jasnym budynku szkoły, a dyrektorka, telefonicznie, obiecała wyjaśnić sprawę w poniedziałek, gdy uczniowie przyjdą na lekcje.

I choć w kółko powtarzał sobie to wyjaśnienie, pierwotny wymysł nie dawał mu spokoju. Co chwila, złośliwy głos szeptał mu:

”Wyglądał dokładnie tak jak sobie go wyobraziłeś”

„Przemieszczał się dokładnie tak samo”

„Wywoływał panikę u ludzi i wyłączył elektryczność”

„Dokładnie jak w opowiadaniu…”

W końcu Fs-ior stwierdził, że jeśli ma nie oszaleć musi zrobić największe możliwe głupstwo. Z cichym westchnięciem skierował się w stronę wyjścia ze sklepu by samemu przeszukać budynek szkoły i znaleźć owe dzieło uczniów. Przynajmniej miał nadzieję, że tak właśnie się stanie.


Fs-ior stanął przed średniej wielkości, ciemnymi, dębowymi drzwiami. Obok nich wisiały dwie czerwone tabliczki, na których białymi literami wypisano: „Gimnazjum dwujęzyczne” i „Liceum Ogólnokształcące”. Bez wątpienia była to placówka edukacyjna i nie należało się spodziewać dużej ilości zabezpieczeń. Jednak włamanie się na jej teren z pewnością nie było legalne i lepiej było pozostać niezauważonym. Dlatego mężczyzna rozejrzał się dookoła.

Ulica była w zasadzie pusta. Laweta właśnie odholowywała uszkodzony pojazd, a tłum gapiów już dawno zdążył się rozejść znudzony brakiem nowych zdarzeń. Pozostali ludzie na przystankach, toczyli bój by wepchnąć się do autobusów i tramwajów opóźnionych w wyniku niedawnego zdarzenia.

Wyglądało na to, że przechodnie nie będą stanowili problemu. Za to Fs-ior szybko dostrzegł inny. Nie był pewien czy w końcu obejrzał filmik o otwieraniu zamków na You Tube tydzień temu czy też jego uwagę odwróciła ostatecznie creepypasta.

Niespodziewanie rozważanie te przerwały drzwi, otwierające się w wyniku czysto formalnego gestu, jakim było naciśnięcie klamki. Najwyraźniej spieszące się do domu woźne musiały zapomnieć je zamknąć. Choć równie dobrze mogli to być policjanci, którzy pomimo zapewnień dyrektorki, sami postanowili odnaleźć żartownisiów tudzież nieostrożnych eksperymentatorów. Niezależnie od przyczyn drzwi stanęły przed mężczyzną otworem.

Nie mógł rozstrzygnąć czy uznać to za przejaw szczęścia czy też wstęp do przyszłej katastrofy. Dlatego odegnał te rozważania i niemal bezwiednie wszedł na tonące w mroku, prowadzące w dół schody.


Fs-ior znalazł się w ciasnym pomieszczeniu, od którego odchodziła kilka odnóg. Niewątpliwie niegdyś była to piwnica, jednak podłużne szafki ustawione rzędem pod ścianami wskazywały, że obecnie pełniła funkcje szatni. Nikłe światło pochodzące z małych okienek i schodów prowadzących na górę nadawało mu posępnego wyrazu czyniąc scenerią rodem z horroru.

Dlatego mężczyzna był zaskoczony gdy jego pobieżne przeszukanie, podczas którego miejscami musiał iść dotykając rękoma szafek, nie doprowadziło do odnalezienia niczego godnego uwagi.
Nie mając wyboru skierował swe kroki ku górze mając nadzieję, że tam uda mu się odnaleźć coś, dzięki czemu rozwieje dręczące go wątpliwości.

Po krótkiej wspinaczce po schodach wyszedł na korytarz o długości ok. 20 metrów, oświetlany oszczędnie przez świecące na ulicy latarnie. Po jego lewej stronie rozciągały się zakratowane okna, naprzeciwko których znajdowały się drewniane drzwi rozmieszczone w równych odstępach. W każdym z nich umieszczone zostało małe okienko, dzięki któremu można było zajrzeć do wnętrza sali.

Po przejściu całości korytarza Fs-ior dotarł do średniej wielkości holu, w którym ustawiono kilka stolików wraz z krzesłami. Na wprost dostrzegł potencjalną drogę ucieczki, w razie nieprzewidzianych komplikacji - drugie drzwi wejściowe. Były większe i bardziej ozdobne od tych, którymi dostał się do środka. Najprawdopodobniej to z tej strony znajdował się front budowli. Poza tym nie było tam nic interesującego – jedynie biblioteka, umieszczona w lewej wnęce pomieszczenia i druga klatka schodowa.

Nie tracą czasu mężczyzna udał się na następne piętro. Okazało się identyczne z poprzednim, z tą różnicą, że zamiast biblioteki umiejscowiono tam gabinet dyrektorski i sekretariat. I tym razem przebycie całości korytarza nic nie dało.

Ponownie wdrapując się do góry Fs-ior zaczął wątpić czy cokolwiek znajdzie w tym monotonnym budynku, a pierwotne uczucia zaczęły powoli z niego uchodzić. Gdy dotarł na szczyt był już przygotowany na znany widok.

Jednak to co dostrzegł ponownie wzbudziło jego niepokój. Tym razem cały korytarz zastawiony był stołami do ping-ponga. Ponadto drzwi pozbawione były szybek. A te umieszczone pośrodku korytarza były otwarte.

Mężczyzna podszedł do nich ostrożnie i zajrzał do środka.

Pomieszczenie było niewielką salą dydaktyczną. Warto tu podkreślić – było. Obecnie bowiem tablica leżała zerwana z haczyków na podłodze, a większość krzeseł i ławek została rozłożona na części składowe, najpewniej w wyniku nagłego kontaktu ze ścianą.

Fs-ior nie wiedział co o tym sądzić. Z pewnością nie było to dzieło leniwej sprzątaczki. Zaczął się zastanawiać czy za „pająka” naprawdę nie odpowiadają nadpobudliwi uczniowie. Nagle zauważył na parapecie jakiś przedmiot. Przedzierając się przez szczątki sali, ostrożnie podszedł do niego.

Była to wilgotna czapka policyjna.


Po dokładniejszych oględzinach mężczyzna z niesmakiem stwierdził, że przyczyną wilgoci był pot. Najwyraźniej jeden z policjantów nie był w najlepszej formie. Niemniej był to ślad potwierdzający niedawną obecność stróży prawa w sali. Czy to oni odpowiadali za jej obecny stan?
Niespodziewanie mężczyzna usłyszał cichy szmer dobiegający z korytarza. Zaskoczony zamarł na chwilę w bezruchu, nasłuchując. Dźwięk nie powtórzył się.

Fs-ior ostrożnie podszedł do drzwi i delikatnie wychylił głowę. Jego spojrzenie padło na coś co na pierwszy rzut oka można by wziąć z a niezwykle wysokiego człowieka. Jednak dokładniejsza obserwacja pozwalała zauważyć, że jego kończyny były zakończone czymś co przypominało powykręcane, długie szpony, zaś głowa pozbawiona była twarzy jak i uszu. Postać była czarnej barwy przez co łatwo zlewała się panującym wokoło półmrokiem.

Mężczyzna z niedowierzaniem wpatrywał się w stwora. Dla pewności kilka razy przetarł oczy, ale on wciąż tam stał. Twór z jego opowiadania.

Fs-ior ostrożnie wycofał się do pomieszczenia. Stworzenie, które widział, niemal w zupełności odpowiadało jego wyobrażeniom. Jedyną różnicą, była barwa, która powinna być brązowa.

Dlatego można było zakładać, że jego zachowanie też będzie odpowiadać dokonanemu wcześniej opisowi. Fs-ior zamyślił się próbując przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów.

„Największym autem bytu była szybkość albo teleportacja” – pomyślał mężczyzna - „Nie jestem pewien. Na pewno też powodował natychmiastowe zniknięcie człowieka gdy się do niego zbliży. To by wyjaśniało co się stało z policjantami.” – kontynuował rozważania – „Był też odporny na kule, ale mogą go zranić fizyczne uderzenia. To by tłumaczyło stan sali, ale jak ci ludzie na to wpadli? Nie wygląda żeby strzelali, brak śladów po kulach.”

Wtedy Fs-ior przypomniał sobie, że czytał, iż Warszawska policja ma sprzęt, ale z niego nie korzysta bo jest za drogi, więc funkcjonariusze wykorzystują to co mają pod ręką. Wyjaśniało to jedną zagadkę, ale nie zmieniało faktu, że wciąż przebywał w jednym budynku z groźnym stworem.


Po dokładnym przemyśleniu sytuacji mężczyzna wiedział już co robić by nie stać się ofiarą swej wyobraźni. Jak najszybciej wyjść na zewnątrz.

Niestety potwór stanął przy klatce schodowej prowadzącej bezpośrednio do wejścia, którym mężczyzna dostał się do środka. Dlatego Fs-ior musiał liczyć, że drzwi frontowe, które widział wcześniej, też będę otwarte.

Drżąc na ciele podszedł do wyjścia z sali. Wziął głęboki oddech, po czym szybko wyskoczył na korytarz i biegiem rzucił się w stronę drugich schodów.

Stwór zauważył go i powoli zaczął podążać w stronę biegacza.

Jednak Fs-ior dopadł już poręczy i zaczął schodzić w dół, za każdym razem przeskakując po kilka schodków, momentami omal nie tracąc równowagi.

Nie oglądając się za siebie pokonał hol i dosięgnął klamki. Niestety tym razem ten gest faktycznie okazał się być czysto formalnym działaniem. Drzwi pozostały niewzruszone.

Coraz bardziej zdenerwowany mężczyzna zaczął szarpać drzwiami, ale te nie chciały ustąpić.
Dlatego odstąpił od nich i pognał w stronę korytarza. Po czym stanął jak wryty. Stwór sunął po nim w kierunku Fs-ior'a, powoli, ale nieustępliwie. Mężczyzna pobiegł piętro wyżej, ale stwór już tam był. Dokładnie na tym samym odcinku korytarza, co poprzednio. Było jasne, że nie pozwoli dostać się do jedynego dostępnego wyjścia.

Wtedy Fs-ior stwierdził, że to czas by wezwać pomoc, nawet jeśli później zamkną go jako wariata. Wyszarpnął z kieszeni telefon i wcisnął guzik. Ekran pozostał czarny.

Coraz bardziej niespokojny powtórzył tą czynność kilkukrotnie, ale wciąż nie było efektów.

„No tak”- pomyślał -„Przecież on niszczy elektronikę. Musiałem być za blisko niego.”
Potwór wciąż się przesuwał z stałą prędkością. Mężczyzna oszacował, że w ciągu dziesięciu minut dotrze do końca korytarza.

Zrezygnowany i zdenerwowany Fs-ior zszedł z powrotem do holu i podszedł do drzwi. Panicznie rozglądał się za czymś co mogłoby mu pomóc je otworzyć, ale niczego nie znalazł. Sytuacja była beznadziejna. Mógł jedynie patrzeć jak niemożliwy do zatrzymania potwór z każdym krokiem przybliża jego zgubę.

„Dlaczego nie opisałem w opowiadaniu jak go powstrzymać” – pomyślał, po czym pozbawiony nadziei oparł się o drzwi i osunął na ziemię.

Nagle poczuł ukłucie w udo. Rozejrzał się zdezorientowany wokół siebie, ale nie zauważył niczego na co mógł się nadziać. Niemniej to niespodziewane zdarzenie na chwilę odwróciło jego uwagę od stwora, wyrywając z kręgu depresyjnych myśli i rozjaśniając umysł.

Dzięki temu przypomniał sobie, że nie wszystko co wymyślił o potworze umieścił w opowiadaniu. A konkretnie jaki był cel działania stwora.

Mężczyzna nie miał pewności czy przyniesie to jakikolwiek skutek, ale było to lepsze od bezczynnego czekania na koniec.


Fs-ior przeszukał bibliotekę w poszukiwaniu potrzebnych rzeczy, ale znalazł jedynie parę flamastrów.

Nie miał dużo czasu. Wszystko musiało być gotowe nim stworzenie do niego dotrze.

W końcu odnalazł niezbędny sprzęt w sekretariacie. Wyciągnął z drukarki kartkę i zaczął kreślić pierwsze znaki.

Niestety nie szło mu za dobrze, z powodu średniego talentu do rysunku i dużej presji, przez co musiał podjąć kilka prób nim osiągnął swój cel.

Gdy skończył zostały mu co najwyżej minuta lub dwie nim stwór do niego dotrze. Dlatego w pośpiechu zaczął przeszukiwać szuflady biurka, na którym rysował, w poszukiwaniu ostatniego narzędzia.

W pewnym momencie usłyszał jakby coś wysuwało się z kieszeni jego kurtki. Spojrzał i zauważył, że jeden z suwaków jest rozsunięty. Ponieważ nie miał nic w tej kieszeni zasunął go i powrócił do poszukiwań.

W końcu udało mu się znaleźć odpowiedni przedmiot i wszystko było już gotowe.


Aby jego ostatnia nadziej miała szansę zadziałać, musiał przyczepić ją do ściany. Wyciągnął więc znalezioną w sekretariacie taśmę klejącą i zamocował swoje dzieło, obok okna.

W samą porę ponieważ dokładnie w tej chwili potwór doszedł do końca korytarza. Fs-ior odczuł lekkie zwroty głowy, dlatego szybko odsunął się tak daleko jak tylko to możliwe i zaczął obserwować.

Początkowo stwór wydawał się nie dostrzegać kartki i wciąż podążał w stronę mężczyzny. Jednak gdy znalazł się na jej wysokości niespodziewanie przystanął i odwrócił się. Następnie podszedł blisko niej.

Z powodu braku twarzy ciężko było powiedzieć co odczuł gdy spojrzał na dzieło mężczyzny. Jedyne co mógł zaobserwować Fs-ior to czarna kreatura, nachylająca się nad kartką z jej podobizną i podpisem: „Jesteś najpiękniejszy”.

Na kilka chwil wszystko zamarło, po czym stwór wydał ciężki do zinterpretowania dźwięk, przypominający mruczenie kota przemieszane z wyciem wilka. Następnie wyciągnął jedną ze swoich kończyn w stronę mężczyzny i wygiął ją do góry. Po czym ponownie pochylił się nad obrazkiem i zastygł w bezruchu.

Fs-ior z mieszanymi uczuciami opuścił swą kryjówkę. Pełen niepokoju przeszedł najdalej od stwora, na ile było to możliwe. Następnie ruszył korytarzem, co chwilę oglądając się. Jednak za każdym razem potwór znajdował się dokładnie w tej samej pozycji.

W końcu dotarł do schodów i jak najszybciej zszedł po nich, przebiegł przez ciemną szatnię i ponownie wspiął się do góry. W końcu dotarł do upragnionych drzwi i nacisnął klamkę.
Wrota ustąpiły, a on wydostał się na opustoszałą ulicę. Wciąż nie mógł uwierzyć, że jego niepewny pomysł się sprawdził.

Zerknął na zegarek. Miał jeszcze sporo czasu do odjazdu pociągu. W tej chwili nie marzył o niczym innym niż o powrocie do domu.

Powoli ruszył w stronę dworca. Jednak wraz z ustępowaniem szoku jego głowę wypełniało coraz więcej myśli. Coś co wymyślił okazało się być prawdą. Dlaczego? Poza tym wciąż znajdowało się w szkole i z pewnością wprawi w zakłopotanie uczniów i nauczycieli gdy przyjdą na lekcje. Wiedział, że trzeba kogoś zawiadomić, tylko nie wiedział kogo.

Niestety nie dane było Fs-ior'owi dokończyć tych rozważań. Poczuł jak czyjeś silne ręce łapią go od tyłu i przykładają mu materiałową chustkę do nosa. Zdążył jeszcze poczuć nieznany mu zapach, po czym cały świat zniknął.


„Cóż, powinienem się tego spodziewać”- pomyślał – „Skoro istnieje potwór, to czemu i nie ci, którzy go ścigają.”

Spokój z jakim podchodził do zaistniałej sytuacji zaskakiwał go. Być może wynikało to z nierealności wszystkich dzisiejszych zdarzeń. Lub też konfrontacja z potworem wyczerpała w nim wszelkie pokłady strachu.

Nie zmieniało to jednak faktu, że nie zamierzał sprawdzić czy ludzie, którzy go goszczą stosują podobne metody do opisywanej przez niego fundacji. Dlatego rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się obudził, w poszukiwaniu drogi ucieczki.

Było ono niewielkich rozmiarów, najwyżej 5 na 8 metrów. Na lewo od krzesła, na którym siedział, znajdował się mały, metalowy stoliczek. Leżały na nim rzeczy wyciągnięte z kieszeni Fs-iora – zepsuty telefon, portfel, dokumenty i bilet na pociąg. Oprócz tego w pokoju znajdowało się jeszcze jedno krzesło, zapewne dla przesłuchującego i rzecz jasna zamknięte, stalowe drzwi. I nic więcej.

Mężczyzna westchnął zrezygnowany. Wyglądało na to, że jednak przetestuje środki amnezyjne. Lub zwiedzi piec kremacyjny od środka, w gorszym wypadku.

- Sprawdź dolną, lewą kieszeń kurtki. Tylko nie patrz na to co wyciągniesz.

Omal nie spadł ze swego siedziska, słysząc niski, cichy, ale wyraźny męski głos, który wybrzmiał bez żadnego ostrzeżenia. Rozejrzał się ostrożnie, ale nie dostrzegł niczego co mogłoby być jego źródłem. W końcu niepewnie odpowiedział:

-Słucham? Kto mówi?

Jednak tajemniczy rozmówca skrył się za zasłoną milczenia. Po raz drugi Fs-ior zaczął wątpić w swoje zdrowie psychiczne. Jednak nauczony doświadczeniem sięgnął do wskazanej kieszeni.
Gdy zacisnął pięść, aż otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Kolejne opowiadanie dołączyło do grona realnych.

Dalsze rozważania przerwały mu otwierające się drzwi.

Zdążył jeszcze szybko wyciągnąć rękę z kurtki, nim do pomieszczenia weszła młoda kobieta, w białym kitlu. Na przypiętym do piersi identyfikatorze, z charakterystycznym logiem fundacji, można było przeczytać: „ Dr inż. Tamara Jagiełło, architekt; ekspert zewnętrzny”.

Gdy tylko przekroczyła próg, powiedziała:

-Proszę wybaczyć oczekiwanie. Zabezpieczamy właśnie duży obiekt i mamy spory bałagan, dlatego ja pana przesłucham. Znaczy…

Po tych słowach przystanęła w progu, szepcą coś pod nosem. Następnie kontynuowała:

-Przepraszam, miałam tego nie mówić. Znów potrącą mi koszt amnezyjnych z pensji, a przecież to nawet nie moja robota. Przyjechałam tu budować komorę, a ci wysyłają mnie do przesłuchania. Nie znam się na tym, ale oni i tak wiedzieli swoje. „Na pewno dasz sobie radę” Jasne. Jakiś leniwy Clyde nie ma na to ochoty to kobietę wysyłają. Gdyby tak prawa człowieka tutaj sięgały.

Mówiąc ostatnie słowa wykonała sporo nerwowych gestów i wszystko wskazywało nas to, że wywód ma ciąg dalszy. Dlatego by przerwać tą nieco krępującą sytuację, Fs-ior wyciągnął w stronę pani doktor zaciśniętą rękę, mówiąc:

-Na pewno ma pani rację. Dlatego jeśli można, proszę spojrzeć. Myślę, że to przyspieszy całą sprawę.

-Co to takiego? Hmm, interesujące i ładne. – powiedziała, gdy tylko mężczyzna rozprostował palce, jednocześnie kierując spojrzenie w górę.

-Proszę go wziąć, nie ugryzie. Nie ma czym.

Zaabsorbowana kobieta odpowiedziała niejasnymi pomrukami, ale Fs-ior poczuł jak mała, włochata kulka opuszcza jego dłoń.

Bez zbędnego hałasu podszedł do stolika i zabrał swoje rzeczy. W tym momencie do jego uszu dobiegł przyjemny świergot. Oznaczało to, że pani inżynier na dobre skupiła całą swoją uwagę na absorbującym żyjątku. A ponieważ nie zdążyła zamknąć drzwi miał spor szanse na wydostanie się.

Ruszył w stronę wyjścia uważając by nie skierować wzroku na źródło przyjemnych odgłosów. Dla bezpieczeństwa unikał w ogóle posyłania spojrzenia na badaczkę, przez co omal na nią nie wpadł. W końcu jednak udało mu się przecisnąć między nią, a framugą drzwi i wyjść na biały korytarz pozbawiony okien, oświetlany przez świetlówki, zawieszone na ścianach.

Ruszył szybkim krokiem w przypadkową stronę, byle jak najbardziej oddalić się od sali przesłuchań i dodatkowych obciążeń dla pensji pani Tamary.

Nim zniknął za zakrętem usłyszał jeszcze jej głos:

-Jakie piękne, białe futerko.

„Dziwne” – pomyślał – „W opowiadaniu było tęczowe”.

Następnie trochę zwolnił, stając przed problemem każdego więźnia. Gdzie iść po ucieczce z celi?


Niezdecydowanie nie działało na jego korzyść. W oddali słyszał narastające odgłosy ciężkich butów, uderzających o kamienną podłogę. Nie miał najmniejszej wątpliwości, że byli to pracownicy ochrony wysłani by go spacyfikować.

Z braku lepszych pomysłów, powiedział:

-I co teraz, jakieś pomysły?

-To placówka numer 13

-Jesteś pewien?

Jednak tajemniczy głos z sali przesłuchań znów ograniczył się do pojedynczego komunikatu. Ale istotnego. Jeśli to faktycznie była placówka wymyślona przez Fs-iora, to wiedział jak bezpiecznie się z niej wydostać.

Spojrzał na oznaczenia na ścianach. Znajdował się w szóstym skrzydle; humanoidalnym. Musiał się dostać do piątego i wyjść na parking.

Pędząc wzdłuż oznaczeń, próbował przypomnieć sobie układ pomieszczeń. Cały czas słyszał zbliżający się pościg. Z każdą chwilą charakterystyczne uderzenia stawały się coraz wyraźniejsze.

Jednak pomimo stresu udało mu się nie zgubić i w końcu dotarł do przejścia między oddziałami. Gorzej, że był to korytarz przy którym ustawiono tabliczkę ostrzegającą:

Uwaga! Korytarz objęty działaniem anomalnym. Grozi ujrzeniem piekła lub przy braku wiary – największego koszmaru. Wejście bez zezwolenia wzbronione.

Mężczyzna nawet już się nie zdziwił, gdy tak oto trafił na kolejne dziecko swej twórczości. Choć z tego co pamiętał powinien tu być strażnik legitymujący przechodniów.

„Może ich brak ma związek z tą wielką operacją” - pomyślał – „Albo komu by się chciało tego pilnować. Jak ktoś jest na tyle głupi by tu wejść, to większe ryzyko stwarza gdy pracuje dla fundacji.”

Bardzo już wyraźne hałasy przerwały jego rozważania. Nie zdąży dojść do następnego łącza. A jeśli skorzysta z tego to nie tylko przeżyje traumę, ale jeszcze zostanie złapany, bo podczas wizji będzie pewnie dreptał w miejscu.

Rozejrzał się i wtedy naszła go pewna myśl:

„Co prawda nie wymyśliłem ukrytego sposobu na bezpieczne przejście. Ale może jednak jest na to metoda”

Spojrzał na duży przewód wentylacyjny, wiszący u góry. Odstęp miedzy nim, a sufitem był spory, więc Fsi-or, miał szanse się tamtędy przeczołgać, jeśli tylko konstrukcja wytrzyma. A wtedy pokona feralne przejście nie przechodząc przez nie. I wtedy nie zobaczy piekła. Być może.

Ponaglany przez odgłosy obławy, wykonał kilka nieporadnych skoków. W końcu udało mu się dosięgnąć rury, ale podciągając się przewrócił tabliczkę robiąc tym samym spory hałas. Ścigający go ludzie niewątpliwie to usłyszeli, bo ich kroki przeobraziły się w bieg.

Mężczyzna zaczął się czołgać przed siebie, po mocno zakurzonej, metalowej powłoce. W połowie drogi niebezpiecznie zatrzeszczała i wypadło z niej parę śrubek, przez co musiał zwolnić. Jednak ostatecznie udało mu się dostać na drugą stronę. Dokładnie w chwili gdy zeskoczył, a raczej zsunął się, na ziemię po drugiej stronie przejścia pojawili się pracownicy ochrony w liczbie pięciu.

Natychmiast zauważyli jak obolały zbiera się z twardej podłogi i przygotowali się do pochwycenia zbiega. Po czym szybko stali się ofiarami nieprzestrzegania wymyślonych przez Fs-iora procedur.

Skupieni na pościgu nie zauważyli w jakim przejściu się znaleźli, a wywrócona tabliczka nie spełniała dobrze swojego zadania. Mężczyzna mógł sobie tylko wyobrażać co zobaczą w tym miejscu tacy ludzie jak strażnicy placówki fundacji. Ich powykrzywiane w grymasie cierpienia lub przerażenia twarze potwierdzały jedynie, że nie było to nic przyjemnego.

Zresztą jak ich obserwacja. Dlatego pomimo obolałego ciała, powoli ruszył w stronę parkingu. Nim dotrze do niego kolejna grupa pościgowa. Która jeśli jeszcze nie wyruszyła, za chwilę z pewnością to zrobi.


Minęło dziesięć minut nim Fs-ior znalazł się obok drzwi oznaczonych jako: „wyjście na parking”. Kolejny odział pościgowy był już naprawdę blisko. Dzieliło ich najwyżej kilkadziesiąt metrów.

Dlatego mężczyzna szybko otworzył drzwi i wyszedł w środek księżycowej nocy. Miał szczerą nadzieję, że nie pomylił parkingów. W przeciwnym razie nie miał szans.

Całość otoczona była płotem elektrycznym, przerywanym przez wyjazd blokowany szlabanem i stojącą obok budkę strażniczą. Mężczyzna zdziwił się, że nikt z niej nie wybiegł gdy tylko znalazł się w tym miejscu.

Nagle drzwi za nim się rozwarły i pierwszy funkcjonariusz ochrony wybiegł na teren parkingu. Jednak Fs-ior już zdążył zbliżyć się do stojącego tam, opancerzonego samochodu. Z braku lepszej opcji pociągnął za klamkę, a drzwi ustąpiły.

Funkcjonariusz widząc, że ścigany ma szanse uciec, wyciągnął broń i wycelował. Jednak w chwili wystrzału dołączyła do niego reszta oddziału, przez co zadrżały mu ręce. Kula odbiła się od pancerza auta i trafiła w znajdującą się nad wejściem rurę z ciepłą wodą. Wylatująca para nikogo nie poparzyła jednak na chwilę ich zdezorientowała.

W tym czasie Fs-ior zdążył już zamknąć drzwi w samochodzie i uruchomić silnik. Zrobił to bez większego problemu, ponieważ kluczyki znajdowały się w stacyjce. Szybko wykręcił i ruszył w stronę szlabanu.

Ścigający go szybko doszli do siebie. Próbowali strzelać do opon, ale albo nie trafiali albo broń się zacinała. Jeden z nich rzucił się biegiem w stronę budki strażniczej, krzycząc. Wówczas okazało się, że wcale nie była pusta.

W środku znajdował się strażnik. Jednak ze względu na miejsce jakiego pilnował, z nudów zasnął. Zwłaszcza, że nie było kolegi, który zwykle go budził.

Tym razem dokonał tego krzyczący funkcjonariusz ochrony. Niestety przebudzony znienacka strażnik, zerwał się na nogi po czym od razu stracił równowagę.
By nie upaść oparł się o panel sterowniczy. A dokładniej o przycisk podnoszący szlaban.

Nim Fs-ior przejechał przez niespodziewanie zwolniony wyjazd, w niezwykłym tempie uformowała się gęsta mgła.

Gdy znalazł się poza obszarem obiektu, zerknął na żółtą karteczkę przyczepioną do deski rozdzielczej. Napis na niej głosił:

Nadajnik GPS niesprawny. Rano naprawić.

Niknąc wśród ciemnych i niewyraźnych magazynów, Fs-ior miał już pewność. Oto właśnie odwiedził kolejne swoje dzieło.

Szczęśliwy parking.


Po paru minutach jazdy zaczął się zastanawiać czy by nie wrócić do domu. W sumie bak był pełen. Ale co jeśli fundacja nie odpuści?

Rozważania te przerwał znajomy już głos:

-Dobrze ci poszło.

-Dzięki. Bez twoje pomocy nie udało by mi się.

Mężczyzna uznał, że nawet bezcielesny głos zasługuje na szacunek gdy tyle dla ciebie zrobi. Rozmówca zdawał się doceniać takie podejście:

-Nie ma sprawy. Wiedziałem, że dobrze będzie cię wspierać.

-Jasne – Fs-ior zastanawiał się jak zadać pytanie – To z kim mam przyjemność rozmawiać?

-No tak. Wypadało by się przedstawić.

Głos umilkł, a mężczyzna wystraszył się czy go nie obraził. Jednak ten po chwili podjął przerwany wątek:

-Dobra, pokażę ci się i wszystko stanie się jasne. Tylko zjedź na pobocze. – zastrzegł – Nie chcę byś po tym wszystkim został znaleziony martwy, w rozbitym aucie.


Fs-ior zatrzymał samochód na miejscu postojowym dla ciężarówki, znajdującym się przed rozlewnią jakiegoś gazowanego napoju. Zaciągnął hamulec ręczny i powiedział:

-Stoimy. Możesz się ujawnić.

Nie był pewien czego się spodziewać. Tajemniczy głos nie kojarzył mu się z żadnym jego opowiadaniem. Inspirowana filmami wyobraźnia podpowiadała mu scenariusze z zakresu od pojawienia się w efektowny sposób, wśród kłębów dymu i przy akompaniamencie eksplozji do nieinwazyjnego zmaterializowania się na miejscu pasażera.

Żadne z tych wyobrażeń nie przewidywało, że ów rozmówca wysunie się z kieszeni dżinsów. Ani, że będzie spinaczem biurowym. Z oczami lewitującymi w odległości paru milimetrów od powykręcanego metalu, zawsze na wysokości tego samego punktu na jego powierzchni.

Gdy zdziwiony Fs-ior wpatrywał się w nowo poznanego kompana, ten powiedział:

-Mógłbyś podsadzić mnie trochę wyżej? Nie chce mi się wspinać, a nie będę rozmawiał z twoim brzuchem.

Choć ton jego głosu nie uległ zmianie, musiał być lekko poirytowany, na co wskazywały przymrużone oczy. Przy okazji Fs-ior dowiedział się, że spinacz posiada też powieki, które potrafią chować się w całości, z tyłu gałek ocznych.

Nie zagłębiając się w analizę tego zjawiska, powiedział:

-Wybacz.

-Tak lepiej. – powiedział rozmówca gdy umieścił go u szczytu kierownicy -Teraz możemy porozmawiać na spokojnie.

-Tak…Powiedz, jak znalazłeś się w mojej kieszeni?

-Zawsze tam siedzę. Znaczy nie w tej samej. Raz w kurtce, raz w szortach, piżamie – wyliczał – zależy co nosisz.

-Czemu? – odparł mocno skrępowany mężczyzna, nie wiedząc jak zareagować na takie wyznanie.

-Tylko bez skojarzeń – wyraz jego oczu sugerował oburzenie – Chodzi o twoje pomysły.

-To znaczy?

-Jak pewnie zauważyłeś kontaktuje się telepatycznie. Nie mam ust. -posłał mu wymowne spojrzenie – Co pozwala mi też zajrzeć w myśli innych, w większości przypadków. Zwykle korzystałem z tego by podglądać historie wymyślane przez pisarzy i sugerować im małe poprawki. Zazwyczaj gdy spali by uniknąć wyrzucenia przez okno. Takie hobby i życiowy cel w jednym.

- Czyli to ty podsunąłeś mi pomysły opisania prawdziwych stworów i fundacji?

-Było wprost na odwrót. Zawsze myślałem, że jestem wyjątkiem na skalę światową – przewrócił oczami – Ale gdy podpiąłem się pod ciebie, odkryłem, że jestem też w stanie połączyć się z istotami, o których chciałeś pisać. Niestety najpierw musiałem poznać ich ogólny zarys…

-I do tego potrzebowałeś mnie – przerwał mu lekko oburzony Fs-ior – Uczepiłeś się jak pasożyt.

-Wcale nie. W zamian korygowałem niezgodne z prawdą szczegóły, choć czasem coś pominąłem -teraz to spojrzenie spinacza sugerowało złość – Poza tym, gdyby nie ja włochacze, którzy pozwolili Ci uciec, nie weszliby do kurtki. Że już nie wspomnę o tym ukłuciu. Wiesz jak ciężko jest dokonać czegoś fizycznie gdy jesteś wygiętym kawałkiem metalu?

-Racja, dzięki za tamto - zreflektował się - Wciąż nie wierzę, że fundacja tak słabo mnie pilnowała.

-Nie uważali cię za nikogo istotnego. Nawet nie wiedzieli, że to ty zabezpieczyłeś tego potwora. Byłeś dla nich przypadkowym, zagubionym i zbędnym świadkiem.

-Super -odparł z urażoną dumą - Może zmieńmy temat.

-Ale dlaczego akurat na to skąd wzięli się w jednym budynku zarówno pająk jak i włochate kulki? Znam ciekawsze.

Fs-ior, spojrzał ciężko na rozmówcę i rzekł:

-Czytanie w myślach, tak? Byłbym wdzięczny gdybyś nie robił tego za często. Albo najlepiej wcale.

-Jak chcesz. Co do pytania -kontynuował niewzruszony – Tak, kulki powiedziały mi. Zarówno one jaki i czarny stwór wyszli z mieszkania numer sześć na trzecim piętrze, bloku bezpośrednio przyległego do znanej ci szkoły.

-Świetnie – odparł z lekkim westchnięciem – To już wiemy gdzie jechać.

Gdy odpalał silnik, spinacz odezwał się:

-Wiem, że liczysz na odpowiedzi. Ale jesteś pewien? To akcja rodem z kiepskiego filmu. Co jeśli fundacja jeszcze nie skończyła tam roboty ze stworem? I cię złapią, a ja stracę jedyny namiar na podobne mi byty?

-Dzięki za troskę.- odparł z przekąsem - Ale zrobiłem dzisiaj już tyle głupot, że jeszcze jedna nie zaszkodzi.

Po czym docisnął gazu, licząc, że resztę drogi pokonają w milczeniu.


Mylił się. Spinacz bardzo się ucieszył, że może pogadać z nosicielem. A Fs-ior ze smutkiem odkrył, że radio nie zagłusza tyrady uwag rozbrzmiewającej bezpośrednio w jego umyśle. Dlatego nim dotarli na miejsce zdążył obiecać, że zmieni proszek do prania i zawsze będzie dokładnie sprawdzał zawartość kieszeni.

W końcu jednak zatrzymał pożyczony pojazd przed frontowym wejściem do znajomej mu placówki edukacyjnej. Rzeczywiście budynek ten w pewnym momencie stykał się z blokiem mieszkalnym, który, swoją drogą, kompletnie odbiegał stylem od szkoły. O ile pierwszy budynek był zabytkowy i jasny, to ten został postawiony najpewniej za czasów PRL. Pokrywająca go różowa, wyblakła farba, nie sprawiała wrażenia wiele nowszej.

Fs-ior zamknął drzwi auta i rozejrzał się po okolicy. Nigdzie nie dostrzegł obecności fundacji. Najwyraźniej już zdążyli zakończyć swoją pracę.

Niemniej i tak musiał się spieszyć jeśli chciał uniknąć konieczności uważania na mieszkańców bloku, zmierzających do pracy. Wciąż było ciemno, ale do świtu zostało co najwyżej pół godziny. Ze spinaczem na ramieniu, pospiesznie ruszył przed siebie.

Gdy szli, uderzony myślą, zapytał:

-Skoro byłeś ze mną od początku całej tej historii, wiesz może jak znalazłem się w Warszawie?

-Nie – odparł obojętnie – Jak zwykle, po twoim zaśnięciu zacząłem oglądać wykreowane przez ciebie historie. W pewnym momencie poczułem delikatny wstrząs, a gdy godzinę później wyjrzałem z kieszeni, okazało się, że to już nie twój salon, gdzie zasnąłeś w ubraniu.

Mężczyzna nie odpowiedział na przytyk, ponieważ właśnie stanęli przed wejściem do budynku.
Po raz drugi tego dnia musiał włamywać się bez uprzedniego przygotowania. Był jednak przekonany, że uda mu się uniknąć zabawy w ślusarza.

Rzeczywiście drzwi na klatkę schodową pozbawione były zamka. Jednak po wdrapaniu się na górę, okazało się, że te od mieszkania już nie, co zdziwiło Fs-ior'a. Zauważył to spinacz, mówiąc:

-Dlaczego myślałeś, że będzie otwarte?

-Przecież pająk i włochate stworzenia jakoś musieli wyjść.

-Pająk od razu pojawił się na elewacji, a kulki przecisnęły się przez dziurkę od klucza.

-Czyli plan B. Wejdź do środka zamka i spróbuj go otworzyć.

-Co? -spinacz z pewnością rozwarłby szerzej oczy gdyby tylko mógł – Mówiłem, że takie wygibasy są niezwykle trudne. I bolesne.

-Masz lepszy pomysł?

-Może ktoś zostawił klucz… - rzucił bez przekonania

Wtedy wzrok Fs-io'ra padł na zniszczoną, metalową listwę obok drzwi. Nie wyróżniała się, ale gdyby miał gdzieś chować klucz, to właśnie tam.

-Spróbujmy.

Sięgnął i kawałek listwy bez trudu ustąpił. W jego środku znajdował, się mały, metalowy klucz.

Spinacz z niedowierzaniem patrzył jak Fs-ior otwiera drzwi i razem wkraczają do wnętrza.


Mieszkanie okazało się być kawalerką. Składało się jedynie z przedpokoju, kuchenki w przejściu, maleńkiej łazienki i jednego pokoju. W całości zapełniała go stara kanapa, krzesło, biurko, na którym leżała klawiatura, drukarka i kineskopowy monitor połączony z równie starym, stojącym na podłodze komputerem. Oprócz tego wszędzie walały się zadrukowane kartki papieru i książki, na które padał strumień światła, pochodzący z umieszczonej obok okna latarni. Całość pokrywała gruba warstwa kurzu.

Fs-ior podszedł i wziął do ręki jedną z książek. Przetarł ją i odczytał tytuł: „Demony w wierzeniach chrześcijańskich”. Pozostałe tytuły były podobne: „Bóstwa Indyjskie”, ”Duchy Indiańskie”, „Polinezyjski byty opiekuńcze” i wiele innych pozycji tego typu.

-Ciekawymi rzeczami interesował się mieszkaniec tego lokum – powiedział mężczyzna – Myślisz, że był na wydziale teologicznym?

-Trzeba było sprawdzić jego skrzynkę na listy.

-Musiałbyś się wygiąć, bo nie mamy klucza – rzucił złośliwie – Zresztą, sądząc po stanie tego miejsca, znaleźlibyśmy rachunki z ostatniej dekady.

Fs-ior omiótł wzrokiem pokój. Poza natłokiem literatury, było to typowe porzucone mieszkanie. Aż dziw, że przez tyle czasu nikt się tym nie zainteresował.

Nie widząc lepszej opcji, zaczął przeglądać walające się papiery. Były to opowiadania lub materiały pomocnicze do nich, głownie z gatunku horror-fantasty.

Nie przypominał ich sobie, choć na pierwszy rzut oka wydawały się interesujące i dobrze napisane. Spojrzał na kolejne, a po chwili powiedział:

- Czy przypadkiem nie byłeś tutaj wcześniej?

- Pierwszy raz jestem w tej okolicy.

- W takim razie jak to wyjaśnisz – powiedział, podsuwając kartkę pod kicający wśród papierów spinacz. Ten pochylił się i na chwilę zastygł, czytając. Następnie kilka razy mrugnął i rzekł:

- Coś takiego, opowiadanie o mnie. Mniej więcej by się zgadzało. Choć z imieniem mógł się bardziej wysilić – dodał z niesmakiem – Korektor? Tandetniej już się chyba nie dało.

-Taa – odparł Fs-ior uśmiechając się pod nosem – Myślisz, że ten kto tu mieszkał, miał podobne wyczucie co ja?

-Kto wie? Możliwe. Lub też to po prostu przypadek.

Następne kilkanaście minut przeszukiwali stosy opowiadań, które wcale nie chciały się zmniejszać. Zadania nie ułatwiał fakt, że wiele stronic było pomieszanych.
Będąc w połowie jednej z nich mężczyzna usłyszał głos towarzysza:

-Podejdź tu na chwilę.

Rozejrzał się dookoła i w końcu wyłowił go wzrokiem. Podszedł i zapytał:

-Tak?

-Spójrz na ten tekst – wskazał na kartkę pod sobą – Odróżnia się od pozostałych.

Spinacz odskoczył na bok, a Fs-ior wziął zapisek do ręki.
Faktycznie wyróżniał się – nie był wydrukowany, tylko odręcznie napisany niebieskim długopisem. Litery były wyraźne, choć charakter pisma pozostawił wiele do życzenia. Ponadto nie był to tekst opowiadania. Co najwyżej materiał do niego. Mało subtelny napis u samej góry głosił:

Zaklęcie Przywołania (Odczytać na głos)

Poniżej zaś znajdował się właściwy tekst. W zasadzie niezbyt dostojny, bo sporządzono go po prostu po polsku, zamiast w jakimś eleganckim, wymarłym języku. Choć z pewnością ułatwiało to jego wykorzystanie.

Jednak Fs-ior miał wątpliwości, które zresztą wyraził głośno:

-Sądzisz, że powinienem to odczytać? Co jeśli naprawdę coś przyzwie? Po ostatnich przeżyciach jestem gotów dać temu wiarę.

-Przecież o to właśnie chodzi – odparł spinacz, przyjmując pobłażliwy wyraz oczu – Lepszego tropu nie mamy. A ja mam już dość przewalania tych papierów. Zdecydowanie wolę historie zapisane w formacie neuronów.

-To może sam spróbuj, skoro tak ci się spieszy.

-„Przeczytać na głos” – odparł wznosząc oczy do góry – Brak ust. Pamiętasz?

-Racja – odparł zrezygnowany.

Wciąż nie był do końca przekonany, ale spinacz miał rację. Nic innego, co mogłoby być choć odrobinę powiązane z tajemniczymi stworzeniami, dotąd nie znaleźli.

„Dobra” – pomyślał –„Jeszcze jedne głupstwo.”

Po czym wziął kartkę do ręki i głośno odczytał zapisane na niej słowa.


Po paru minutach przewlekłej ciszy rozległo się pukanie do drzwi. Na jego dźwięk spinacz z niezwykłą sprawnością schował się w jego kieszeni. Ostrożnie do nich podszedł i otworzył. W progu stał łysy mężczyzna, średniego wzrostu w wieku ok. 30 lat. Ubrany był w lekko zniszczony garnitur i swoją postawą przywodził na myśl urzędnika administracji średniego szczebla.

Gdy tylko go zobaczył, Fs-ior powiedział:

-Przepraszam, jest pan sąsiadem? Obudziłem pana? -nie bardzo wiedział jak wytłumaczyć swoja obecność – Ja tylko wizytuję to mieszkanie. Było otwarte…

-Kto mnie wzywał? – mężczyzna mu przerwał

-Słucham? Mógłby pan powtórzyć?

-Kto mnie wzywał? - odparł jegomość tym samym obojętnym i chłodnym tonem, co poprzednio.

-Jesteś jakimś demonem? Stworem paranormalnym z opowiadania?

Łysy człowiek nie odpowiedział na pytanie i bez wyrazu wpatrywał się w rozmówcę. Ten w końcu skapitulował i rzekł:

-Fs-ior.

-Z Fs-ior'em zawarłem już umowę -powiedział wchodząc spokojnie do mieszkania i zamykając za sobą drzwi – Więcej nie można.

-Jak to? – odparł zdziwiony – Nic o tym nie wiem. Chciałbym abyś mi to wytłumaczył.

-Zgoda – powiedział siadając na kanapie i rozpoczynając opowieść – Fs-ior kochał tworzyć stworzenia nie pasujące do otaczającej go rzeczywistości. Różniły się one w wielu kwestiach: część była groźna, inne po prostu dziwne, a niekiedy nawet śmieszne. Jednak wszystkie łączyła jedna wspólna cecha – Fs-ior, z braku innych talentów, mógł je powołać do życia tylko w swoich opowiadaniach. W końcu zaczął na nich zarabiać, wysyłając je pod pseudonimem do różnych czasopism. Założył nawet małą pracownię w Warszawie, gdzie liczył na znalezienie wydawcy.

Przy tych słowach łysy mężczyzna powiódł ręką po starym mieszkaniu po czym kontynuował:

-Jednak nigdy nie był w pełni zadowolony. Marzył by jego dzieła stały się czymś więcej niż układem znaków na papierze. Pewnego razu usłyszał, o istocie, mogącej urzeczywistnić każde pragnienie. Początkowo nie dawał temu wiary, ale kwestia ta, wbrew wszelkiej logice, nie dawała mu spokoju. Zaczął drążyć temat, zdobywać wiedzę i w końcu osiągnął swój cel.

-Pojawiłeś się ty, tak?

-Zgadza się. Jednak moje usługi nie są za darmo. Zresztą Fs-ior o tym wiedział i długo rozważał możliwe podstępy. Niepotrzebnie. Warunki zaproponowanej przeze mnie umowy były jasne: ożywię wszystkie jego dotychczas stworzone działa jak i te, które powstaną w przyszłości. W zamian wezmę każde jego wspomnienie odnośnie dotychczasowej działalności pisarskiej i wszystkiego co z nią związane. Miałem wypełnić porozumienie gdy tylko wróci do domu.

-Ale oszukałeś mnie! – odparł zdenerwowany słuchacz – Nie pamiętam tej umowy, czyli zabrałeś więcej wspomnień niż powinieneś!

Mimo tego wybuchu, mężczyzna w garniturze, kontynuował dokładnie tym samym głosem co przedtem:

-Zgadzając się Fs-ior nie przewidział, że przecież to mieszkanie, jak i sama umowa była skutkiem jego olbrzymiej pisarskiej pasji. Być może przeoczył to oczywiste powiązanie ze względu na stres jakim było przyzwanie mnie. Niemniej nie skłamałem. Dawne dzieła ożyły, on zaczął tworzyć na nowo, nieświadomie zmieniając rzeczywistość swymi wyobrażeniami. To cała historia tej umowy.

Po tych słowach umilkł jakby czekając na reakcję rozmówcy.

Ten jednak nie chciał tracić czasu i rzucił się w poszukiwaniu materiałów do pisania. Fs-ior nie wiedział czemu ta istota, zdradziła mu to wszystko, ale jeszcze pożałuje swej arogancji.

W końcu znalazł potrzebne przybory. Zerknął na stwora, ale ten nie ruszył się nawet o milimetr. Mężczyzna drżącą ręka napisał na małej kartce:

Fs-ior odzyskał wszystkie utracone wspomnienia, a przyzwana przez niego istota został obezwładniona, przez pochłaniającego jej moc, maczkowatego stwora, który wszedł przez okno.

Zamarł w oczekiwaniu i….nic się nie stało. Zdezorientowany, spróbował doprecyzować tekst:

Fs-ior odzyskał wszystkie utracone, w wyniku umowy z przyzwaną istotą, wspomnienia, a przyzwana przez niego istota został obezwładniona, opleciona mackami przez pochłaniającego jej moc, maczkowatego stwora, który wszedł przez okno i był niegroźny dla Fs-ior'a.

Znów zamarł spoglądając na okno i znów nie doczekał się niczego. Nie wiedząc co sądzić podszedł do siedzącej na kanapie istoty i rzekł ostro:

-Blokujesz moją moc!

-Nie.

-Czyli mnie okłamałeś, mówiąc o niej!

-Nie.

-Powiedziałeś, że mogę powołać do życia wszystko o czym napiszę!

-Powiedziałem, że Fs-ior może. A nie, że ty.

-Co? – mężczyznę aż zatkało – Przecież to ja!

-W takim razie jak masz na imię?

-Fs-ior. – odparł zdziwiony pytaniem

-To pseudonim artystyczny. Podaj prawdzie imię.

-To…Fs-ior -odparł oszołomiony – To też mi wymazałeś z pamięci, tak?! Sprytnie. Ale nie dość!
Wyciągnął z kiszeni dokumenty. I otworzył szerzej oczy. Nigdy nie zwrócił na to uwagi, ale wszędzie było napisane to samo :”Imię: Fs; Nazwisko: Sior”. Dokładnie się przyjrzał, były prawdziwe.

Szybko wyciągnął papiery otrzymane niedawno od policji. Funkcjonariusze bez mrugnięcia okiem wpisali we właściwą rubrykę: Fs-ior.

-Jak…Jak to możliwe -powiedział kompletnie zdezorientowany

-Jak mówiłem, nie jesteś Fs-ior'em, z którym zawarłem umowę.

-To…kim…czym… ja jestem? -zapytał, choć domyślał się już odpowiedzi

-Jesteś jego alter ego, z któregoś z opowiadań. Jesteś taki jak odwzorował się. Nie mogę, więc powiedzieć jak bardzo jesteś do niego podobny. Może bardzo, może wcale. Na pewno jesteś inną istotą i nie masz jego mocy.

Po tych słowach, po raz pierwszy od dawna poruszył się, nachylając do rozmówcy i rzekł:

-Ale, skoro już to wiesz, masz prawo zawrzeć ze mną jedną umowę. Jej przedmiot jest nieograniczony. Zastanów się czego chcesz i przejdźmy do rzeczy.

Fs-ior, a raczej jego alter ego, rozejrzał się po zawalonym papierami pokoju. Po chwili już wiedział czego chce.

I od razu przystąpił do rzeczy.


Wraz z spinaczem siedział na ławce w pobliskim parku i patrzył na ludzi skracających nim sobie drogę na pobliski przystanek tramwajowy. W czasie wydarzeń odgrywających się w mieszkaniu, zdążyło wzejść słońce. Na jego ramieniu siedział spinacz, który zdecydował się przerwać błogą ciszę:

-Naprawdę nie było niczego, o co warto byłoby zawrzeć z nim układ?

-Nie, jestem szczęśliwym człowiekiem. Czy raczej – spojrzał na trzymany w ręce wydruk- bohaterem. Nawet jeśli z historii o ”skaczącym we śnie”. Człowieku teleportującym się do najbliższego wolnego łóżka, w miejscu o którym śnił. Do tej pory lądowałem zwykle na kanapie w salonie i myślałem, że po prostu lunatykuję.

Zamyślił się na chwilę po czym podjął wątek:

-A co do propozycji tej istoty, to każde dziecko wie, że umowy z takimi stworzeniami nigdy dobrze się kończą. Wolałem znaleźć opowiadanie o sobie i wyjść bez słowa.

Po chwili dodał:

-No i chciałem zobaczyć jego minę, gdy po prostu go oleję -skrzywił się – Nie przejął się. Ani drgnął.

Kompana nie opuściły jednak wątpliwości:

-A co z fundacją? Mogą nie odpuścić.

-Liczę, że w takiej sytuacji mnie ostrzeżesz. I zaprosisz na obiad coś dużego. Myślisz, że prawdziwy Fs-ior pisał o wielkiej stopie?

-Możliwe. Poszukam jak mi ją opiszesz.

Mężczyzna uśmiechnął się. Myślał, że to koniec rozmowy, ale spinacz kontynuował:

-Skoro mowa o oryginalne, naszym twórcy…

-Tak?

-Co zamierzasz zrobić, skoro już o nim wiesz?

-Proste. Znaleźć go i uświadomić co do posiadanej mocy.

-Jak? Nawet nie znasz imienia.

-Nie wiem na ile jest do mnie podobny, ale mamy zbieżne pomysły. Przecież, pająk włochacze czy fundacja, nie byli mi obcy. A w mieszkaniu nie znaleźliśmy nic o nich czyli to rzeczy nowe.

-O ile nie były w pominiętej stercie -zauważył rozmówca – Zresztą, nawet jeśli są nowe – jak to pomoże go znaleźć?

-Skoro wcześniej publikował swoje prace, może znów to robi. Wystarczy, więc przeszukiwać magazyny, strony internetowe, księgarnie itp. Aż znajdę opowiadania podobne do moich. Lub jakiegoś zombie czy wiedźmy napotkanej na ulicy – zażartował

-Widzę, że humor Ci dopisuje.

-Tak, lubię dogrzebać się do prawdy. I liczę, że to cecha wspólna z naszym twórcą. Bo wtedy, jeśli go odnajdę, a on weźmie moją historię za zwykłe opowiadanie, to zostawi ona w nim jakiś ślad. Nie dający mu spokoju tak długo, aż za nim podąży i odkryje prawdę.

-Nie jest to to nazbyt patetyczne?

-Możliwe -uśmiechnął się i podniósł z ławki – Dobra, czas się zbierać. Może mej lubej nie przeszkadza, że moim pełnym imieniem jest Fs-ior, ale z pewnością oberwie mi się za zniknięcie z domu na ponad 24 godziny. Lepiej tego nie przeciągać bez potrzeby.

Wyciągnął telefon, ale ten wciąż nie odzyskał sprawności. Kolejny powód by się pospieszyć.
Ostatni raz rozejrzał się po jakże spokojnej teraz okolicy. Wschodzące coraz wyżej słońce powoli ogrzewało zmarznięte powietrze gdy ostatni raz zmierzał w stronę warszawskiego dworca kolejowego.

Przynajmniej w tej historii.

KONIEC

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported