Urzędas
ocena: +3+x

Badacz Clayton, stojąc przed małymi drzwiami biura, dwa razy upewnił się, że jest w dobrym miejscu. Pomieszczenie było na tyle oddalone od innych, że wyglądało, jakby zostało dobudowane później. Clayton na szybko rozejrzał się, po czym zapukał. To miało być jego pierwsze zadanie w Fundacji.

– Otwarte – krzyknął głos z biura. Clayton wziął głęboki wdech i wszedł do środka.

Na środku pomieszczenia znajdowało się duże biurko udekorowane wszelkiego rodzaju małymi ozdóbkami. Najbliższa ściana i te boczne były pokryte plakatami motywacyjnymi, a przeciwległa była wyłożona licznymi starymi szafkami na dokumenty, z których większość zdawała się być podpisana czyimś imieniem.

– Dr Cameron? – zapytał Clayton, podchodząc bliżej środka pomieszczenia.

– We własnej osobie – oświadczył mężczyzna na krześle. Miał łysą głowę z pojawiającymi się plamami, a na jego wykrzywionym nosie spoczywały grube okulary. Zamiast fartucha nosił jasnozielony, wydziergany sweter, który zdawał się być o kilka rozmiarów za duży. – Ale wystarczy "Donald". Prawdziwi doktorzy raczej denerwują się, kiedy słyszą jak mówi się do mnie ich cennym tytułem.

Clayton uśmiechnął się, kiedy Donald zaśmiał się ze swojego własnego żartu i poprosił go, żeby zajął miejsce.

– Możemy zaczynać? – zapytał Donald.

Clayton entuzjastycznie przytaknął.

– Świetnie – odpowiedział Donald. – Pierwsza rzecz, będziemy musieli przenieść twoje biurko tutaj. Z pewnością będziesz chciał zainwestować w naprawdę dobre krzesło. Twoje plecy nie będą wiecznie sprawne.

Clayton znowu przytaknął. Ponownie rozejrzał się po biurku. Pośród przedmiotów, które przykuły jego oko był miniaturowy statek w butelce, srebrna kostka Rubika, której różne strony reprezentowały kolorowe koła zębate i coś, co zdawało się być dużym zębem aligatora.

– Czym dokładnie się zajmujesz w Fundacji, Donaldzie? – zapytał Clayton, gdy jego oczy skupiły się na licznych szafkach na dokumenty przy ścianie naprzeciwko.

– Cieszę się, że pytasz – odpowiedział Donald, obracając się na swoim krześle i podjeżdżając do szafek z dokumentami, po czym uderzył o jedną z nich u góry. – Zajmuję się nimi.

Donald napisał swoje imię na małej etykietce i wsunął ją do jednej z kilku nieużywanych szafek. Następnie usiadł, kręcąc kciukami. Clayton otworzył usta, żeby się spytać co się dzieje, ale przestał, kiedy Donald podniósł swoją rękę. Po kilku kolejnych sekundach, Donald otworzył szafkę i wyciągnął małą teczkę; data i godzina były starannie wydrukowane na etykietce. Podjechał z powrotem do biurka i otworzył ją, wyjmując ze środka kartkę papieru i podał ją Claytonowi. Połowa strona była pokryta czarnym tekstem, który brzmiał: obecniemyślęoprzedstawieniucijaktenobiektdziała w kółko i w kółko.

– Ogólnie, jeśli twoje imię znajdzie się na jednej z tych szafek to twoje myśli zostaną zapisane na papierze znajdującym się w środku, ładnie uporządkowane co do dnia i godziny, kiedy się tam znajdowało – wytłumaczył Donald.

– To wszystko jest napisane razem – odparł Clayton, spoglądając na kartkę z podziwem.

Donald zaśmiał się, kiedy nakarmił pobliską niszczarkę papierem i zdjął etykietkę ze swoim imieniem z szafki.

– No jasne, że tak! – dodał. – Ludzkie myśli nie są pisane pojedynczymi zdaniami i akapitami. Pojawiają się w jednej chwili i łączą się z następnymi. Nazywa się to "strumieniem świadomości". Naszym zadaniem jest czytać te kartki i zmieniać ich bezład w użyteczne informacje. Po chwili przywykniesz do czytania transkrypcji.

– Jeżeli Fundacja ma dostęp myśli każdego, czemu tylko nam zlecono to zadanie? – zapytał Clayton, spoglądając po raz kolejny na szafki. – Muszą być tysiące ludzi, których myśli warto poznać.

– Z pewnością tak; jedynym problemem jest ilość wymagań, jakie mają te cholerstwa, żeby zadziałały – powiedział Donald, opierając się o krzesło. Wziął głęboki wdech, po czym zaczął wyliczać na palcach problemy związane z szafkami.

– Po pierwsze, szafki muszą być zamknięte, żeby działać, co oznacza, że jeśli zostaną otwarte, przestaną zbierać myśli danej osoby. Jeżeli zamkniesz szafkę bez odłożenia do niej pliku, to zrobi się pusta i dostaniesz bezużyteczną tonę papieru. Pomyślałbyś, że można to ominąć poprzez napisane imienia osoby na dwóch szafkach, ale jeśli tak zrobisz to żadna z nich nie zadziała. Co więcej, każda z nich może gromadzi tylko do czterech dni wspomnień. Po tym stare myśli zaczną znikać, a nowe będą je nadpisywać. No i w końcu jest problem z interpretacją ich. Nie możesz sobie ich zeskanować na komputer, ponieważ tekst nie pojawi się na cyfrowych kopiach i obrazach.

– To brzmi jak dużo wysiłku dla marnych rezultatów, nawet jeśli można rozszyfrować strony –odpowiedział Clayton z zanikającym entuzjazmem.

– Są osoby, których myśli są po prostu na tyle ważne, że Fundacja jest gotowa podjąć taki wysiłek – odpowiedział Donald, czyszcząc swoje okulary. – To nie jest tak trudne jak ci się może wydawać. Otwieramy szafkę, przeszukujemy dwie godziny myśli pod kątem czegokolwiek użytecznego, a potem odkładamy plik i przechodzimy do kolejnej osoby. Pod koniec dnia składamy Dyrektorowi Holmanowi raport. Formacje Operacyjne uderzają raz a porządnie, kiedy wiedzą już co ich cel planuje.

Donald zakończył to chichotem, po czym wypuścił powietrze. Sięgnął do swojego biurka i wyciągnął podkładkę z kilkoma doczepionymi formularzami.

– Paru doktorków, którzy pracują przy kilku bardziej ciekawszych projektach też używają tych szafek jako formy robienia notatek – dodał, kiedy pchnął podkładkę i długopis w stronę Claytona. – Chcę, żebyś podpisał to szybko. Podstawowe formularze przeniesienia mebli i biura. Kiedy przekartkujesz do ostatniej strony, po prostu podpisz się w miejscu pod moim imieniem i nazwiskiem.

– I to będziemy robić dzień w dzień? – dopytał Clayton, kiedy zaczął podpisywać się na wykropkowanej linii. Ostatnia strona była pojedynczą żółtą karteczką. Wyglądało to na formularz rejestracyjny zatytułowany "Wycofanie Dokumentacji". Znajdowało się tam co najmniej pięć różnych podpisów, ale wszystkie były przekreślone za wyjątkiem tego Donalda. Clayton podpisał się pod parafką Donalda i patrzył z przerażeniem jak sama się przekreśliła.

– W zasadzie to ty będziesz robił to dzień w dzień – wyjaśnił radośnie Donald. – Zajmowałem się tym przez ostatnie dziesięć lat i latałem za Dyrektorem przez ostatnie pięć lat, żeby załatwił mi w końcu zastępstwo. A skoro podpisałeś się, mogę stąd wyjść i zająć się czymś lepszym.

– Co to ma znaczyć? – zapytał Clayton, wraz z tym, jak jego twarz zrobiła się bledsza, a uśmiech Donalda się rozszerzył.

– Te szafki na dokumenty działają tylko dla osoby, której imię zostało niedawno dodane do listy, którą właśnie podpisałeś! – wyjaśnił Donald, wstając. — A teraz widnieje tam twoje! W końcu jestem wolny!

Clayton nadal milczał. Jego wyraz twarzy przedstawiał coraz to większe przerażenie, kiedy Donald bardziej się uśmiechał.

– Och, wyluzuj! – powiedział Donald z machnięciem ręką. – Nic ci nie będzie. Wątpię, że będą cię tutaj trzymać tak długo jak mnie! Właściwie to jestem pewien, że Dyrektor Holman-

Donaldowi przerwało dwóch funkcjonariuszy ochrony, którzy wbiegli do pomieszczenia w towarzystwie wysokiego, dobrze ubranego mężczyzny ledwo łapiącego swój oddech.

Cholera jasna, Donald! Co ty do cholery robisz z tą listą! – zaryczał mężczyzna podczas łapania tchu. Jego wyraz twarzy przedstawiał teraz zmartwienie, kiedy zauważył Claytona.

– Ach, Dyrektor Holman – odezwał się Donald do gościa. – Właśnie skończyłem wyjaśniać mu co i jak. Wszystko już podpisał!

– Czy ty… – wymamrotał Holman.

– Och, ależ tak, Dyrektorze! – odpowiedział, uśmiechając się szyderczo Donald. – Zostałem zastąpiony! Pięć lat uganiałem się za tobą, żeby dostać kogoś i za każdym razem wysyłałeś ich do innego projektu! Wziąłem sprawy w swoje ręce! Nie ma nic, co mógłbyś teraz zrobić!

– Czy ty zdajesz sobie sprawę jak bardzo opóźniłeś przynajmniej cztery różne operacje?! – wykrzyczał Holman. – Ludzie mogą przez to umrzeć!

– Och, no weź, Dyrektorze – spochmurniał Donald. – Nie bądź taki surowy wobec Claytona; nawet nie zaczął spisywać raportów.

Po tym komentarzu Holman zamilkł, prawą ręką masując swoją skroń przy zamkniętych oczach.

– Wyprowadzić go stąd – westchnął Holman. Ochroniarze natychmiast przeszli do roboty, chwytając Donalda za ramiona i siłowo wynosząc go za drzwi.

– Wygrałem, Dyrektorze! – wykrzyczał Donald, kiedy wyrzucano go z biura.

W jednym momencie pomieszczenie szybko ucichło. Clayton patrzył na Holmana, pragnąc uzyskania jakiejś odpowiedzi.

– Przepraszam cię za to – powiedział Holman, biorąc kilka głębokich wdechów, po czym chwycił za kostkę Rubika z biurka Donalda. Ruszał w swoich rękach zabawką i kontynuował mówienie. – Donald miał do tej pory dwadzieścia lat lojalnej służby. Gość nienawidził swojej roboty, ale to był pierwszy raz, kiedy rzeczywiście wziął sprawy w swoje ręce, zamiast wystosować kolejnego listu lub wniosku do mnie.

– Dlaczego tak długo tutaj siedział? Dlaczego- – zapytał Clayton.

Holman podniósł rękę jako sygnał, że musi się uspokoić.

– Im dłużej jesteś powiązany z szafkami, tym lepiej ci idzie odczytywanie transkrypcji. – odpowiedział Holman, kładąc kostkę Rubika z powrotem na biurko. – Co ty i ja widzimy jako strumień świadomości, Donald czytał jako właściwie sformatowane zdania i akapity. Z czasem dowiedzieliśmy się o tym efekcie, kiedy zdążył już przepracowywać cztery lata. Staraliśmy się od jakiegoś czasu załatwić mu jakieś zastępstwo, ale zawsze była jakaś anomalna osobistość, którą musieliśmy monitorować, a czasu na to robiło się coraz mniej.

– Nie zamierzacie mnie trzymać przywiązanego do tego czegoś, co nie? – spytał Clayton. – Nie możecie tego zrobić!

– Na tę chwilę muszę poprosić cię, żebyś poświęcił się dla zespołu i przejął to stanowisko – odparł Holman, kładąc rękę na ramieniu zrozpaczonego badacza. – Są ludzie, których życia zależą od informacji, jakie mogą być w tych szafkach.

– Żartujesz sobie teraz… – powiedział Clayton, wstając. Patrzył bezradnie, jak Holman kierował się do drzwi.

– Przykro mi, Clayton. W tym momencie nic nie mogę zrobić – zakończył Holman, wychodząc na korytarz. – Wrócę do ciebie tak szybko, jak uda nam się rozwiązać tę sytuację.

Kiedy już został sam, Clayton spojrzał na plakat na przeciwległej ścianie. Przedstawiał kota trzymającego się gałęzi z napisem "Trzymaj się!" znajdującym się pod nim. Przez kilka sekund gapił się na bezradne zwierzę na plakacie, po czym opadł na krzesło i schował twarz w dłoniach.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported