Reliti Mike
ocena: +3+x

MIKE RELITI

Widzisz tego gościa? Tego przy automacie do kawy…Pracuje już tu pare ładnych lat. Wiem, możesz go nie kojarzyć. Nie było go na żadnej imprezie integracyjnej. Gościu jest podobno wybitnym specjalistą w jakiejś dziedzinie. W jakiej? Tego nie wie nikt. Krążą o nim różne plotki. Najpopularniejsza jest o tym jak dostał robotę w fundacji. Był podobno żołnierzem. Oficer z jakimiś naukowymi tytułami. Zajmował się śledztwem w sprawie zniknięcia całego plutonu. Z tym plutonem to też dziwna sprawa. Ludzie wyjechali na patrol w góry. Po godzinie od ich wyjazdu, baza straciła łączność radiową. Ostatnie słowa jakie usłyszeli brzmiały chyba "Widzimy ocean". Tyle, że w tym zapomnianym przez Boga kraju nie mieli nawet porządnego jeziora. Więc nasz kolega jeździł i ich szukał. Nie, nie znalazł ich. Znalazł coś innego. Jego oddział łaził po grotach, szukając śladów. Powoli zbliżała się noc. większość żołnierzy chciała już wracać do bazy. Gdy pakowali się już do samochodu dostrzegł on błysk w głębi groty. Cofnął się, by sprawdzić co to takiego. Na ziemi stał telewizor. Stary, kineskopowy. Oczywiście, w grocie nie było kontaktu. Telewizor działał. Fajnie? Teraz będzie jeszcze lepiej. Telewizor wyświetlał reklamę. Reklamowana firma nazywała się "Inżynierowie rzeczywistości". W reklamie występował bardzo przystojny gość. Przedstawiał się jako Mike Reliti. Mówił, że rozwiązują problemy. Tanio i ostatecznie. Na końcu reklamy wyświetlił się napis. Chciej! Oddzwonimy. Dzisiaj pewnie opisałby całe zajście, przypisałby klasę i badałby telewizor ze wszystkich stron, szczęśliwy jak nekrofil na cmentarzu. Wtedy nie wiedział jednak, że na świecie nie wszystko jest logiczne i wytłumaczalne. Uznał, że ma udar słoneczny lub coś podobnego. Jednak gdy spal już w bazie, śnił. Śnił sny straszne. Widział potwory w ludziach i ludzi w potworach. Widział miejsca tak nierealne, jak to tylko możliwe. Gdy obudził się rano, w jego głowie siedział Mike. Łaził po koszar praktycznie nieprzytomny. Jego kariera posypała się jak domek z kart układany przez paranoika z parkinsonem. Stracił wszystko. Myślał tylko o gościu z tej przeklętej reklamy. Żaden psycholog i psychiatra nie mógł mu pomóc. Był niewolnikiem własnej głowy. Aż końcu zaczął chcieć. To było pewnego zimowego poranka w wiosce na mazurach. Siedział pod sklepem monopolowym. Zarośnięty, brudny. Jak otworzysz encyklopedie na haśle "MENEL" to znajdziesz tam jego zdjęcie z tamtego okresu. Podszedł do niego facet w garniaku i bez słowa dał mu telefon. Po minucie na wyświetlaczu pokazał się pięciocyfrowy numer. Odebrał. Nie wiem jak wyglądała rozmowa. Mówią, że przehandlował duszę za ponowny powrót do dostatniego życia. Gość jednak nie był głupi. Dusza to dosyć cenna rzecz. Zaczął studiować zjawiska paranormalne. Po paru latach znalazł fundację. Dużo czasu poświęcił by się tu dostać. A wiesz po co? Powiem Ci. Badał mnóstwo obiektów fundacji. Po to by ponownie skontaktować się z Mikem z reklamy i renegocjować umowę. W końcu użyl pewnego przedmiotu, mniejsza jakiego. Zwykły śmiertelnik kontaktujący się z mocami o jakich nie miał bladego pojęcia. Gadają ludzie, że Dr Gromko wynegocjował zmiany. Nie odda swojej duszy. W zamian za to raz w miesiącu odda duszę innego człowieka. Wiedział co robi. Na duszę czekałaby masa atrakcji. Ponoć prz tym katolickie piekło to jak wakacje na Teneryfie. Sny mu to pokazały… Pytasz skąd znam takie szczegóły? Nieważne, zresztą D-912 musimy się zbierać. Już idą by przeprowadzić twoją terminację, a potem długa droga przed nami. Nie krzycz. Kim jestem? Pardon, zapomniałem się przedstawić. Zwą mnie Mike Reliti.

Informacje o moim rzekomym "handlu duszami" są niedorzeczne. I odpowiadam ostatni raz. Nie, nie mam żadnych na sprzedaż. Zachowujcie się jak dorośli ludzie. Dr Gromko

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported