Rezonancja
ocena: +3+x

Teren wokół Prowizorycznej Strefy PL-37 od dawna był szczególnie ruchliwy, w porównaniu z minionymi latami. Miało to związek z obszernie prowadzonymi działaniami Fundacji, a dokładnie z eksploracjami, testami i rozbudowywaniem samej placówki, powstałej na zgliszczach dawnego Warsztatu, dawno już przywracając mu tym samym należytą świetność. Tym razem jeden szczegół wyjątkowo wyróżniał się spośród rutyny. Pomimo braku morza i jakichkolwiek zbiorników wodnych, o samej cieczy nie wspominając, przy Placówce zacumowany był… okręt. Co niezwykłe, stał właśnie na suchym lądzie, dookoła wałęsały się odziane w kombinezony ochronne postacie ludzkie i towarzyszące im przeróżne pojazdy stanowiące wsparcie techniczne w mniej lub bardziej określonych celach.


— … niebywałe. I wy wszyscy jesteście z tego… innego świata? Nieprawdopodobne, naprawdę, gdybym nie zobaczył, nie uwierzyłbym — Mężczyzna koło sześćdziesiątki, ubrany w połatany mundur zajmował główne miejsce w sali konferencyjnej Strefy PL-37.
— Nie będziemy ukrywać, że spotkanie się z panem jest dla nas wielkim zaszczytem.
— I wzajemnie. Miło jest wreszcie porozmawiać z kimś… z zewnątrz. Dziwnie to brzmi w tej sytuacji.
— Jeżeli nie sprawi to problemu, chcielibyśmy porozmawiać na temat pańskiej floty, dowiedzieć się nieco o jej historii i oczywiście o was samych. Nasza wiedza na temat pańskiego świata jest spora, jednak sam wątek… okrętów lądowych pozostawał dotychczas tajemnicą. Podobnie naprawdę cieszymy się, że możemy porozmawiać z jakąkolwiek osobą pochodzącą stąd, gdyż Pogorzelcy nie są zbyt rozmowni.
— Cóż. Nad Nomadami nie ma się co litować, dawno już stwierdziliśmy to i traktujemy ich nie inaczej, niż zwykłe szczury.
— Kwestia poglądowa… niemniej jednak chcę tylko powiedzieć, że każda informacja uzyskana od pana jest przez nas brana za pewną i prawdziwą…
— Nie mam zamiaru kłamać, dlaczego miałbym i jaki cel miałby temu przyświecać?
— W porządku… Zatem zamieniamy się w słuch.



Wojna wyglądała tak, jakby miała się nigdy nie skończyć. Śmierć stała się częścią codzienności, ludzie w większości porzucili nadzieję na to, że świat kiedykolwiek wróci do swojej dawnej postaci, a pokój był tylko celem kpin. Jeżeli apokalipsa miała nastąpić, to właśnie wszyscy w niej uczestniczyli.

Wraz z budową Molochów powstał drugi projekt. Miał on na celu zapewnić bezpieczeństwo cywilom i bronić dobytku niemal utraconej cywilizacji w obliczu klęski konfliktu, jaki miał miejsce. Projekt zakładał stworzenie schronienia dla wszystkich, kogo tylko dało się jeszcze ratować. I skąd ratować. Rozwiązanie musiało być uniwersalne. Mocne. Samowystarczalne. Mobilne.

Idąc za osiągnięciami techniki, wykorzystano najnowsze dostępne wówczas technologie. Użyte zostały odpadki, wielkie metalowe wraki rdzewiejące w dokach portów, niepotrzebne już nikomu, które wydawać się mogły już spełnić swój cel.

Zaledwie kilka miesięcy wystarczyło, aby wspólnymi siłami stworzyć dosłowne Arki, niczym Noe podczas powodzi, powstały one — okręty lądowe, statki napędzane przez tajemnicze Dzwony. Wielkie pancerniki, dotychczas stworzone, by siać śmierć i zniszczenie wtargnęły na ląd, umożliwiając przeżycie pozostałej przy życiu ludności Europy, która nie postradała zmysłów i nie dołączyła do plemion Pogorzelców. Barek powstało niewiele, ale każda z nich działała jako prawie samowystarczalne, mobilne miasto. Arki trzymały się zawsze w grupie, sunąc niemal w szyku przez zniszczone tereny kontynentu, szukając ocalałych przy życiu, a następnie, po wielu latach, bezcelowo tułać się po Pogorzelisku.



— Postaraliśmy się, aby na każdej Barce znalazła się dostateczna ilość ludzi mogących obsłużyć całą maszynerię, a w późniejszym okresie i tak, by większość mogła zastąpić braki. Każdy musiał coś umieć i wiedzieć, nikt nie działał przeciwko nikomu. Dobro Barek oznaczało dobro nas wszystkich. A także możliwość przeżycia. Problem dotyczył samych Dzwonów, ponieważ to one same stanowią samodzielną siłę napędową. Mało kto w ogóle potrafił zrozumieć zasadę ich działania, jednak już na samym początku było wiadomo, że coś nie jest tak, jak być powinno.
— W jakim sensie?
— Zauważyliśmy, że po czasie Arki zaczęły zbaczać z kursu, nie reagowały poprawnie na zadany kierunek. Okazało się, że natura Dzwonów w jakiś sposób wpływała na ich działanie. Zastosowaliśmy dosyć skomplikowany, ale prosty mechanizm… jak to było? Technicy to tak ciekawie mówili. Mechanizm zwrotnego sprzężenia rezonancji głównej częstotliwości umożliwiał stabilizację wahań harmonicznych głównego rdzenia… o. Niesamowite, że to pamiętam!
— Brzmi… abstrakcyjnie. Niech pan kontynuuje.
— Interesującą właściwością Dzwonów jest to, że pracując równolegle, niemal nie potrzebują zasilania z zewnątrz… dopóki ciągle pracują. Ponieważ ich rozruch jest stosunkowo ciężki, nie mogliśmy pozwolić sobie na zbyt częste postoje, a tym bardziej na wyłączanie ich. Dlatego postanowiliśmy po prostu podróżować po całym kontynencie, zachowując tym samym niemal samowystarczalne źródło napędu. To prawda, przeczy to wszelkim prawom znanej fizyki i zdrowego rozsądku tym bardziej, ale… skoro działa, dlaczego się nad tym zastanawiać?
— Niby tak. W zasadzie, dlaczego zdecydowaliście się podróżować po zniszczonej Europie, zamiast przenieść się gdzieś dalej, na inne kontynenty? Zakładamy, że cały glob nie został spaczony i niezdatny do życia.
— Podróż drogą morską za pomocą Barek jest paradoksalnie niemożliwa. Zamieniając je w maszyny napędzane Dzwonami, utraciły możliwość wodowania. Owszem, podjęliśmy próbę, ale Dzwony zaczęły się dziwnie zachowywać i jeden z naszych poszedłby szybko na dno, pomimo iż Okręty nadal powinny posiadać swoją jakąkolwiek wyporność. Im dalej na wschód, tym gorzej. Nie wiedzieć czemu, całe tamtejsze rejony są znacznie zimniejsze, niż powinny być, przez co nie nadają się do życia nie tylko ze względu na zatrucie, ale też temperaturę. Przedostanie się do Ameryki drogą lądową… nie sądzę, że to byłoby możliwe, zakładając brak pewności co do zamarznięcia cieśnin…
— A co z Azją, Afryką?
— Wojna w Afryce była równie mordercza, co u nas, jednak ich wykończyły inne rzeczy, niż nas Molochy… i tak nie ma czego szukać. Natomiast Azja… Cóż, zrobili to, co mogli.
— To znaczy?
— Chyba wiedzieli, co się szykuje. Kilkukrotnie chcieliśmy przedostać się w tamte rejony, ale zatrzymał nas… nietypowy pas umocnień… mury, doły, Arki nie dałyby rady się przez to przedostać… Podobnie jak same Molochy. Tak czy owak, tam dalej, jakaś kolebka cywilizacji mogła jeszcze pozostać przy życiu, jeśli pominiemy Amerykę…
— Rozumiem. To nieco daje nam pole do manewru przy planowaniu kolejnych operacji ekspedycyjnych. Natomiast chciałbym się dopytać o inny, interesujący nas szczegół. Dawno temu doszło do incydentu, podczas którego po raz pierwszy mieliśmy z wami styczność, nie zdając sobie z tego sprawy. Mowa tu o sytuacji, w której wasza flota dopuściła się ataku na miejscowość, w której stacjonowała nasza ekspedycja, a która to została zaatakowana przez Pogorzelców.
— Ależ w żadnym wypadku, atak nie był naszym zamierzeniem! Wykryliśmy dziwny, nietypowy sygnał akustyczny dobiegający z tamtego rejonu, a nietypowy nawet jak na działalność Nomadów, zatem chcieliśmy się dowiedzieć, co jest jego źródłem. Dostrzegliśmy nasz pojazd i sądziliśmy, że wyprawa powróciła z powodzeniem, jednak po chwili zniknął.
— "Wasz" pojazd?
— Chyba nie muszę mówić, że Guichard był bardzo znaną personą, natomiast dobrze wiedzieliśmy, gdzie się schował, jednak nie do końca byliśmy świadomi, nad czym pracuje. Gdy dowiedzieliśmy się o zniszczeniu jego pracowni, postanowiliśmy sprawdzić, czy przeżył. Na miejscu nie zastaliśmy żywego ducha, pełno ciał Nomadów, zniszczonych maszyn i stertę gruzu. Przeszukiwaliśmy kilka tygodni to miejsce i znaleźliśmy sporo notatek, planów oraz zgadzających się z nimi urządzeń. Nasi uczeni przeanalizowali te dokumenty i odkryliśmy, iż Nicolas pracował nad maszynerią mającą przenieść go do… innego świata, z którego jak się okazuje, pochodzicie wy. Postanowiliśmy podjąć się prac w tym kierunku i stworzyliśmy z posiadanego czołgu pojazd, mogący przenieść jego załogę do waszego świata, a następnie z niego wrócić.
— Przepraszam, ale jeżeli dobrze rozumiem… to wy zbudowaliście 293?
— Słucham?
— Wasz pojazd jest w naszym posiadaniu, jednak w chwili odnalezienia po jego załodze nie było ani śladu. Wygląda na to, że zaginęli.
— Czas, przez jaki nie wracali już dawno nas utwierdził w tym fakcie. Jednakże pojawienie się go… podczas gdy to byliście wy… dał jakąś nadzieję, o którą tak ciężko w obecnych czasach.
— Co by wam dało przeniesienie się do nas?
— Chcieliśmy dokończyć to, czego chciał dokonać Guichard. Później prawdopodobnie zastanowilibyśmy się nad dalszymi krokami, jakiekolwiek by one nie były.
— Nie pragnęlibyście powrotu do normalności, opuścić wasze Arki i móc ponownie, swobodnie oddychać czystym powietrzem pod błękitem nieba?
— Kusząca propozycja, jednak…
— Jednak?
— Musiałbym o tym porozmawiać z resztą i przedstawić sytuację. Jaka jest wasza oferta?
— Możemy spróbować zapewnić wam dogodne, bezpieczne warunki do zamieszkania w naszym świecie, podjęlibyśmy kroki przystosowawcze, aby uniknąć szoku cywilizacyjnego, gdyż nie ukrywam, ale nasza rzeczywistość różni się od waszej o cały wiek. Poznalibyście podstawy, otrzymali dokumenty, bylibyście pod naszym okiem… ale ponownie wolni.
— A co wam z tego przyjdzie?
— Oczekujemy i pragniemy tylko jednego, Monsieur Commandant. Wiedzy. Przekażcie nam, co sami wiecie, porównamy nasze wersje, pozwólcie nas oprowadzić i zbadać wasze Arki.
— Nie jest to zbyt wysoka cena za wolność. Brzmi dobrze.
— Bardzo się cieszę i dziękuję za współpracę.
— To ja dziękuję. Naprawdę, dziękuję.


Akcja relokacyjna została przeprowadzona na około 200 mieszkańcach "Okrętów Lądowych", z czego 8% zdecydowało się pozostać w wymiarze Theta-Rho-14. Pozostała część została objęta opieką w ramach procesu asymilacji ze społeczeństwem i rozlokowana po kontrolowanych osiedlach, zarządzanych przez firmy przykrywkowe Fundacji. "Okręty Lądowe" zostały dogłębnie przebadane przez personel techniczny i trwają prace nad sporządzeniem dokumentacji projektowej dla sukcesywnego wykorzystania technologii Dzwonu przez Fundację. Ekspedycje mające na celu odkrycie i poznanie pozostałej części świata Theta-Rho-14 ze względu na trudności logistyczne pozostają obecnie w fazie planowania.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported