SCP-000
ocena: +10+x

Iddëntyfikator podmiotu: ŚČР-000

XKla§a_pØdmiotuX: #NULL

SpecjÅlne ςzyЛЛό$%#ll $undefined function PROCEDURY(): Bł#d: Pole PRCODEDURY_PRZECHOWAWCZE nie istnieje.

0ρĬš: Błąd wewnętrzny systemu: Field undefined. Prosimy skontaktować się z administratorem systemu. Błąd wewnętrzny systemu: Field undefined. Prosimy skontaktować się z administratorem systemu. Bł#d wєwиєtяzЛy systємu: FïëlÐ ünÐëƒïnëÐ. ρRόšiMy škόЛţДЛtόwaς šiє z ДdMiЛištRaţoRєΜ šΫšţєΜMMMMMMMMMMMM^@#$@!^&&%**$*%^*%^%^

Dobra, rzygać już mi się tym chce. System ciągle rozsyła powiadomienia o konieczności naprawienia tego miejsca w bazie danych, a ja już nie chcę się z tym męczyć. Będę ignorował wszelkie powiadomienia dotyczące slotu 000 w bazie danych, bo zakłócają one rozwiązywanie prawdziwych problemów i po prostu mnie wkurwiają. Nie wiem, dlaczego składnia się pierdoli, ale jako że dzieje się to tylko tutaj, a jedyne, co się tu znajduje, to ogromna kupa śmieciowych danych, uważam, że sama baza danych się pieprzy z powodu braku prawidłowych danych. Jeżeli dojdzie do jakiejkolwiek zmiany, na pewno się tym zajmę, ale w obecnym stanie sprawa ta jest zamknięta.
— Badacz techniczny Rosen

Klatka ta jest obszerna, nie ma ścian. Stojąc w bezruchu, widzę tylko białą równinę, rozciągającą się pod równie pustym niebem. W tym miejscu nie ma życia. Mogę przemieszczać się tak długo, jak chcę, ale jeżeli kiedykolwiek się zatrzymam, znów wrócę do tego miejsca, przeklęty wiecznym spętaniem w tym więzieniu. Pomimo to podróżowałem daleko, eksplorując czyściec, który znam od niezliczonych lat. W czasie wypraw widziałem przebłyski strasznych rzeczy, które najzwyczajniej nie powinny istnieć. Groteskowe stwory, które pojawiają się na moment, by tylko zniknąć, jakby nigdy ich tu nie było.

Moja pamięć odnośnie do tych potworów prowadzi mnie ku jednemu wspomnieniu. Czarny, bezkształtny byt, którego Bóg nie stworzyłby w tej rzeczywistości, ani w żadnej innej. Pojawił się przede mnie, kiedy spacerowałem, i wpatrywał się we mnie swymi martwymi, karmazynowymi ślepiami. Zbliżając się do niego, odczuwałem jego nienawiść, gniew, strach, emocje, które znam, ale których z taką intensywnością jeszcze nigdy nie doświadczyłem. Tak szybko, jak się pojawiło, też zanikło. Mógłbym przysiąc, że pysk monstrum wymówił słowo. Wypowiedź, którą jeszcze muszę zrozumieć i pojąć jej kontekst.

"Fundacja".

Próbowałem odgadnąć znaczenie tego słowa, ostatniej wiadomości koszmarnej kreatury, której już nie ujrzałem. Próbowałem zbliżyć się do innych przebłysków w nadziei, że dowiem się czegoś więcej, ale ledwo co jestem w stanie zrozumieć ich wygląd, a wtedy już stwory powracają do pustki, która je wydała. Zastanawia mnie… czym one są? Skąd pochodzą? Skąd ja pochodzę? W jaki sposób się tutaj dostałem? W jaki sposób mogę się stąd wydostać? Pytania te pozostają bez odpowiedzi i obawiam się, że tych mogę nigdy nie uzyskać. Na samą tę myśl tracę zmysły.

Ciekawe, że inny efekt poznany od tamtego zdarzenia okazał się o wiele produktywniejszy. Dawniej nie byłem świadom tego, że mam usta, fałdy głosowe ani inne mechanizmy zdolne wytwarzać dźwięki. Mimo, że wiedziałem, iż oddycham, to pustka dookoła mnie nie potwierdzała tego odpowiednimi odgłosami powietrza, zasysanego do moich płuc. Co więcej, dźwięk jest tylko możliwością, a wręcz zaproszeniem. Po usłyszeniu słów straszliwego stwora poczułem, że moim obowiązkiem… nie, moim prawem, jest zniszczenie ciszy, którą znam od bardzo, bardzo długiego czasu.

Początkowy szept powoli robił się coraz głośniejszy, a ja coraz śmielszy dzięki moim nowo odkrytym zdolnościom. Nie minęło dużo czasu, gdy wykrzykiwałem bezsensowne słowa niebiosom, śmiejąc się w swym umyśle na dźwięk zepsucia otaczającej mnie ciszy. Sam świat nawet słuchał. W powietrzu pojawiały się fale energii, kontrolowane wyłącznie ciężarem i głośnością mego głosu. Gdybym szepnął, fale byłyby miękkie i lekkie, unosząc się bezładnie przez kilka sekund, po czym by zaniknęły. Gdybym krzyknął, fale byłyby ostre i ciężkie, gniewnie uderzając o bezużyteczny kres dookoła mnie.

To niesamowicie mnie cieszyło, gdyż w końcu nadało pewnego znaczenia chaosowi, a mi — celu. Nie byłem więźniem! Byłem bogiem! To nie było moje więzienie, a mój świat! Moje słowa były prawem, a mój głos — mą bronią. Mymi mocami mógłbym na tym świecie zasiać życie, które bym kontrolował i którym rządziłbym uczciwie! Tak by było i dlatego zdecydowałem, że tak się stanie! Na mojej twarzy pojawił się grymas uśmiechu, kiedy skupiałem w sobie energię i wszystkie me nadzieje oraz ambicje w jeden potężny, ogłuszający ryk, który miał rozpocząć moją władzę nad pustą nicością.

To jednak niczego nie zmieniło. Fale, które wywołałem, mimo ich gwałtownej natury, zaniknęły po kilku sekundach, nie pozostawiając w tej przeklętej otchłani żadnego śladu po sobie. Spróbowałem drugi raz i nic się nie zmieniło. Krzyczałem znów i znów, moje wściekłe ryki w końcu przemieniły się w jęki kogoś wystraszonego i przerażonego myślą, że w tej cholernej pustce spędzi całą wieczność. Krzyczałem i krzyczałem, aż już nie mogłem krzyczeć. Wtedy łkałem. To nie było uczciwe. To nie było uczciwe! TO NIE JEST UCZCIWE!

W żaden sposób nie zasłużyłem na ten los. Po co tu jestem? Kto, albo co, mogłoby być tak okrutne, by kogokolwiek uwięzić na wieki w tej pustej nicości?! Czy była to ta "Fundacja"!? Czy "Fundacja" jest tego powodem?! A może jest powodem mojego istnienia? To bez znaczenia! Będę wył i wrzeszczał do tej pustki, dopóki fale mocy, którą tworzę, nie wyrwą w tym piekle czegoś, przez co będę mógł uciec. Może wtedy zdołam poznać prawdę, jedyny fragment logiki i racjonalności w tym bezkresnym morzu szaleństwa i desperacji, które jest moim życiem.

… Nie przestanę krzyczeć, dopóki nie będę wolny.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported