
IDENTYFIKATOR:
7900
KLASA PODMIOTU:
EUCLID
SPECJALNE CZYNNOŚCI PRZECHOWAWCZE: SCP-7900 został otoczony 5 km strefą wykluczenia. Codziennie prowadzone są patrole okolicznych wód przez zespoły rekonesansowe.
Dostęp do podziemnej sieci pod SCP-7900 jest możliwy wyłącznie dla personelu przeszkolonego w nawigacji po anomalnych przestrzeniach. Eksploracje muszą być przeprowadzane w zespołach składających się z czterech lub więcej osób w celu ograniczenia możliwych efektów dezorientacji. Wszystkie zespoły eksploracyjne mają się trzymać z góry ustalonych tras — odstępstwa od nich muszą być wcześniej zatwierdzone. Po wydarzeniach opisanych w DODATKU C, w całej sieci zainstalowane zostały czujniki ruchu.
W przypadku kiedy personel zgubi się lub oddzieli od reszty zespołu pod SCP-7900, zaleca mu się, aby znalazł zamkniętą przestrzeń lub zabezpieczył punkt obserwacyjny i czekał na pomoc. Wytwarzanie nadmiernego hałasu jest odradzane.
Wszystkie informacje dotyczące SCP-7900 lub innych powiązanych z nim zjawisk należy przekazać Departamentowi Badań Waleni.
UWAGA: Czynności przechowawcze mogą być nieaktualne i zostały oznaczone jako wymagające rewizji. Zobacz DODATEK D.
OPIS: SCP-7900 to Notre Dame de la Mer, klasztor założony w 1208 roku n.e. i miejsce wielu anomalnych zjawisk. SCP-7900 leży siedem kilometrów od wybrzeża Normandii we Francji na skalnej wysepce otoczonej przez głęboką wodę.
SCP-7900 został początkowo zbudowany jako garnizon wojskowy dla armii francuskiej w pierwszej wojnie stuletniej (1159–1259) ze względu na jego strategiczne położenie, jednak krótko po tym został przemianowany na instytucję katolicką. Ze względu na swoje odseparowanie od lądu, SCP-7900 szybko zyskał reputację miejsca duchowego leczenia i kontemplacji. SCP-7900 był trudny do odwiedzenia, dlatego też zamieszkiwała go jedynie niewielka wspólnota duchownych, którzy na stałe zamieszkiwali wysepkę.
Świadomość publiczna o SCP-7900 powoli zanikała z biegiem czasu przez swoją izolację i narzuconą sobie samotność jej mieszkańców. W pewnym momencie kontakt między ludnością SCP-7900 a kontynentem europejskim został całkowicie odcięty, a religia praktykowana na wysepce znacznie odeszła od tradycyjnego katolicyzmu. Na początku XIII wieku, SCP-7900 pozostawał w publicznej świadomości jedynie jako mit i od tamtego czasu nie widniał w publicznych zapisach aż do odkrycia go przez Fundację pod koniec XIX wieku.
W nieznanym czasie (najprawdopodobniej pod koniec XII wieku, opierając się na architektonicznym stylu), zbudowana została romańska katedra, podobna do innych katedr tamtego okresu czasu. W ciągu najbliższych stuleci, do początkowego budynku dobudowano różne elementy, w tym dzwonnicę, kwatery mieszkalne i kryptę.
Podczas gdy reszta kontynentu rozwijała się w gotyckim stylu architektonicznym, przyszłe dobudówki do SCP-7900 były wyjątkowe pod względem estetycznym, choć były ograniczone przez skąpe zasoby dostępne na wysepce. Jego konstrukcja ostro kontrastuje z kontynentalnymi katedrami przez wykorzystanie płynnych kształtów, znaczne ograniczenie naturalnego światła i kładzenie nacisku na niebieską barwę.
Pozyskane gobeliny, murale i obrazkowe witraże silnie kładły nacisk tematyczny na spokój związany z tonięciem.
Ogromny tympanon nad wejściem do głównej katedry przedstawia rytualne, zbiorowe utonięcie ponad pięćdziesięciu osób. Wewnątrz, malowidła ścienne i witraże przedstawiają śmierć, oczyszczenie i ostateczną przemianę duszy po utonięciu, często w połączeniu z obrazami życia morskiego, na przykład waleni czy półwodnych ludzkich hybryd. Odnaleziony w krypcie gobelin przedstawia grupę misjonarzy odkrywających rozległą zalaną jaskinię zawierającą zakonserwowane wielorybie truchło.
Z kwater mieszkalnych w SCP-7900 pozyskano różne metalowe ciężarki, które przypuszczalnie były wykorzystywane do pomocy w tonięciu. Do ściany za ołtarzem katedry przymocowana była wielorybia czaszka niezidentyfikowanego gatunku, wizualnie przypominająca tą należącą do wieloryba szarego.1 Żuchwy pozyskane z krypty miały wygrawerowane na swojej powierzchni imiona i daty, niektóre z nich sięgały nawet lat 50-tych XIX wieku.2
Liczne połączone skamieliny otaczające wysepkę, sugerując obecność nietypowo dużej ilości życia morskiego w całej historii SCP-7900. Obecnie wysepka jest w większości pozbawiona życia.
W momencie odkrycia, SCP-7900 był opuszczony. Od tego czasu stał się kluczowym zasobem Fundacji w prowadzeniu badań kulturowych regionu, pomagając w prowadzeniu kroniki bogatego, aczkolwiek mrocznego okresu historii Francji.
DODATEK A: Pod SCP-7900 znajduje się rozległa sieć tuneli zbudowana w nieznanym momencie historii SCP-7900. Sieć została odkryta podczas wykopalisk archeologicznych wokół podstawy wysepki. Tunele nie zostały jeszcze w pełni zbadane, jednak do tej pory zespoły badawcze zmapowały ich ponad 150 kilometrów. Szacuje się, że całkowity rozmiar sieci wynosi od 600 do 1000 kilometrów. Większość tuneli zdaje się być naturalnie utworzona, jednak znacząca ich część została wzmocniona złożoną i zaawansowaną architekturą.
W przeciwieństwie do naziemnych części, materiały budowlane użyte w tunelach są obce dla wyspy, w większości składając się z rzadkiego białego steatytu i kości wielorybiej. Wzmocnienia wykonane przez człowieka ciągną się sporadycznie do około 400 metrów pod ziemią, pomimo braku możliwości wykonania takich konstrukcji, biorąc pod uwagę technologię dostępną w czasie użytkowania SCP-7900.
W trakcie początkowych eksploracji odkryto, że sieć wywiera anomalny efekt, który powoduje, że osoby mają większe niż przeciętnie prawdopodobieństwo zgubienia się wewnątrz tuneli, nawet przy użyciu zaawansowanego wyposażenia nawigacyjnego. Uratowany personel konsekwentnie zgłaszał, że zgubił się z powodu nieanomalnych czynników, takich jak awaria sprzętu, dezorientacja lub niestabilna aktywność geologiczna, jednak powtarzające się incydenty sugerują anomalną ingerencję.
Efekt ten został zaobserwowany, gdy Specjalna Formacja Operacyjna MAMMOTH, zespół rekonesansowy wyspecjalizowany w podziemnej eksploracji, nie nadała żadnego sygnału przez ponad trzy godziny, gdy znajdowała się pod SCP-7900. Trzy dni po utraceniu z nim kontaktu, zespół został uznany za utracony w akcji, jednak zostało krótko po tym odnaleziony przez patrole ratunkowe.
Podczas odprawy członkowie zespołu opisywali dezorientację przy próbie powrotu na powierzchnię drogą, którą przyszli. Trzymając się standardowego protokołu, rozpoczęli metodyczną eksplorację poprzeczną aż do momentu dojścia do zalanej jaskini (przedstawionej na zdjęciu), która ciągnęła się w dół na nieznaną głębokość.
Podczas opracowywania planu ratunkowego, wielu członków zespołu zgłaszało słyszenie wokalizacji podobnej do śpiewu wielorybów wydobywających się z wody. Bliższe badania nie wykazały żadnych potencjalnych źródeł dźwięku, jednak zespołowi udało się pozyskać zestaw metalowych ciężarków podobnych do artefaktów znalezionych na powierzchni. Wokalizacje były opisywane jako nabierające na intensywności, wzmacniane przez ściany jaskini, co ostatecznie zmusiło zespół do wycofania się z groty.
Poniżej znajduje się fragment z oświadczenia Ricka Costellosa, głównego specjalisty ds. wyburzeń z SFO MAMMOTH, na temat incydentu:
Ja z Urchekiem rozstawialiśmy szpikulce do przeczesywania radarowego. Misję szlag trafił, więc próbowaliśmy znaleźć słaby punkt w skale do przeprowadzenia kontrolowanego wybuchu, który mógłby albo oczyścić nam drogę, albo przynajmniej zaalarmować was o naszym położeniu.
Tanner3 powiedziała nam, żebyśmy zeszli nieco w dół nachylenia, aby zwiększyć zasięg obrazu, skoro zostało nam dość dużo czasu przed padnięciem wszystkich baterii. Znaleźliśmy się około 15 metrów od reszty zespołu, kierując się w stronę wody.
Potem usłyszałem coś — brzmiało jak skowyt. Spojrzałem na Urcheka, a on wzruszył ramionami. Znowu to usłyszałem. Było głośniejsze, ale mniej ostre. Jaskinia odbijała echo, więc nie mogłem wskazać kierunku jego źródła. Rozglądaliśmy się, myśląc, że to pewnie dzikie zwierzę albo może człowiek. Potem Urchek krzyknął i zobaczyłem jak w kącie oka przewraca się do tyłu. Podbiegłem do niego. Wskazywał na wodę, twierdząc, że widział coś w niej. To — to był wieloryb, powiedział. Spoglądał na niego.
Pomogłem mu wstać i razem przeskanowaliśmy okolicę pod kątem ruchu. Nic. Znowu usłyszeliśmy ten dźwięk, tym razem wyraźnie dobiegał z wody — długie zawodzenie, po którym następowały krótkie kliknięcia i pęknięcia. Widzieliśmy drobne fale na wodzie i powiedziałem Urchekowi, żeby poszedł po Tanner. Uciekł z podkulonym ogonem. Ja natomiast zostałem. Nie bałem się. Czemu miałbym się bać? To coś chciało tylko uratować moją duszę.
Zdjęcia jaskini odpowiadały opisom boskiej groty przedstawionej w dokumentach pozyskanych z SCP-7900. Późniejsze eksploracje nie zdołały zlokalizować jaskini.
DODATEK B: Dwa miesiące po incydencie, zgłoszono nieobecność Costellosa na jego stanowisku przy innej niepowiązanej anomalii. Kilka dni później, ochrona stacjonująca w SCP-7900 odnotowała ślady spalenizny na wejściu do podziemnej sieci tuneli, które zdawały się tworzyć ścieżkę prowadzącą do systemu jaskiń. Emelie Tanner i pozostali członkowie SFO MAMMOTH zostali wyznaczeni do zbadania tego, biorąc pod uwagę ich poprzednie doświadczenie z anomalią.
Poniżej znajduje się zeznanie Emelie Tanner na temat incydentu:
Znałam Ricka od bardzo dawna. Był jednym z sześciu oryginalnych członków Mammotha. Jedyny też, który przeżył studnie grawitacyjną Mystery Spot — uratował moje życie więcej niż jeden raz. Był twardym gościem, to chciałam przez to powiedzieć.
Dwadzieścia lat w tym zawodzie i nigdy nie widziałam kogoś, kto tak rozpadłby się na kawałki tak jak Rick.
Otóż od jakiegoś czasu zachowywał się dziwnie. Opowiadał na nasze pytania z pewnym opóźnieniem, czasami nawet w ogóle nie odpowiadał. Biorąc pod uwagę jego pozycję w zespole, bałam się, że może kogoś lub siebie skrzywdzić.
Mieliśmy robotę w Brazylii, więc uznałam, że to albo malaria albo coś innego. Kazałam mu zostać w obozie i powiedziałam, że ma w nim czekać aż lekarze będą mogli przylecieć z São Paulo, zanim znowu zacznie pracować z dynamitem. Nie było nas może 12 godzin. Kiedy wróciliśmy, nie było go już. Po prostu wstał, zabrał swoje rzeczy i poszedł sobie.
Przeszukaliśmy okoliczny obszar, ale niczego nie znaleźliśmy. Wpisaliśmy go na listę jako kolejną ofiarę tego zawodu. To okropne, ale trzeba się do tego przyzwyczaić. Byliśmy w trakcie pisania raportu, kiedy do nas zadzwoniliście. Powiedzieliście, że znaleźliście coś w 7900 i że jesteśmy potrzebni.
Następnego dnia byliśmy na miejscu. I zanim spytacie, ruszyliśmy za śladami spalenizny. Jasne, myśl, że może to być pułapka, przeszła mi przez głowę, ale uznałam, że to i tak lepsza opcja niż zgubienie się jak ostatnio. No i byliśmy uzbrojeni po zęby oraz otrzymaliśmy tymczasowy status zespołu ogniowego. Więc nie byliśmy wcale taką bezbronną ofiarą, co wchodzi w pułapkę.
Zajęło nam pół godziny przeprawy przez kręte tunele i perłowo-białe płaskorzeźby, żeby znaleźć koniec ścieżki, tuż przy ujściu zalanej groty.
Włączyłam latarkę i zobaczyłam Ricka siedzącego kurwa na brzegu wody. Mój Boże, gdybyście mogli go zobaczyć. Jego oczy były całe mlecznie białe i nie odpowiadał. Zauważyłam, że jego nogi od kolan w dół były zanurzone w wodzie. Kiedy go wyciągaliśmy zobaczyłam, że jego skóra zdążyła już zgnić aż do kości — nie wiem jak długo musiał tam siedzieć, żeby do tego mogło dojść.
W ręce trzymał wypaloną flarę awaryjną, co bez wątpienia była narzędziem do zrobienia śladu. Jego ubrania były poszarpane, a on sam wyglądał na wycieńczonego. Zrobiliśmy szybką kontrolę medyczną, ale pod ręką mieliśmy tylko podstawowe środki, więc nie mogliśmy nic więcej zrobić. Powiedziałam mojemu zespołowi, żeby wciągnąć go na górę — jego szanse na przeżycie nie wyglądały zbyt dobrze, a nawet jeśli udałoby nam się uratować go, nigdy więcej nie mógłby już chodzić. Ulżyło mi natomiast, że przynajmniej nie umarłby tam w samotności.
Gdy mój zespół ruszył w górę tunelu, ostatni raz rzuciłam okiem na zbiornik. Tylko pobieżne sprawdzenie, jakie robiłam już z milion razy.
To właśnie wtedy moje oczy ujrzały anioła.
Ślady wypalone przez Costellosa zostały użyte do zmapowania niezawodnej ścieżki do zalanej groty, najwyraźniej omijając niestabilną topologię sieci tuneli. Przebadanie zbiornika wykazało istnienie dowodów na zamieszkiwanie go przez formy życia.
Ekspedycja nurkowa potwierdziła obecność przynajmniej jednego dużego organizmu morskiego, który zmarł niedawno i znajdował się w dobrym stanie. Za przyczynę śmierci uznano zagłodzenie. Organizm przejawiał znaczne zewnętrzne podobieństwa do rodziny Eschrichtiidae (płetwalowate), z kilkoma głównymi odstępstwami: zdeformowanymi oczami zagłębionymi w czaszce i pokrytymi naroślą skórną; całkowitym brakiem nozdrzy czy aparatu oddechowego; braku fiszbinów, choć obrażenia w jamie ustnej sugerują usunięcie ich po narodzinach; dwa ramiona, blade i kościste, rozciągające się z obu stron tułowia i zakończone dłońmi podobnymi do ludzkich.
Ze względu na jego rozmiar, wyciągnięcie go z jaskini uznano za niemożliwe, a wszystkie badania musiały być przeprowadzane przez zespoły przystosowane do ciągłej pracy pod wodą. Gatunek tego osobnika został nazwany szarym apostołem (Eschrichtius apostoli) na polecenie kierowniczki badań SCP-7900, Julii Ngo.
Poniżej znajduje się informacja wysłana przez Dr. Ngo do całego personelu badawczego przypisanego do SCP-7900:
Natychmiast po obejrzeniu tego osobnika stało się dla mnie jasne, że mamy do czynienia z czymś o wiele większym niż to, z czym zaczynaliśmy.
Wszyscy zostaliście poinformowani o historii tego miejsca. Z pewnością widzieliście narzędzia używane w celach tortur. Malowidła ścienne i ich makabryczną treść. Podobnie jak ja, staliście na klifach i wpatrywaliście się w morze tak jak niezliczone inne osoby przez tysiąclecia. Co mogli widzieć, czego my nie widzimy? Co sprawiłoby, że uśmiechali się do zimnej i samotnej śmierci?
Wasi koledzy z pewnością powiedzieli wam o manii i indoktrynacji, jaka miała tu miejsce. Wszystko, co się tutaj wydarzyło, opisali jako otrzeźwiające przypomnienie o niebezpieczeństwach wynikających z działalności kultu na jego członków. Badamy Notre Dame de la Mer już od pół wieku. Powiedzą wam, że nic tu już więcej nie zostało do odkrycia. Bardzo się mylą.
To, co znaleźliśmy w Studni Diabła, jest czymś więcej niż dodatkiem do tego dokumentu. To klucz do wszystkiego. Ramiona po obu stronach wieloryba nie przypominają ludzkich — one są ludzkie. Pomijając rozmiar, są niemal idealnie zgodne genetycznie. A mamy powody, żeby wierzyć, że to nie wszystko. Jaskinia rozciąga się dalej poza ograniczenia naszych reflektorów. Na dole jest coś więcej. Zeznania sugerują występowanie żywych osobników, a ja zamierzam je odnaleźć.
Niewielki oddział ekspedycyjny, pod kierownictwem Dr. Ngo, został wysłany w celu przeprowadzenia eksploracji zatopionej części sieci jaskini i określenie obecności żywych organizmów. Eksploracja obecnie trwa.
DODATEK C:Kiedy oddział Dr. Ngo nie zgłosił się w ustalonym czasie, rozpoczęto przygotowanie kolejnych zespołów w celach ratunkowych. Zakładając, że zatopione tunele posiadają podobne anomalne właściwości co reszta sieci, zdecydowano o przeprowadzeniu dalszych eksploracji z większą ostrożnością. Podjęto szeroko zakrojone działania mające na celu przekształcenie terenu, aby zapewnić, że linia wzroku między członkami zespołu nie zostanie przerwana.
Okazało się to niezwykle efektywne, gdyż w ciągu kilku dni zespoły eksploracyjne odkryły ogromne ilości pozostałości archeologicznych wewnątrz zapieczętowanych komór. Pozyskane przedmioty przypominały artefakty znalezione na powierzchni, jednak charakteryzowały się wyższym stopniem zaawansowania technicznego. Prawie wszystkie dzieła sztuki przedstawiały tylko walenie.
Natrafiono na liczne kości tych organizmów znajdujące się w prawie idealnym stanie, z czego większość posiadała podobne do ludzkich górne części tułowia złączone z wydłużonymi dolnymi kręgami zakończonymi dobrze zachowaną płetwą. Pozostałości często mieszały się z większymi szkieletami waleni, zazwyczaj gromadząc się w okolicach żołądka.
Piątego dnia eksploracji, ekipy przekształcające teren odkryły niezwykle dużą komorę przypominającą szczelinę w ziemi, która rozciągała się na nieokreśloną odległość (przedstawiona na zdjęciu). Podczas rozważania dalszego sposobu postępowania z nią, członkowie ekipy zgłosili słyszenie śpiewu wieloryba dobiegającego z dna szczeliny.
Nadzorca Lee Dupont opisał poniższe zdarzenia:
Spoglądam w dół i mówię sobie "nie schodź tam, nie schodź tam, tam nic nie ma". To nie jest moja misja i to nie jest mój problem, prawda? W sensie, kiedy cokolwiek dobrego wynikło z tego, że grzebało się tam, gdzie was nie chciano?
Ale o to chyba chodzi, czyż nie? Byłem chciany. Chcieli mnie tam na dole. Oto gdzie się właśnie mylicie. To nie jest kolejny kult śmierci, to nie jest kolejna Alagadda. To nasz pierdolony bilet powrotny. To sposób na opuszczenie tego popierdolonego świata, w którym żyjemy.
Nie zabili Ngo i jej zespołu. Chcecie wiedzieć skąd o tym wiem? Ponieważ mi kurwa o tym powiedzieli. Mają sposób na to… przekazują ci coś w mgnieniu oka. Ciężko to wytłumaczyć, ale kiedy to się stanie, po prostu… wiecie co chcieli, żebyście wiedzieli. To jest jak obudzenie się ze snu. Rzuciłem spojrzenie tam na dół. Po chwili było już po wszystkim.
Mój zespół protestował przed schodzeniem w głąb, ale potem też to zobaczyli. Usłyszeli nawoływanie syreny. Na początku boimy się ciemności. Ale potem dorastamy. Odsuwamy zasłonę i odkrywamy, że nie było się czego bać. Ewoluujemy. A moja ewolucja czekała właśnie w tej jaskini.
Nie pamiętam wszystkiego, co tam widziałem. To było jak sen, nie potrafię przypomnieć sobie szczegółów. Jednakże nie zapomnę twarzy. Okropnych, zmumifikowanych, przerażonych. Miliony z nich głodowało do śmierci w tej dziurze. Nie było niczego do jedzenia po śmierci apostołów i po zakończeniu utopień. Widziałem twarze wyznawców, którym dano nowe życie i nową krew z wody. Widziałem Ngo w rozkoszy w swojej nowoodkrytej nieśmiertelności. Widziałem mój zespół krzyczący, kiedy przyjmowali błogosławienie Boga. Widziałem Ricka i Tanner i Urcheka. Widziałem także siebie w oddali.
Jednakże przede wszystkim widziałem Boga. Mojego Boga, który patrzył z góry spomiędzy pęknięć w skałach. Swoim wielorybim okiem, błękitnym jak szafir, więc pozwoliłem, aby jego pieśń oczyściła mnie i odrodziła na nowo. Pokłada w nas nadzieję. Dziedzicom jego Potopu.
Minęło dużo czasu, odkąd był widziany na powierzchni. Nie mogę się tego doczekać.
Lee Dupont został znaleziony przez personel ratowniczy kilka godzin później. Pozostałych sześciu członków zespołu przypisanego do Duponta uznano za zaginionych w akcji. Dalsze próby odnalezienia szczeliny opisanej w jego zeznaniach się nie powiodły, przypuszczalnie z powodu anomalnej ingerencji SCP-7900.
Struktura kostna Duponta zaczęła się przekształcać następnego ranka, a on sam został umieszczony w ciśnieniowym środowisku wodnym w celu zredukowania bólu i obserwowania zakresu cielesnych i psychicznych zmian. Utworzony został Departament Badań Waleni, aby udokumentować to i inne powiązane zjawiska.
DODATEK D: Niedawne ekspedycje odkryły podwodną szczelinę dzięki działaniom wyburzeniowym. Jednakże, badania wewnątrz komory nie wykazały żadnych oznak występowania w niej humanoidów, ani ogromnego walenia opisanych przez Duponta. Odciski w skałach sugerują obecność dużej liczby organizmów w przeszłości — jednak żadne nie były obecne w momencie jej odkrycia.
Jednocześnie, czujniki ruchu na wysokościach 400, 317, 288 i 199 metrów zostały przewrócone przez nieznaną siłę. Wykluczono możliwość wystąpienia ogólnych awarii technicznych, a ochrona na miejscu ogłosiła stan wyjątkowy Klasy Ekhi. Decyzją Szefa Ochrony Sebastiana Banksa, wejście do podziemnej sieci tuneli SCP-7900 zostało zawalone kontrolowanym wybuchem, zamykając system i zapobiegając potencjalnemu przełamaniu zabezpieczeń.
Poniżej znajduje się wypowiedź Banksa z odprawy:
Chcecie wiedzieć o jaskini. O to w tym wszystkim chodzi, prawda? Chcecie wiedzieć dlaczego zarządziłem moim ludziom pogrzebanie ostatnich sześciu miesięcy naszej pracy pod trzema tysiącami ton skał.
Coś przewróciło czujniki. I to szybko. Zbyt szybko, żeby był to pojedynczy byt. Cholera, nawet zbyt szybko, żeby była to ich grupa. Te tunele są wąskie, więc nie ma szans, żeby ktokolwiek mógł się wspiąć dwieście metrów w mniej niż minutę.
No chyba że to woda. To musiała być woda.
To pieprzona powódź nadciągająca z otchłani. Potop, prawda? Tak to nazwał Dupont? Tak, odsłuchałem tą taśmę. Zupełnie go pojebało, ale może miał co do czegoś rację. Znaleźliśmy coś okropnego i niesamowitego i pięknego tam na dole. Walczymy z tym, ponieważ się tego boimy. Ale musimy dać temu trochę czasu. Może trafimy w dziesiątkę. Kto wie co osiągniemy za dziesięć, dwadzieścia lat.
Nieważne. Już jest po wszystkim, bo jaskinia została zamknięta. Nic się stamtąd nie wydostanie przez następne tysiąc lat.
Mamy tylko czas, a woda jest cierpliwa.




