PlaguePJP: XLVI
Autorstwa PlaguePJP
Komora przechowawcza SCP-8596-1.
Specjalne Czynności Przechowawcze: SCP-8596-1 znajduje się w odludnym domu w Pine Barrens w stanie New Jersey w Stanach Zjednoczonych. Dwa razy w roku wybrany członek personelu Ośrodka 322 ma zostać wysłany do tego miejsca i przeprowadzać przesłuchanie z SCP-8596-1. Osoba ta powinna mieć przez cały czas przy sobie następujące przedmioty:
- Tabletki mnezyjne zażywane co godzinę, gdy znajduje się on w obecności SCP-8596-1;
- Broń nieśmiercionośną;
- Standardową kamerę przy ciele;
- Dokumentację SCP-8596.
SCP-8596-1 jest wyposażony w zaczepioną na szyi mechaniczną obrożę, w której znajdują się dwie małe Kotwice Rzeczywistości Scrantona. Obroża ta jest zdalnie monitorowana i kontrolowana przez konsolę monitorowania w Ośrodku 322. Jeśli SCP-8596-1 usunie swoją obrożę, personel powinien wcisnąć przycisk awaryjny na swojej kamerze i spróbować spokojnie opuścić komorę przechowawczą, aby powrócić do bazy.
Z SCP-8596-1 ma zostać nawiązana rozmowa, o ile ma on założoną obrożę. Jako były członek personelu Fundacji, oczekuje się okazywania wobec niego pewnego poziomu serdeczności celem zapewnienia obiektowi komfortu rozmowy.
Wszystkie przesłuchania powinny ostatecznie prowadzić przydzielony personel do pytania, czym jest SCP-8596. W rzadkich przypadkach SCP-8596-1 może sam zainicjować rozmowę na temat SCP-8596. Po zakończeniu wymiany zdań, wybrany członek personelu powinien grzecznie pożegnać się i opuścić komorę przechowawczą.
SCP-8596-1.
Opis: SCP-8596 to [ZMIENIONO].
SCP-8596-1 to humanoidalna istota identyfikująca się jako Dr Erik Ramsey. SCP-8596-1 początkowo był przechowywany jako obiekt anomalny w Ośrodku 322, zanim został zatrudniony jako specjalista od przesłuchań w ramach Programu Integracyjnego.
SCP-8596-1 jest manipulatorem rzeczywistości klasy III, wzmocnionym empatą i telepatą zdolnym do dowolnego modyfikowania lokalnej rzeczywistości. SCP-8596-1 potrafi odczytywać mimikę, zmiany fizjologiczne i procesy fizyczne każdej osoby, która wejdzie z nim w interakcję. Choć mocno jest to ograniczone, zdolności telepatyczne SCP-8596-1 pozwalają mu przeglądać wspomnienia pobliskich osób w czasie rzeczywistym, skrupulatnie robiąc przy tym notatki.
Po incydencie związanym z jego integracją w Ośrodku 322 odkryto, że SCP-8596-1 może dowolnie usuwać i wszczepiać wspomnienia wystawionym na niego osobom, choć nie może on bezpośrednio odczytywać wspomnień. W wyniku tego i negocjacji z kierownictwem Ośrodka 322, SCP-8596-1 został przeniesiony do swojej obecnej komory przechowawczej w Pine Barrens, domu zbudowanego przy użyciu jego zdolności manipulacji rzeczywistością.
Dodatek 8596.1: Przesłuchanie SCP-8596-1
Badacz George Ambrose został wyznaczony do przeprowadzenia przesłuchania z SCP-8596-1 w drugiej połowie 2024 roku. Otrzymał powyższą dokumentację SCP-8596 i w dniu 13 października 2024 roku został wysłany do komory przechowawczej SCP-8596-1.
TRANSKRYPCJA
«POCZĄTEK LOGU»
(Ambrose pośpiesznie wchodzi do budynku. SCP-8596-1 siedzi na kanapie, rozwiązując krzyżówkę na ten dzień. W kominku za nim tlą się kłody drewna. Spogląda na drzwi, po czym odwraca się do gazety.)
Badacz George Ambrose.
SCP-8596-1: Mam pieczeń w piekarniku. Powinna być gotowa za pięć minut.
(Ambrose chwyta krzesło i siada obok kominka. Drżąc, zdejmuje rękawiczki i wyciąga ręce w kierunku drewna.)
SCP-8596-1: Miałem pewne problemy z rozpaleniem ognia.
(Ambrose chwyta pobliską butelkę z płynem do rozpalania i oblewa nim kłody. Chwiejnie sięgając po swoją zapalniczkę, nie udaje mu się wykrzesać iskry. Za trzecim razem zapalniczka zapala się, a Ambrose przykłada płomień do kłód i siada z powrotem na swoim miejscu.)
Ambrose: Potrzebuję tylko minuty, Erik.
SCP-8596-1: Nadal możecie się tak do mnie zwracać?
Ambrose: Nawet nas do tego zachęcają. Dla lepszego kontaktu.
SCP-8596-1: Rozumiem. Niemniej jednak—
(SCP-8596-1 wstaje i podchodzi do piekarnika.)
SCP-8596-1: —pieczeń chyba jest gotowa. Masz ochotę coś zjeść?
Ambrose: Nie jestem głodny.
SCP-8596-1: Jak długo trwała tu podróż?
Ambrose: Dwadzieścia sześć godzin.
(SCP-8596-1 wyjmuje pieczeń, próbuje jej i kładzie na blacie.)
SCP-8596-1: Więc jednak jesteś głodny. A jeśli powiedziano ci, żebyś nic ode mnie nie brał, wyobraź sobie, jak wspólne zjedzenie posiłku przyczyniłoby się do "lepszego kontaktu".
(Ambrose bierze do ust tabletkę mnezyjną.)
(Ambrose i SCP-8596-1 siedzą naprzeciwko siebie, jedząc w milczeniu. Ambrose wyjmuje z kieszeni kartkę papieru i długopis.)
Ambrose: Możemy zaczynać?
SCP-8596-1: Rozmowę? Z przyjemnością. Tylko jedną chwilkę.
(SCP-8596-1 podchodzi do szafki z alkoholem. Wyciąga z zamrażarki butelkę burbonu i dwie szklanki. Nalewa drinka sobie i Ambrose'owi. Ambrose nie dotyka trunku.)
Ambrose: Imię.
SCP-8596-1: Wiesz jak mam na imię.
(SCP-8596-1 trzyma swojego drinka w powietrzu, zachęcając do stuknięcia kieliszkami. Ambrose ignoruje sugestię. Po chwili SCP-8596-1 wypija zwartość i nalewa sobie kolejnego drinka.)
Ambrose: Ma to na celu upewnienie się, że nadal znasz swoje imię.
SCP-8596-1: Erik, E-R-I-K, Ramsey, R-A-M-S-E-Y.
(Ambrose odnotowuje to.)
Ambrose: Wiek.
SCP-8596-1: Sześćdziesiąt cztery lata.
(Ambrose odnotowuje to.)
Ambrose: Czy miewałeś ostatnio jakieś myśli o przemocy?
SCP-8596-1: Dlaczego tu jesteś?
Ambrose: Aby przeprowadzić to przesłuchanie.
SCP-8596-1: Wiesz, Dyrektor Lague wpadł tu niedawno. Najwyraźniej prawie zniszczył 322 za pomocą jakiejś maszyny, którą zlecił stworzyć. Przed nim był Doktor Mooney, oskarżony o defraudację pieniędzy z użyciem jakiegoś automatu na gumy do żucia, która, jak twierdzą, pomaga w placówce. A przed nim był Julian po tym, jak jakiś stwór uwolnił się w jego sekcji. Nie przysłano cię tu ze względu na twoje zasługi; nawet z tą obrożą mogę to stwierdzić.
Ambrose: Wyciągnąłem najkrótszą słomkę.
SCP-8596-1: Jestem aż tak odrzucający?
(Ambrose milczy.)
SCP-8596-1: Co ci powiedzieli?
Ambrose: Że ci odwaliło.
SCP-8596-1: Nie tak bym to określił, ale niech im będzie.
Ambrose: Chcesz porozmawiać? Jasne. Może powiesz mi, co się wydarzyło?
SCP-8596-1: Może miałeś przyjemność poznać niejaką Leandrę Pollock?
DOCHODZENIE KOMITETU DS. ETYKI
OSKARŻONA: Doktor LEANDRA POLLOCK
STRESZCZENIE: DR POLLOCK została oskarżona o popełnienie następujących czynów:
- Doprowadzenia do śmierci Badacza TEDA FRANKLINA po tym, jak doznał załamania nerwowego;
- Próby pozbycia się zwłok FRANKLINA, które były pokryte anomalnymi materiałami badawczymi, wbrew wytycznym Departamentu Redukcji Odpadów Ezoterycznych;
- Grożenia personelowi ochrony anomalnym artefaktem w celu usunięcia nagrań wideo z incydentu;
- Zmuszania wspomnianego personelu ochrony do spożywania toksycznej mieszanki nieprzetworzonych środków amnezyjnych, co doprowadziło do trwałych komplikacji pamięci u osób dotkniętych;
- Dezercji.
SCP-8596-1: Moje zdolności, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, są zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem. Potrafiłem jednym rzutem oka po barze ocenić, z którą kobietą mam szansę spędzić noc po drgnięciu jakiegoś mięśnia na jej twarzy lub sposobie, w jaki jej oczy rozszerzały się w świetle. Nie zostałem jednak zatrudniony—
Ambrose: Zintegrowany.
SCP-8596-1: —zintegrowany bez powodu.
Ambrose: Nie przeczę temu.
SCP-8596-1: Przekleństwem całej mojej sytuacji jest właśnie to: zbyt dobrze znam ludzi. Przeczytałem ten raport Komitetu ds. Etyki i już wiedziałem, że to dla niej koniec. Ktoś się na nią po prostu uwziął. Już po samym rzuceniu na niego okiem to wiedziałem. Nawet z obrożą wciąż byłbym w stanie to dostrzec.
(Komora przesłuchań została zmieniona przez SCP-8596-1 i wygląda jak biuro Leandry Pollock.)
SCP-8596-1: Szczerze mówiąc, nie do końca lubiłem Teda.
(Pollock milczy.)
SCP-8596-1: Jest jedna rzecz, której zawsze nie lubiłem w tej placówce — nie żebym wiedział, jak wygląda to w innych — ale drażnił mnie fakt, że jest tu trochę za luźno.
Pollock: Można tak powiedzieć.
SCP-8596-1: Lubię profesjonalizm. Nawet jeśli jestem zmuszony do robienia tego czegoś z tobą, traktuję to poważnie. To jest moja praca.
Pollock: Też traktuję swoją pracę poważnie.
SCP-8596-1: Nie o to mi chodziło. Problemem Ośrodka 322 jest to, że nie przywiązuje wystarczająco wagi do profesjonalizmu. Paul spycha wszystkie prawdziwe problemy na biurko Dr. Coixa, który bawi się w łapanie "zabawnych" anomalii, tak jak dzieci łapią Pokémony.
Pollock: Hmmm.
SCP-8596-1: "Hmmm" co?
Pollock: Po prostu hmmm.
(SCP-8596-1 spogląda na Pollock.)
SCP-8596-1: Przypomina ci to kogoś?
Pollock: Ted miał swój charakter.
[2 GODZINY USUNIĘTE DLA ZACHOWANIA ZWIĘZŁOŚCI].
Pollock: Skupiał się na badaniach submolekularnych. Moim zadaniem było stworzenie sposobu na skuteczne rozbicie czegoś na poziomie atomowym. Coś, co Ośrodek 43 potrzebował, żeby ułatwić im pozbywanie się anomalnych materiałów.
SCP-8596-1: Czy kiedykolwiek udało ci się to ukończyć?
Pollock: Odłożyłam to na później.
(Cisza.)
SCP-8596-1: Rozumiem presję, pod jaką się znajdujesz.
Pollock: Co masz przez to na myśli?
(SCP-8596-1 pstryka palcami i kamery bezpieczeństwa znikają. Słyszalny jest tylko dźwięk.)
SCP-8596-1: Czy to zmniejszyłoby tę presję?
Pollock: […] Tak.
SCP-8596-1: Musisz ze mną współpracować, a ja będę w stanie zmniejszyć ją jeszcze bardziej.
Pollock: Mikrofon umieszczony na twojej piersi raczej nie pomaga w tym.
SCP-8596-1: Choć raz, to nie ja czytam w czyichś myślach.
(SCP-8596-1 wyłącza swój mikrofon.)
[MIJA 30 MINUT]
(Kamery i mikrofony aktywują się ponownie. Pollock leży na podłodze i płacze, podczas gdy SCP-8596-1 ją pociesza. SCP-8596-1 kiwa głową do jednej z kamer, po czym do pokoju wchodzi personel ochrony i wyprowadza Pollock. Układ biura rozpływa się, przypominając tym zanikające fale oceanu, gdy komora przesłuchań powraca do standardowego układu.)
Posłowie: Dr Leandra Pollock przyznała się do spowodowania incydentów, które doprowadziły do jej aresztowania.
Ambrose: I co w tym nie tak?
SCP-8596-1: Nie zrobiła tego.
Ambrose: Nie zrobiła?
SCP-8596-1: Ja tylko — rzekomo — umieściłem w jej pamięci wspomnienia wydarzeń i ona, cóż— została zlikwidowana.
Ambrose: Chryste Panie. Czemu zrobiłeś coś takiego?
SCP-8596-1: Już ci mówiłem, ktoś się na nią uwziął.
Ambrose: Miałeś ją tylko przesłuchać! Twoim obowiązkiem było wydobyć prawdę.
SCP-8596-1: To nigdy nie było moim obowiązkiem. Moim obowiązkiem było uzyskać odpowiedzi zgodnych z tym, czego chciała góra. Ktoś popełnił tę zbrodnię, wyjątkowo dobrze zatarł po sobie ślady i ktoś musiał za to polecieć. Inaczej wy — a raczej my — wyszlibyśmy na nieudolnych.
Ambrose: Nie na tym—
SCP-8596-1: Byłeś kiedyś w jednej z komór przechowawczych?
Ambrose: Dlaczego mnie o to pytasz?
SCP-8596-1: Byłeś?
Ambrose: Nie zdarzyło mi się.
SCP-8596-1: Założę się, że nikt z pracowników Fundacji nie spędził tyle czasu w komorze przechowawczej, co niektóre z przechowywanych tam "anomalii". Nawet z tyloma "udogodnieniami", które nam łaskawie dajecie, byśmy zupełnie nie postradali zmysłów, są to drakońskie warunki. Siedziałem w klatce osiem na osiem, z leżanką, za małą na mój wzrost. Co dostałem, żeby nie zwariować? Pęknięty telewizor z trzema kanałami informacyjnymi, trzy książki z krzyżówkami, możliwość rozmowy ze strażnikami przez około trzy minuty dziennie i odtwarzacz muzyki, tyle że bez żadnej muzyki. Wszystkie moje podania o jakoś płytę utknęły w "oczekiwaniu".
Ambrose: Nie wiedziałem.
SCP-8596-1: I to nawet nie było w tym wszystkim najgorsze! Moja kotwica rzeczywistości była podłączona do tego samego przełącznika, który kontrolował światło w moim pokoju. Błagałem i prosiłem o wyłączenie tych oślepiających, brzęczących świateł choćby na godzinę — na jedną godzinkę — żebym mógł zasnąć! Odmówili ze strachu, że ucieknę.
Ambrose: Przykro mi, ale—
SCP-8596-1: Nie zamierzam tam wracać. Nie ma niczego, co zmusiłoby mnie do powrotu tam.
(Uzbrojony personel ochrony okrąża SCP-8596-1, nakazując mu położyć się na ziemi z rozłożonymi kończynami.)
(SCP-8596-1 wygina szyję; broń personelu ochrony znika. Sektor zostaje zablokowany. Obiekt spogląda na pobliską kamerę bezpieczeństwa.)
SCP-8596-1: Puszczę ich wolno. Ale po tym, chciałbym porozmawiać z Dyrektorem Lague.
SCP-8596-1: Na szczęście ma miękkie serce dla anomalii. Doszliśmy do porozumienia.
Ambrose: I tak tu trafiłeś.
SCP-8596-1: Zgadza się. Pozwolono mi stworzyć dla siebie "komfortowe środowisko", zanim jak psu zawieszono mi to.
(SCP-8596-1 stuka w swoją obrożę.)
SCP-8596-1: Teraz co miesiąc dostaję regularne dostawy przedmiotów rozrywkowych, zapasy jedzenia co tydzień oraz ciszę i spokój. Stres związany z tkwieniem w wiecznym zamknięciu zniknął.
Ambrose: Ale nadal jesteś zamknięty.
SCP-8596-1: To tylko kwestia perspektywy. To dom, który zbudowałem własnym umysłem — stworzony dla mojej wygody i tylko dla mnie. Ty będziesz musiał wrócić do swojego samochodu, tkwić w nim przez kilka godzin, potem przesiądziesz się do samolotu na jeszcze dłużej, a następnie wrócisz do placówki, gdzie będziesz pracował przez co najmniej dziesięć godzin, zanim pójdziesz do swojego dormitorium w tej samej placówce, żeby następnego dnia obudzić się i zacząć wszystko od nowa.
Ambrose: Próbuję okazać ci trochę empatii.
(SCP-8596-1 stuka ponownie w swoją obrożę.)
Ambrose: Nigdy nie podobało mi się, co robimy z anomaliami. To jedna z tych rzeczy, których trzeba być świadomym, wiedząc jednocześnie, że jest to złe.
SCP-8596-1: Więc dalej pracuj w ramach systemu, nie zmieniając go.
Ambrose: Próbowałem to wyjaśnić, a nie usprawiedliwić.
SCP-8596-1: Wiesz, przez rok od kiedy zostałem zatrudniony—
Ambrose: Zintegrowany.
SCP-8596-1: —zintegrowany i przez kilka miesięcy wcześniej, kiedy tkwiłem w celi, nigdy nie spotkałem kogoś, kto byłby tak szczery jak ty.
Ambrose: Głównym celem dyrektora naszej placówki jest to, o czym mówisz.
SCP-8596-1: To samozabezpieczenie, ale w innej formie. Gdybyś chciał, mógłbyś odejść dzisiaj i wrócić do domu na zawsze. Gdybym ja spróbował tego, po zintegrowaniu, zostałbym z powrotem zamknięty w ciasnej celi. Paul nie przejmuje się mną ani żadną inną anomalią; dba tylko o to, jak go postrzegają. O wizerunek tego moralnego dyrektora ośrodka. Tylko on jest w stanie dogadać się z anomaliami i sprawić, żeby pracowały dla Fundacji. Renoma, jaką można dzięki temu zyskać jest wręcz astronomiczna.
Ambrose: Staram się, żeby moje osobiste opinie nie wpływały na organizację, która zapewnia mi stabilną sytuację finansową.
SCP-8596-1: Dobrze jest mieć kręgosłup moralny. Ktoś mógłby powiedzieć, że jesteś nieoszlifowanym diamentem.
Ambrose: Jestem tylko kolejnym trybikiem w maszynie.
SCP-8596-1: Mówiłem ci już, że takie opinie to rzadkość.
Ambrose: To nie żadnego znaczenia.
SCP-8596-1: A czemu to?
Ambrose: Puste słowa. Nadal dla nich pracuję. Więc znaczy to tyle, co nic.
SCP-8596-1: Nie wydaje mi się. Myślę, że wiesz, że ma to znaczenie. Większe niż nic.
Ambrose: Tak twierdzisz?
SCP-8596-1: Biorąc pod uwagę całą tę rozmowę, myślę, że ma naprawdę duże dla ciebie.
(Ambrose milczy. Po chwili przerwy bierze swojego drinka i wypija go. Nalewa sobie dużą kolejkę burbonu i znów go wypija.)
SCP-8596-1: Myślę, że znaczy o wiele więcej, niż byłbym w stanie powiedzieć z tą obrożą lub bez niej.
AKTA OSOBISTE
Badacz Kenneth Wilkins.
PLACÓWKA: Ośrodek 322
DEPARTAMENT: Departament Badań Wymiarowych
OBECNIE PROWADZONY PROJEK(TY): KENNETH WILKINS i GEORGE AMBROSE prowadzą badania nad procesem ułatwiającym podróże międzywymiarowe. Przy obecnych możliwościach Fundacji, podróże do alternatywnych, równoległych wymiarów wymagają albo niekontrolowanego i nadmiernego zużycia energii albo otwarcia wcześniej istniejącej Drogi międzywymiarowej przy użyciu anomalnej siły.
SCP-8596-1: Brzmi ciekawie.
Ambrose: Bo takie jest. Na początku było z tym dużo zabawy. Wcześniej nie znałem Kenny'ego zbyt dobrze. Wydaje mi się, że dołączyliśmy do Fundacji w tym samym roku, ale to by było na tyle. Tak się złożyło, że obaj nie mieliśmy nic do roboty i interesowaliśmy się alternatywnymi wymiarami. Całkiem dobrze się dogadywaliśmy.
(Badacz Wilkins siedzi, przeglądając raport na temat działania Dróg Biblioteki Wędrowca. Badacz Ambrose siedzi po drugiej stronie pokoju w swoim laboratorium, pisząc równania na kartce.)
Wilkins: Czy ktoś widział, jak otwiera się nową Drogę?
Ambrose: Do Biblioteki Wędrowca? One mają z tysiąc lat.
Wilkins: Mamy w zamknięciu parę tysiącletnich dziadków.
Ambrose: Nie ma szans, że pozwolą z którymś z nich pogadać, pomijając nawet fakt, że są w innych placówkach.
(Wilkins podchodzi do Ambrose'a i delikatnie kładzie dłoń na jego plecach, masując Ambrose'a okrężnymi ruchami.)
Wilkins: Coś się stało?
Ambrose: Stresuję się! Ile to już, trzy tygodnie—
Wilkins: Dziewiętnaście dni. Technicznie rzecz biorąc.
(Uśmiecha się.)
Ambrose: Świetnie. Dziewiętnaście dni i nadal nie mamy nic.
Wilkins: Mamy cały rok. Może dwa, jeśli uda nam się wybłagać na kolanach.
Ambrose: Ta, założę się, że dadzą nam tyle.
Wilkins: Nie dobijaj. Chyba tylko ja cieszę się z naszego długiego, wspólnego czasu tylko we dwoje.
Ambrose: Czy ja to sugerowałem?
Wilkins: Po prostu czytam między wierszami.
Ambrose: Więc czytasz źle.
Wilkins: Słuchaj, coś wymyślimy. W jakiś czy inny sposób.
(Wilkins całuje Ambrose'a w policzek i wraca na swoje miejsce.)
SCP-8596-1: Dobrze się dogadywaliście mówisz?
Ambrose: Ta, ta. Dogadywaliśmy się.
SCP-8596-1: Mało rzeczy mnie zaskakuje, przynajmniej, zanim zmusili mnie do noszenia tej biżuterii, ale zawsze intrygowali mnie mądrzy ludzie robiący mądre rzeczy. Możesz pokazać mi płytę główną, wyjaśnić, jak działa, wytłumaczyć, co robi i pokazać, jak każdy komponent to umożliwia, a ja w pełni to zrozumiem, ale gdybyś zapytał mnie, jak ktoś na to wpadł, miałbym pustkę w głowie. Więc jak odkryłeś podróże międzywymiarowe?
Ambrose: Co zabawne, rozwiązanie tkwiło w Drogach.
POSIEDZENIE RADY NADZORCZEJ
(Wilkins i Ambrose przedstawiają swoje odkrycia Radzie Nadzorczej.)
Wilkins: To wyglądające jak plama oleju coś to Droga. Jak większość z was zapewne wie, Drogi są bramami prowadzącymi do Biblioteki Wędrowca. Choć są anomaliami, Drogi klasyfikują się do dziedziny taumaturgii, co skłoniło naszych poprzedników do uznania ich za po prostu niemożliwe do odtworzenia. Jednak dzięki naszym obecnym odkryciom, udało nam się zsyntetyzować materiał używany do tworzenia Dróg.
(Ambrose włącza dygestorium. Pod wyciągiem zostaje wylana ze zlewki metaliczna, mieniąca się na tęczowo ciesz. W miarę jak substancja krzepnie, nabiera wyglądu przypominającego plamę oleju.)
Ambrose: Przed tą prezentacją umieściłem przedmiot w wymiarze, do którego prowadzi ta Droga.
(Ambrose sięga ręką do Drogi i wyciąga z niej zielone jabłko.)
Ambrose: Była to przekonująca prezentacja — wystarczająco przekonująca, żeby dostać trochę więcej od Departamentu Finansów i kilku młodszych badaczy do pomocy.
SCP-8596-1: Czyli przestał to być już czas tylko dla was dwojga?
Ambrose: W tym momencie wyprowadziłem się z dormitorium i zamieszkałem u niego. Moja siostra powiedziała, że to za szybko, ale czasami po prostu się to czuje.
SCP-8596-1: Rozumiem. Ale nie mogę pojąć, jak można przejść od tego, co zakładam, że było pustym wymiarem kieszonkowym do podróży międzywymiarowych.
Ambrose: Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, to wszystko magia.
POSIEDZENIE RADY NADZORCZEJ
(Wilkins i Ambrose prezentują swoje odkrycia Radzie Nadzorczej.)
Wilkins: Na poziomie technicznym, Drogi Biblioteki są zaprogramowane tak, aby prowadzić do Biblioteki i wychodzić w pożądanej lokalizacji w oparciu o częstotliwość. Każdy wszechświat emituje swoją własną częstotliwość, a każde miejsce we wszechświecie ma swoją własną częstotliwość aż do samych jego krańców; problem polega na tym, by odpowiednio je dostroić. Dla Bibliotekarzy jest to coś tak naturalnego, jak oddychanie, ale od nas wymaga znacznie więcej prób i błędów, zanim dostaniemy coś nadającego się do użytku.
(Ambrose sięga po drugą zlewkę z płynem, bierze pędzel i maluje na ścianie pod dygestorium Drogę wielkości drzwi. Wyciąga z kieszeni ostrze, szepcząc do niego w nieznanym języku. Ostrze promieniuje fioletowym blaskiem, gdy Ambrose przecina sobie dłoń, wycierając krew w dłoń i palce. Trzyma rękę blisko Drogi, starając się utrzymać ją, jak najbliżej się da. Wzdycha, gdy siedem świecących, fioletowych pasm energii wystrzeliwuje z nacięcia i łączy się z krawędziami Drogi. Zamyka oczy, a drugą ręką delikatnie popycha, ciągnie i skręca pasma.)
(Za Radą zaczyna powstawać szczelina w rzeczywistości. Ambrose pociąga za ostatnie pasmo i pojawia się druga Droga, wstrząsając pomieszczeniem. Wilkins przechodzi przez pierwotną Drogę, wychodząc zza Radą.)
(Para w milczeniu opuszcza spotkanie, idąc korytarzem. Uśmiechy rosną na ich twarzach. Wchodzą do windy, gdzie zaczynają świętować i przytulać się. Wilkins chwyta Ambrose'a za kark i z radością krzyczy mu w twarz. Para całuje się.)
SCP-8596-1: Niesamowite.
Ambrose: Bo takie to było, ale wciąż nie była to podróż międzywymiarowa. To był portal na Ziemi.
(Ambrose wypija trzecią szklankę burbonu. Nalewa sobie kolejną.)
Ambrose: Potrzebowaliśmy podróży międzywymiarowych. Zasadniczo jest to dość proste: wystarczy wybrać inną główną częstotliwość i zacząć od niej.
SCP-8596-1: Więc w czym tkwił problem?
Ambrose: Nieskończone wymiary. Nieskończone częstotliwości. Całe życie zajęłoby mi przeszukanie wszystkich dostępnych wymiarów, żeby znaleźć tylko jeden konkretny, nie mówiąc już o tym, czego oczekiwali Nadzorcy. To miała być część ich systemu wczesnego ostrzegania. Potrzebowali niemal dokładnych replik naszego wszechświata. Dokładne repliki są łatwe do znalezienia; wystarczy dostroić częstotliwość o mikrometr w górę lub w dół na trzecim pasmie. Ale prawie duplikaty? Istnieją, ale—
SCP-8596-1: Ale są ukryte pośród nieskończenie wielu innych.
Ambrose: W końcu znaleźliśmy jeden taki wymiar. Ale tylko jeden.
SCP-8596-1: Zapytam jeszcze raz, więc w czym tkwił problem?
(Autonomiczny dron wylatuje z Drogi. Obaj są rozczochrani i wyraźnie niewyspani. Światło wczesnego wschodu słońca oświetla pokój.)
Ambrose: Wygląda dobrze.
(Ambrose zapisuje częstotliwość.)
Wilkins: Dobrze? Wygląda idealnie!
(Wilkins podchodzi i przytula Ambrose'a, który ledwo odwzajemnia uścisk.)
Ambrose: Nie wiem, skąd ty masz tyle energii.
Wilkins: Coś nie tak?
Ambrose: Jestem wyczerpany.
Wilkins: Nie musisz mi mówić.
Ambrose: Myślę, że powinniśmy na tym dziś skończyć i wrócić do domu. Przed wszystkim złożę wniosek o wysłanie zespołu hazmat do zbadania drugiej strony.
Wilkins: Teraz? Teraz!? Chyba oszalałeś?
Ambrose: Może jeszcze nie w pełni, ale na pewno jestem na skraju.
Wilkins: Musimy tam wejść.
Ambrose: Czyś ty zwariował?
Wilkins: Trochę! Słuchaj, kiedy Fleming odkrył—
Ambrose: Nie wyskakuj mi tu z Flemingiem. To cios poniżej pasa.
(Wilkins uśmiecha się do Ambrose'a, który próbuje ukryć swój uśmiech za dłonią, zapisując notatki na podkładce.)
Wilkins: Kiedy Fleming odkrył penicylinę, chyba nie czekał na jakiś zespół hazmat i po prostu sam zaczął ją badać.
Ambrose: Technicznie rzecz biorąc, powiedział o tym innym ludziom, zanim zrobił z nią coś głupiego, tak jak ty chcesz zrobić z tym portalem.
Wilkins: Jeden raz i będzie po wszystkim.
Ambrose: Spójrz na mnie, kocham cię. Wiesz o tym. Ale to jest praca. To moja praca i traktuję ją bardzo poważnie.
Wilkins: Myślisz, że ja nie traktuję tego poważnie?
Ambrose: Nie to miałem na myśli. To jest nasza praca. Nasza praca ma standardy i procedury, których musimy przestrzegać. Niezależnie od tego, co dzieje się w naszym życiu osobistym, nie możesz wykorzystywać mojej miłości do ciebie do robienia czegoś, co jest niebezpieczne.
Wilkins: Wchodzę. Nie zamierzam zmarnować naszej jedynej okazji.
SCP-8596-1: Był uparty.
Ambrose: Nie nazwałbym tego w ten sposób. On lubił ryzyko, a ja nie.
Ambrose: Ale to nie jest nasza jedyna okazja!
Wilkins: Jesteśmy na czele jednych z najważniejszych badań, jakie kiedykolwiek przeprowadzono w tej dziedzinie, a ty chcesz, aby pierwszą osobą, która weszła do stworzonego przez człowieka portalu międzywymiarowego, był jakiś bezimienny były wojskowy. Nie ma mowy!
Ambrose: Kurwa mać! Postradałeś już zmysły!
Wilkins: Zasługujemy na uznanie!
Ambrose: I je dostaniemy.
Wilkins: Wymień jednego naukowca NASA, który pracował nad projektem Apollo.
Ambrose: Wiesz co, po prostu go zamknę!
Wilkins: Nawet się nie waż.
(Wilkins podchodzi do Drogi, wsuwając w nią rękę.)
Wilkins: Zobacz, nic mi nie jest!
Ambrose: Nie mam zamiaru na to patrzeć. Zobaczymy się w domu. Ogarnij się.
Ambrose: I wyszedłem. To były ostatnie słowa, jakie usłyszał z moich ust.
SCP-8596-1: Wszedł cały?
Ambrose: Wymiar był alternatywną iteracją Ziemi, zbliżoną do tego, czego szukaliśmy. Główna różnica? W powietrzu żyły pasożytnicze, mikroskopijne organizmy. Miliardy, jeśli nie biliony. Ludzie, zwierzęta, wszystko wyewoluowało, by żyć z nimi w symbiozie. Tego ranka wszedłem do laboratorium, gdzie czekał na mnie zespół hazmat, który wezwałem poprzedniej nocy. Wynosili jego ciało i odkażali cały sektor.
SCP-8596-1: Jezu.
Ambrose: Mówiłem mu. Ostrzegałem go. Przysięgam.
(Ambrose wypija kolejną szklankę burbonu. SCP-8596-1 zabiera od niego butelkę, gdy próbuje nalać kolejnego drinka.)
Ambrose: Przysięgam, że mu mówiłem.
Lague: Rozumiem, jak się czujesz.
Ambrose: Nie! Nie masz nawet pojęcia!
Lague: To nie jest bezpieczne, George. Nie— nie jest z nim dobrze, a wszystko dzieje się bardzo szybko.
(W oczach Ambrose'a pojawiają się łzy.)
Lague: Nie jestem w tym dobry, ale naprawdę mi przykro. Nie potrafię sobie wyobrazić, przez co teraz przechodzisz. Musisz jednak spojrzeć na to obiektywnie, wszedł na niesprawdzone wody i zaraził się całkowicie nieznanym patogenem. Ilość środków ochrony, które muszą nosić pielęgniarki, jest niewiarygodna. Kontakt z nim mógłby być śmiertelny.
Ambrose: Muszę go zobaczyć.
Lague: Naprawdę mi przykro.
(Ambrose zaczyna płakać.)
Ambrose: Byliśmy już tak blisko! Dlaczego na to pozwoliłem? O mój Boże! Powinienem był zostać! Dlaczego! Dlaczego nie zostałem?
Lague: Nie możesz winić siebie.
Ambrose: Proszę, proszę, Paul. Proszę, pozwól mi go zobaczyć na własne oczy. Chociaż raz.
Lague: Nie mogę. Naprawdę, nie mogę.
Ambrose: Nie pozwolili mi się z nim zobaczyć.
SCP-8596-1: To musiało być bardzo ciężkie.
Ambrose: Chyba nigdy nie pragnąłem niczego bardziej.
SCP-8596-1: Rozumiem, dlaczego ci nie pozwolili, choć było to okrutne. To straszne.
Ambrose: To niebezpieczne. Powtarzali mi to w kółko. Był chory i umierał. Zobaczę go później, ale nie mogli mi powiedzieć, kiedy będzie to później.
SCP-8596-1: Ale to nie wystarczało.
Ambrose: W końcu, to niebezpieczne.
(W biurze Paula Lague'a otwiera się Droga. Ambrose wychodzi z niej, dzierżąc łom. Znajduje zamkniętą szufladę w biurku dyrektora. Używając łomu, otwiera ją i wyjmuje zapasową kartę dostępu Lague'a oraz pistolet.)
Ambrose: Lague każdego wieczoru wracał do domu około drugiej nad ranem, więc było to dość łatwe. Wiedziałem, że ochroniarze mieli przerwę na papierosa kwadrans po trzeciej każdej nocy. Kenny i ja wychodziliśmy z nimi na przerwy podczas tych dłuższych nocy. Trwała ona około pięciu minut, ale to było wystarczająco.
(Kolejna Droga zostaje otwarta przy konsoli monitorowania placówki. Ambrose wychodzi, skanując upoważnienie Lague i uzyskuje uprawnienia administratora w systemie. Przeszukuje obraz z kamer, znajdując w końcu ambulatorium medyczne. Znajduje pokój, który jest oznaczony jako zajęty, ale nie ma monitoringu, zakładając, że znajduje się w nim Wilkins. Ambrose dezaktywuje kamerę w ambulatorium, po czym opuszcza konsolę i zamyka drzwi.)
Ambrose: W jego pokoju nie było żadnych kamer. Nie wiem, dlaczego nie zamontowali kamer w tym pokoju.
SCP-8596-1: Co stało się później?
Ambrose: Ja— wyłączyłem resztę kamer, ale zostawiłem kartę i— chyba był alarm, że kamery zostały wyłączone. Ośrodek przeszedł w tryb zamknięcia. Chciałem nagrać nasz ostatni wspólny moment. Chciałem móc zobaczyć jego twarz.
(Łzy zaczynają napływać do oczu Ambrose'a.)
Ambrose: Byliśmy zbyt zajęci pracą i nigdy nie zrobiliśmy sobie— sobie wspólnego zdjęcia. Jak to możliwe, że nie mieliśmy razem zdjęcia? Jak to możliwe? Mijały tygodnie bez widywania go; zapomniałem jego twarzy — jego wspaniałego uśmiechu. Pamiętałem uczucia, które czułem, gdy go widziałem — na przykład sposób, w jaki się śmiał, gdy drgało mi oko, gdy się czymś stresowałem. Po prostu nie mogłem sobie przypomnieć jego twarzy. Zniknęła z mojej głowy po tak długiej rozłące. Chciałem mieć coś, na co mógłbym patrzeć, żeby o nim pamiętać. Coś, co byłoby nami.
SCP-8596-1: I wtedy?
Ambrose: Wróciłem do laboratorium i zabrałem kamerę przy ciele. Chciałem tylko nagrać, jak się przytulamy. Uwiecznić to w ten sposób. Nie musiałbym go więcej widzieć.
(Ambrose dyszy ciężko, brzmiąc jakby powstrzymywał łzy. Wyciąga z ręki ostatni fioletowy pasek. Bierze długi oddech i przechodzi przez Drogę, wychodząc do pokoju medycznego.)
Ambrose: Kenny?
(Po lewej stronie pokoju znajduje się białe łóżko. Prześcieradło przykrywa leżącą na nim masę. Różne urządzenia medyczne, w tym maszyny do terapii dożylnej, respiratory i monitory pracy serca, głośno piszczą i brzęczą.)
Ambrose: Kenny? Jesteś tu?
Ambrose: Ale pokój był pusty. Nie było tam nic, co wskazywałoby, że był tak chory, jak twierdzili. Nic. Zupełnie nic.
SCP-8596-1: Kontynuuj.
(Ambrose podchodzi do łóżka i ściąga prześcieradło.)
(Ciało to Kenneth Wilkins. Jest skrajnie wychudzony, z niewielką ilością tłuszczu lub mięśni na ciele. Skóra wygląda bardziej jak popękana, łuszcząca się porcelana niż ludzkie ciało, nadając Wilkinsowi wygląd lalki. Jego oczy są szeroko otwarte, nie mrugają, są zabarwione na kolor mętnej zieleni. W jego brzuchu widać wijącą się masę.)
(Ambrose upada na ziemię, płacząc.)
SCP-8596-1: Czy żył?
(Łzy spływają po twarzy Ambrose'a)
Ambrose: Mogłem tam leżeć przez kilka sekund lub lat, płacząc. Nie potrafię powiedzieć, jak długo to trwało. Jedyną rzeczą, która mnie wyrwała z tego stanu, był dźwięk alarmu.
(W ambulatorium włącza się alarm zamknięcia placówki. Do pomieszczenia wchodzi pojedynczy pracownik ochrony.)
Pracownik ochrony: George! Wyjdź z pokoju z podniesionymi rękami!
Ambrose: Dlaczego on tak wygląda?
Pracownik ochrony: Wyjdź z pokoju, George. Posłuchaj mnie! Nie chcę cię skrzywdzić!
Ambrose: Czy podtrzymujecie go przy życiu?
Pracownik ochrony: Masz dziesięć sekund na opuszczenie pomieszczenia!
Ambrose: Czy te wszystkie maszyny utrzymują go w takim stanie?
Pracownik ochrony: George, proszę, kieruje się tu więcej ludzi z mojego zespołu i nie będą tak mili. Wyjdź z pokoju!
Ambrose: Odpowiedz na moje pierdolone pytanie! Czy te wszystkie maszyny utrzymują go przy życiu?
Pracownik ochrony: To nie my o tym decydujemy.
Ambrose: Utrzymujecie go przy życiu w takim stanie?
Pracownik ochrony: Proszę, opuść pokój. Podamy ci środki amnezyjne.
(Ambrose strzela strażnikowi w klatkę piersiową, który pada bezwładnie na podłogę.)
(Chodzi po pokoju w histerii, przerywając nagle i zaczynając płakać. Zdejmuje kamerę i rzuca ją na ziemię. Wymiotuje na podłogę, a następnie podchodzi do ciała Wilkinsa.)
(Słychać przygłuszoną niezrozumiałą rozmowę. Kamera widzi Ambrose'a pochylającego się nad Wilkinsem. Słychać, że płacze.)
(Słychać kolejny wystrzał. Ambrose zbiera kamerę i łuski po nabojach po czym opuszcza pomieszczenie.)
(Ambrose stoi nad zlewem, krztusząc się. SCP-8596-1 kładzie rękę na jego ramieniu. Mężczyzna płacze.)
Ambrose: Co ja zrobiłem? Co ja najlepszego zrobiłem?
SCP-8596-1: Skróciłeś jego cierpienia?
(Ambrose cicho płacze. Oddycha głęboko.)
Ambrose: Musiałem. Musiałem.
SCP-8596-1: Mów dalej.
Ambrose: Nie— nie mogłem go tak zostawić. Nie mogłem.
(SCP-8596-1 wskazuje na twarz Ambrose'a, prowadząc go do kontaktu wzrokowego.)
SCP-8596-1: Spójrz na mnie. Skup się. Co się stało później?
Ambrose: Musiałem. Musiałem. Przysięgam! Przysięgam, że musiałem. Proszę. Przepraszam. Musiałem to zrobić.
(Ambrose przeczesuje dłońmi swoje włosy.)
Ambrose: Ja— ja otworzyłem kolejną Drogę. Otworzyłem Drogę, w którą włożyliśmy jabłko podczas naszej— o Boże!
(Ambrose załamuje się.)
SCP-8596-1: Skup się! Skup się na mojej twarzy.
Ambrose: Więc— ja— ja chwyciłem łóżko i położyłem na nim Kenny'ego, strażnika oraz kamerę, a następnie po prostu zostawiłem ich w tym zimnym, pustym miejscu.
(Ambrose załamuje się kompletnie, płacząc do zlewu.)
(SCP-8596-1 odpina obrożę, zdejmując ją.)
Ambrose: Co—?
(Ściany domu zaczynają falować jak fale oceanu.)
Ambrose: Co się dzieje?
(Ambrose prycha i krztusi się.)
(Fasada domu znika. Ukazuje się komora przesłuchań. SCP-8596-1 spogląda na kamerę bezpieczeństwa i kiwa do niej głową. Personel ochrony wchodzi do pomieszczenia i wyprowadza Ambrose'a. Lague wchodzi, gdy oni wychodzą.)
Lague: Wspaniale. Naprawdę wspaniale.
SCP-8596-1: Mmm. Dziękuję.
(SCP-8596-1 wręcza obrożę Lague'owi.)
Lague: Poszło szybciej niż przypuszczałem.
SCP-8596-1: Obejrzałem chyba z 2000 taśm na temat tego gościa. Miałem nadzieję, że potrwa to trochę krócej.
Lague: I ta historyjka o badaczce, którą wrobiłeś. Crème de la crème. Komitetowi ds. Etyki spodoba się, że nie będą musieli się babrać z tą sprawą w procesy.
SCP-8596-1: Zatrudniłeś mnie nie bez powodu. Wyczyść mój opis w fałszywym dokumencie. Nie chcę, żeby ktokolwiek to czytał.
Lague: Robi się. Miesiąc izolacji, a on nawet nie pisnął słówkiem. Świetna, naprawdę świetna robota, Erik.
SCP-8596-1: Zajmę się resztą formalności.
(SCP-8596-1 rusza w kierunku wyjścia.)
Lague: Proszę bardzo. Tylko zaktualizuj plik 8596.
«KONIEC LOGU»
NOTATKA: Z powyższego dokumentu usunięto pseudonim SCP-████, "SCP-8596-1". Wszelkie pozostałe informacje odnoszące się do SCP-8596-1 powinny zostać zgłoszone przedstawicielowi RAISA Ośrodka 322, aby mogły zostać usunięte z tego pliku. Fałszywe oznaczenie SCP-████, dołączenie go do tego pliku i jego usunięcie zostały zatwierdzone przez O5-3.
Specjalne Czynności Przechowawcze: N/A
Opis: SCP-8596 było ciałem Kennetha Wilkinsa. Wilkins był pierwotnie pracownikiem Departamentu Badań Wymiarowych, którego zadaniem było stworzenie taniej, replikowalnej metody podróży międzywymiarowych.
W wyniku odbycia podróży do alternatywnej iteracji Ziemi (oznaczonej jako DS-10226701), Wilkins został zarażony nieznanym pasożytem przenoszącym się drogą powietrzną, który szybko opanował jego ciało. Personel medyczny Ośrodka 322 po konsultacji z Komitetem ds. Etyki i Radą Nadzorczą doszedł do wniosku, że potencjał badawczy tego patogenu jest ważniejszy niż pozwolenie Wilkinsowi umrzeć. W związku z tym jego ciało było sztucznie utrzymywane przy życiu do czasu zakończenia badań, po czym miało zostać poddane likwidacji.
SCP-8596 został zneutralizowany przez zbuntowanego pracownika Ośrodka 322, który doznał załamania psychicznego w wyniku osobistych problemów związanych ze sprawą SCP-8596. SCP-8596 został postrzelony w czoło pistoletem wraz z pracownikiem ochrony, który próbował go zatrzymać, Benjaminem Seymorem.1 Zwłoki, narzędzie zbrodni i inne dowody zostały następnie ukryte w alternatywnej iteracji Ziemi (oznaczonej jako DS-00000011).
Zbuntowany agent, George Ambrose, został przesłuchany i przyznał się do zamordowania Kennetha Wilkinsa i Benjamina Seymora. Za te przestępstwa, a także włamanie, kradzież upoważnienia wyższego poziomu, nieautoryzowane użycia taumaturgii, niewłaściwe wykorzystanie zasobów Fundacji i udział w niedozwolonej relacji w miejscu pracy, George Ambrose został osadzony w Ośrodku 06 i oczekuje obecnie na terminację.




