SCP-PL-325

Identyfikator podmiotu: SCP-PL-325

Klasa podmiotu: Kušum

Specjalne Czynności Przechowawcze: Ze względu na naturę anomalii, wszelakie procedury przechowawcze uznaje się za zbędne.

Opis: SCP-PL-325 to anomalia poznawcza, z powodu której każda osoba, która usłyszy o slocie SCP-PL-PIES-J, zacznie twierdzić, że pamięta istnienie owego. Jednakże, nie ma żadnych dowodów na istnienie takowego slotu.

Należy też zauważyć, że Fundacja nie nadaje obiektom identyfikatorów nie będących numerami. Na dodatek, nie istnieje taka kategoria przechowywanych obiektów, jak -J.

Dodatek PL-325-1:

ODKRYCIE ANOMALII


Anomalia została odkryta, kiedy Młodszy Badacz Dr. Jakub Dobrzyński zaczął twierdzić, że pamięta istnienie slotu SCP-PL-PIES-J w bazie danych Fundacji. Młodszy Badacz uporczywie zapewniał, że taki slot kiedyś istniał, chociaż nie ma na to żadnych dowodów.

Według zeznań Dr. Dobrzyńskiego, raport zawierał jedynie zdjęcie przedstawiające psa nieokreślonej rasy, leżącego na krześle biurowym.

Zauważono, że każdy pracownik Fundacji, któremu Dr. Dobrzyński mówił o slocie SCP-PL-PIES-J, również zaczął twierdzić, że pamięta takowy raport.

Młodszy Badacz zgłosił się do Dyrektora Ośrodka PL-72, Dr. Krzysztofa Marciniaka, ubiegając się o zgodę na rozpoczęcie samodzielnych poszukiwań potencjalnych śladów slotu SCP-PL-PIES-J. Jego prośba została zatwierdzona.

Dodatek PL-325-2: Notatki Dr. Jakuba Dobrzyńskiego z poszukiwań slotu SCP-PL-PIES-J:

No dobra, Marciniak pozwolił mi odszukać ten slot. Aż jestem ciekaw. Naprawdę, jestem pewien, że ten slot istniał. Przysięgam, że widziałem zdjęcie tego psa, choć nie pamiętam zbytnio, jak on wyglądał. Muszę sobie przypomnieć. Inni też zdają się go pamiętać, więc przynajmniej nikt mnie nie ma za wariata. No dobra, pora brać się do roboty. Informatyka zawsze była moją mocną stroną, więc długo nie powinno mi to zająć. Tak z godzinkę maks.


Cóż, minęła już godzina, ale nic nie znajduję. Trochę już grzebałem, ale na razie nic. Ale wiadomo, nie ma co się od razu zrażać. Jeszcze poszukam.


Minęło już 5 godzin. Sprawdziłem wszystkie istniejące raporty w bazie danych Fundacji i kompletnie nic nie znalazłem. Jestem zmęczony, ale nie dam za wygraną. Przyznam, że zawsze byłem uparty.


Jezu, to już ósma rano… Nawet nie zauważyłem… Kurwa… Chce mi się spać. Bolą mnie oczy. Chyba na chwilę daruję sobie szukanie, muszę odpocząć. Pójdę na razie się załatwić, a potem skombinuję sobie coś do jedzenia ze stołóki. Ale coś drobnego, bo będę się kładł spać, a nie chcę się obeżreć. Chyba nikt nie zauważy, jak zdrzemię się w swoim biurze na godzinkę.


No dobra, więc tak. Obudziłem się tak o 9:30, ale pomyślałem sobie, że "aaa, poleżę jeszcze minutkę, na pewno nie zasnę". Przysnąłem i obudziłem się o 11. To samo i obudziłem się o 12:15. Potem 13, potem 14, aż w końcu wstałem kurwa mać o 15. Na dodatek, czuję się, jak absolutne gówno. Jestem ospały, ale widząc godzinę, musiałem zmusić się do wstania, byle by tylko nie rozpierdolić sobie zegara biologicznego, który już tą jedną nocą zaburzyłem. Nie wiem nawet, czy uda mi się tej nocy normalnie zasnąć. Zobaczymy.

Poszedłem na stołówkę coś zjeść, by mieć energię na resztę dnia. Całe szczęście, nikt chyba nie zauważył tego, że spałem, ale widzieli pewnie, w jakim jestem stanie, choć nic nie mówili. Może nie chcieli być niemili, albo coś.

Jestem już spowrotem w biurze i wracam do poszukiwań.


Siedzę od dwóch godzin przed komputerem. Nie pamiętam zbytnio nawet, czego dokładnie szukałem. Mój mózg jest chyba przeciążony ilością informacji. Zacząłem ponownie przeszukiwać bazę danych, ale nigdzie nie było SCP-PL-PIES-J. Sprawdzę jeszcze wszystkie usunięte sloty, bo nie ma mowy, że nie został skasowany. To było tylko zdjęcie psa, więc nie dziwne, że mogło zostać skasowane.


Cztery dni… Cztery dni prawie że nie wychodziłem z biura. Bolą mnie oczy od ciągłego patrzenia się w monitor. Nie mogę już nawet normalnie usiedzieć na krześle i co sekundę zmieniam pozycję. Przynajmniej mogłem brać prysznic w fundacyjnej łazience. Zawsze coś.

Mówiłem żonie, że trochę dłużej będę musiał zostać w pracy. Nie była zadowolona. Jest już w dziewiątym miesiącu ciąży i potrzebuje teraz wsparcia bardziej, niż kiedykolwiek. Ale przynajmniej zrozumiała. Cóż, nie mówiłem jej, co robię, ale wie, że praca w Fundacji wymaga czasami poświęceń. Dzięki temu mogę zapewnić jej i dziecku naprawdę dobre życie. Powiedziała, że zadzwoni do siostry, aby pomogła jej w domu, jak będzie taka możliwość, więc sytuacja jakoś się rozwiązała.

A co z PSEM? Kurwa mać. Przeszperałem całą historię bazy danych Fundacji. Dwa dni nie robiłem praktycznie nic innego. Każdy plik, jaki kiedykolwiek się tutaj pojawił. Odzyskałem praktycznie wszystkie usunięte pliki, ale żadnym z nich nie był SCP-PL-PIES-J.

Jak przewidywałem. Pewnie, że w nocy nie mogłem normalnie zasnąć. Spałem tak z dwie godzinki. Chwała Marciniakowi, że przyniósł mi tutaj śpiwór. Dzięki. Przynajmniej nie muszę spać na zimnej podłodze.

Jedyne przerwy, jakie robię, to żeby się załatwić lub coś zjeść, chociaż zauważyłem, że są rzadsze.


Minęło półtorej tygodnia. Praktycznie już nawet nie wychodzę z biura, żeby coś zjeść. Za bardzo mi to zabiera czas, który mógłbym poświęcić na szukanie. Teraz robię sobie zapasy, aby móc jeść już w biurze. Ale widzę, że zrobił się tutaj trochę bałagan. Będę musiał tu posprzątać, ale nie teraz. Do łazienki nadal chodzę, więc przynajmniej to pomaga mi się wyrwać z wpatrywania się w monitor.

Już nie wiem nawet, który raz sprawdziłem całą bazę danych. I istniejące, i usunięte pliki. Przeszukałem bazę danych wzdłuż i wszesz. Ja pierdolę… Nie ma nic. Naprawdę, jestem pewien, że ten pies mi się nie przyśnił! Zwłaszcza, że inni też go pamiętają! To czemu nie mogę go znaleźć?

Każdy pojedynczy kurwa slot w bazie danych. Isniejących plików jest prawie trzysta, a usunięte zostało jeszcze więcej.


Nie wiem już, ile czasu minęło. Nie chce mi się tego nawet liczyć, bo to mnie tylko zdołuja, a i tak czuję się, jak gówno.

Wpadłem na pomysł i realizowałem go ostatnie, nie wiem już nawet, czy dni, czy tygodnie. Moim pomysłem było sprawdzić historię edycji wszystkich plików. I istniejących, i usuniętych. To była kurwa katorga. Sprowadzało się to do ciągłego klikania. Jedno kliknięcie za drugim, nieustannie, przez nie wiem nawet, ile czasu. Przynajmniej nie musiałem tych artykułów czytać. Ale w sumie, może gdybym je czytał, to miałbym ciekawsze zajęcie niż ciągłe kliknięcia i patrzenie, jak strona się odświeży.

Przynajmniej utrzymuję stały kontakt z żoną. Siostra pomaga jej w sprzątaniu domu oraz kupowaniu rzeczy dla dziecka. Przygotowały już razem pokój. Nawet pokazała mi zdjęcie. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę go na żywo.

Ale najpierw znajdę tego kurwa psa.

Naprawdę, myślę o rzuceniu tego w cholerę. Nikt mi przecież nie każe tego robić, a przecież i tak nic nie znajduję. Plus, znalezienie tego i tak nic nie wniesie do mojego życia. Ale już dawno zauważyłem, że jestem uparty. Nawet tego nie kontroluję.


Więc tak. W cyfrowej bazie danych nadal nic nie znalazłem, więc wpadłem na pomysł. Zacząłem przeszukiwać papierowe kopie dokumentów. Ale będą już do wyrzucenia, bo w moim biurze jest syf. Całe dni nie robię nic, poza nieustannym przeglądaniem dokumentów. Na dodatek, trzydzieści razy sprawdzam ponownie każdą kartkę, aby upewnić się, że nic nie przegapię.

W papierowych dokumentach nic nie znalazłem. Zacząłem więc chodzić i pytać się pracowników, czy ktoś z nich może nie drukował tego zdjęcia. Czemu by mieli? Nie wiem, może dla żartu, albo coś.

Nikt tego nie drukował. Ale wszyscy wydawali się zmartwieni. Pewnie widać, że ostatnio mało sypiam. Plus, pewnie śmierdzę. Praktycznie przestałem już myć się regularnie.

Kurwa mać, boli mnie głowa.


Zacząłem wygrzebywać ze śmieci ścinki przemielonych w niszczarce dokumentów. Udaje mi się je nawet układać, ale długo to zajmuje. Nic!


Praktycznie już z nikim nie gadam. Jedynie Doktor Marciniak zagląda do mnie co jakiś czas. Proponuje mi przerwanie poszukiwań, aby postawić mnie na nogi. Powtarzam mu, że już jestem blisko znalezienia tego psa. Wiem, że to już zaraz się skończy. Jeszcze tylko chwila.

Ale szczerze? Widzę, że zdaje mi się nie wierzyć. Przyznam, że mu się nie dziwię. Ja sam w to nie do końca wierzę.


Podzwoniłem właśnie do kilku doktorów z zagranicznych filii i zacząłem się ich pytać o slot SCP-PL-PIES-J. Również twierdzą, że kojarzą ten "raport", więc wiem już chyba, gdzie szukać dalej.


Zacząłem przeszukiwać bazy danych angielskiej filii. Oni mają już tysiące, o ile nie setki tysięcy plików, więc nie ma chuja, że PIES się gdzieś nie zawieruszył. Szukam go już od kilku dni, chociaż bez rezultatu. Mam też zamiar przeszukać pozostałe filie. Przeszkadzają mi jedynie pogniecione dokumenty i ścinki. Będę musiał je sprzatnąć, ale na pewno nie teraz. Mogą mi się jeszcze przydać.


Okej, już długo grzebię w angielskiej filii i nic. Nie wiem nawet, czy jest sens u nich tak długo grzebać. Oni mają praktycznie tysiące plików, to o wiele za dużo. To, jak szukanie igły w stogu siana. Nigdzie nie było nawet wzmianki o SCP-PL-PIES-J. Przejdę może do pozostałych filii. Przegrzebię chyba najpierw francuską, ale tylko tak na szybko. Budzi u mnie pewien wstręt, więc chcę mieć ją szybko z głowy. Potem niemiecka, itp.

Z żoną praktycznie się nie kontaktuję. Wydzwania do mnie, ale jestem zbyt zajęty, by odbierać telefony. Pisze do mnie, ale prawie że tego nie czytam. Zaglądam na szybko raz na jakiś czas, zanim wracam do pracy. Pyta się mnie, co się dzieje i mówi, że się martwi. Właśnie odpisałem jej na szybko "Wszystko u mnie dobrze".


Będę szczery, już nawet nie wychodzę na stołówkę. Udało mi się skombinować świeżaka, któremu płacę by przynosił mi żarcie. Na mojej "liście zakupów" zaczyna rosnąć ilość energetyków, aby podtrzymać mnie na nogach. Nie wiem już nawet, kiedy ostatnio spałem. Praktycznie szukam już SCP-PL-PIES-J dwadzieścia cztery na siedem. Do łazienki już nawet mniej chodzę. Jak mam potrzebę, to potrafię długo to trzymać, zanim nie wytrzymam i pobiegnę się załatwić, po czym wracam do pracy. Nie wiem nawet, kiedy ostatnio brałem prysznic. Nawet ja czuję, jak śmierdzę. Na twarzy mam coraz więcej pryszczy i wągrów i czuję na niej lekką, ale niekomfortową warstwę martwego naskórka i tłuszczu. Naskórek zaczyna mi się złuszczać. Ale za bardzo jestem skupiony na szukaniu psa.

Boli mnie głowa. Biorę przeciwbólówki, ale widzę, że nie pomagają. Jestem przemęczony. Będę musiał chyba położyć się spać. Chociaż na chwilę.


Nadal siedzę przed komputerem. Przeszukuję właśnie japońską filię. Za kurwę nie znam japońskiego, ale nie ma, co się poddawać. Jednak nie kładłem się spać. Może później.


Zasłabłem i zemdlałem przed komputerem. Spałem przez kilka godzin, zanim obudził mnie mój chłopiec na posyłki, który zastał mnie w takim stanie. Cóż, przynajmniej czuję się minimalnie wypoczęty. Też mnie tak głowa nie boli i oczy nie pieką. No dobra, coś zjem, wypiję energolca i wracam do pracy.


Przeszukałem już wszystkie zagraniczne filie i nie znalazłem kompletnie nic. Wróciłem właśnie do przeszukiwania angielskiej filii z nadzieją, że może coś tam znajdę. Raczej tam długo nie będę siedział.


Spędziłem trzy nieprzerwane dni na przeszukiwaniu baz danych angielskiej filii. Nadal nic nie znalazłem. Kompletnie kurwa nic. Jebać to, daję sobie z tym spokój.


Ze trzy razy przeszukałem jeszcze bazę danych polskiej filii, ale wciąż nic nie znalazłem. Przeszukałem jeszcze porozrzucane po moim pokoju papierowe dokumenty i znowu pobawiłem się w puzzle ze ścinkami. Też nic. Kurwa mać.


Napisałem maila do Rady O5 z pytaniem, czy nie byliby w stanie zdradzić mi żadnej informacji o SCP-PL-PIES-J. Wiem, że to głupie, ale jestem zdesperowany.

Nie otrzymałem od nich żadnej odpowiedzi. Cóż, kontakt z nimi zawsze był zjebany, więc niezbyt mnie to zaskakuje. Zwłaszcza, jak mowa o czymś tak idiotycznym.


Żona już do mnie nie dzwoni. Chyba już nawet nie próbuje, bo wie, że i tak nie odbiorę. Będę musiał w końcu do niej zadzwonić i z nią porozmawiać.

Chociaż? Przydałoby mi się porozmawiać z kimkolwiek.

Sprawdzałem dzisiaj skrzynkę mailową oraz wiadomości w telefonie. Nikt nic do mnie nie pisał.


Czy to tam w rogu sufitu w biurze to grzyb?


Boli mnie dolna prawa szóstka. Nie żeby głowa i oczy mnie nie bolały. Serce bije z nieustanną prędkością od energetyków, ale wciąż jestem ospały.


Napisałem do Koalicji i spytałem się o SCP-PL-PIES-J. Powiedzieli, że kojarzą taki raport, ale odmówili mi pomocy.

Odezwałem się nawet do Rebelii, ale oni mnie tylko wyśmiali.

Co ja w ogóle robię…


Będę szczery, nigdy nie czułem się tak samotny, jak w ciągu otatnich tygodni.


Mam pomysł. To tak, jeżeli ktoś wstawił to zdjęcie do slotu SCP-PL-PIES-J, to istnieje szansa, że ta osoba wzięła je z internetu. Dobra, pogrzebię chwilę w google grafice, może coś się znajdzie, może nie. Tylko tak na chwilę poszperam, potem to zostawiam.


Od kilku dni już praktycznie nie robię nic, poza szukaniem w internecie tego zdjęcia. Grzebię w google grafice. Znajduję zdjęcia psów, które są jakkolwiek podobne do SCP-PL-PIES-J i daję je na osobne karty, by cały czas je mieć przy sobie. Wyszukuję grafiki, aby znaleźć jak najwięcej podobnych zdjęć. Przegrzebuję również portale stockowe, fora obrazkowe, portale społecznościowe, Facebooka, Instagrama, Reddita, itp. Nie wiem już nawet, ile mam kart w przeglądarce, ale słyszę, jak mój komputer chodzi.


Zdecydowałem sie na radykalny krok, ale zacząłem szukać tego zdjęcia nawet w Dark Webie. Żadnych rezultatów, ale widziałem zdjęcia martwych rozczłonkowanych psów, najbardziej zdegenerowane formy pornografii, portale handlujące ludźmi, itp. Nie chcę nawet kurwa wymieniać, jakie jeszcze popierdoleństwa widziałem. Jest już ze mną coraz gorzej. Serio, powinienem przestać.


Mam już dość. Ja… Ja nawet nie wiem….

To nie ma sensu. Nigdy nie miało i dobrze o tym wiem.

Wyjąłem przed chwilą telefon z szuflady biurka i włączyłem. Zadzwoniłem do żony. Chciałem z nią porozmawiać, naprawić wszystko. Chciałem móc znowu usłyszeć jej głos.

Ona już nawet nie była na mnie wściekła. W jej głosie nie było żadnej najmniejszej emocji.

Od tygodni zajmuje się sama dzieckiem. Jedynie jej siostra pomaga jej raz na jakiś czas.

Nie powiedziała mi, jak dziecko ma na imię, ani nawet czy to chłopiec, czy dziewczynka. Powiedziała mi za to, że chce rozwodu i zadba o to, żebym nie miał jakichkolwiek praw rodzicielskich, zanim się rozłączyła. Próbowałem do niej dzwonić, ale ona nie odbierała.

Po tej rozmowie, spojrzałem na swoje zasyfione biuro, w którym zaczął się już zalęgać grzyb. Spojrzałem na swoje szare, brudne, wychudzone dłonie, z których złuszcza się naskórek, aż w końcu na ekran monitora z otwartą przeglądarką, na której mam ze trzysta kart oraz Torem, w którym są najbardziej przerażające i ochydne rzeczy, jakie ktokolwiek mógł kiedykolwiek zobaczyć w Dark Webie. Złapałem się za głowę. Chciałem krzyczeć i płakać, ale nawet nie byłem w stanie nic z siebie wydusić. Co ja ze sobą robię… Czym ja się kurwa stałem…

Całkowicie wyniszczyłem swój organizm. Moje biuro to burdel. Kompletnie zaniedbałem wszelkie relacje społeczne. Zmarnowałem tygodnie swojego życia, których nigdy nie odzyskam, na bezsensownym siedzeniu przed komputerem, zamknięty całkowicie sam w czterech ścianach.

Przegapiłem narodziny własnego dziecka, a moja żona mnie nienawidzi.

Na dodatek, dziecka pewnie nawet nigdy nie zobaczę…

I to wszystko tylko po to, by móc znaleźć jeden jebany obrazek z psem.

Jak mówiłem wcześniej, to nie ma sensu. Nic nie ma sensu.

Dodatek PL-325-2:

INCYDENT PL-325-1


Dnia 12.04.2015 roku, Adam Faliński, któremu Dr. Dobrzyński płacił za dostarczanie zapoatrzenia żywieniowego, zastał Młodszego Badacza martwego w swoim biurze. Mężczyzna powiesił się na żyrandolu przy użyciu paska od spodni.

Sprawdzono miejsce zdarzenia i przejrzano notatki Doktora.

Przesłuchano pracowników Ośrodka PL-72, aby mieć bardziej dogłębny obraz zmian w zachowaniu Dr. Dobrzyńskiego oraz sprawdzić, czy nie doszło potencjalnie do zagrożenia poznawczego.

Żadna z osób, która usłyszała o slocie SCP-PL-PIES-J nie wykazała szczególnego zainteresowania takowym. Większość przesłuchiwanych osób twierdziła, że kiedy Dr. Dobrzyński wspominał przy nich o SCP-PL-PIES-J, przypominało im się, że kiedyś widzieli ten slot, lecz później szybko o tym zapominali. Znalazły się osoby, które twierdziły, że próbowały odszukać owego slotu, lecz po kilku minutach traciły chęci.

Stwierdzono zatem, że nie doszło do żadnego zagrożenia poznawczego u Dr. Dobrzyńskiego, a przyczyną jego obsesyjnych poszukiwań była jedynie jego własna upartość.

Uznano, że nie są potrzebne żadne działania w związku z anomalią.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported