Ów "D" twierdził, że pracuje dla Fundacji SCP, specjalizując się w anomaliach międzywymiarowych. Nigdy co prawda nie zaznaczył, w jakim Ośrodku dokładnie pracuje, ale potwierdził, że cieszy się tam wysoką pozycją. Przyznaję, że na początku byłem dosyć sceptyczny — zdarzało mi się prowadzić wywiady z innymi członkami Fundacji i z reguły takie spotkania kończyły się próbami przesłuchiwania mnie, a czasem nawet wymagały ode mnie uciekania do sąsiednich wymiarów. Nieznajomy jednak chciał przyjść sam, na dodatek zażyczył sobie, byśmy się spotkali w Bibliotece Wędrowców, czyli na neutralnym i bezpiecznym gruncie.
Zaintrygowało mnie to. Zgodziłem się i po trzech dniach spotkaliśmy się w odpowiednio cichym kącie nieskończonej biblioteki. Na początku rozmówca był wymijający i ciągle się rozglądał wokół. Nawet pomimo nałożonych zabezpieczeń bał się podsłuchu. Ale gdy tylko D się rozsiadł na fotelu i wypił pierwszy kubek herbaty, jego opowieść zajęła ponad 2 godziny.Forma felietonu zezwala mi wyłącznie na przedstawienie najważniejszych fragmentów wywiadu, z dołączonymi pytaniami (tekst pogrubiony) i moim komentarzem. Pełen transkrypt wywiadu pojawi się w osobnej publikacji.
W trakcie tej części wywiadu D zdawał się nerwowy, zresztą zrozumiale. Jak wspomniałem wyżej, pomimo moich wielokrotnych zapewnień o rzuconych kręgach ochronnych, dzięki którym nikt nie byłby w stanie go nagrać, podsłuchać, a nawet zobaczyć jego twarzy, wielokrotnie się rozglądał wokół i w trakcie pauz nasłuchiwał, czy nikt się nie zbliża.Czemu zdecydowałeś się na ten wywiad?
"Mam świadomość, że może być to ogromny błąd po mojej stronie, ale czuję, że… (pauza) że chociaż tyle mogę dla siebie zrobić. W naszym archiwum mamy taką niewielką sekcję na wasze pisma, tak po prostu do poczytania, i ze wszystkich części to zawsze najbardziej mnie ciekawiły te wyznania, stąd list.
Skąd zainteresowanie wyznaniami innych?
"Nie wiem. Najprościej chyba byłoby powiedzieć, że zwykła ludzka ciekawość? Jest coś… przyciągającego w poznawaniu cudzych sekretów. Coś bardzo intymnego i… łączącego? Jakbym nagle stał się częścią życia tych innych ludzi, ale bez żadnych konsekwencji. Przynajmniej tak sobie zgaduję, daleko mi do psychologa."
Czy boisz się konsekwencji?
"Pewnie. Gdy tylko Fundacja to przeczyta, zrobią z tego jebane polowanie. Znam ich sposób działania, potrafię się bardzo dobrze ukrywać i mam nawet plan awaryjny, ale… jak mówiłem, to może być ogromny błąd, może nawet największy w moim życiu. (…) Wyjdę przez to na hipokrytę, ale mimo wszystko wciąż czuję, że to wyznanie jest mi potrzebne. Nie potrafię zatrzymywać sekretów tylko dla siebie. (…) Myślałem o spowiedzi, ale raz, że ktoś z Fundacji mógłby mnie podsłuchać, a dwa… wątpię, by ksiądz cokolwiek zrozumiał z tego, co zrobiłem. W najlepszym wypadku uznałby, że sobie z niego żartuję.
Gdy historia zaczynała się rozwijać, zauważyłem, że D nagle się uspokoił. Mówił o wiele wyraźniej i płynniej, na dodatek całkowicie przestał nasłuchiwać kroków. Miałem również nieodbite wrażenie, że ilekroć D wspominał o swoich eksperymentach i "swoim odkryciu", traktował je jak wielkie osiągnięcia i mówił o nich z dumą.Co takiego zrobiłeś, co tak ciąży ci na sumieniu?
"To może zacznę od początku, żeby później wszystko miało nieco większy sens. Zaczęło się to od tego, gdy do naszego Ośrodka przybyła półpaleta wysuszonego zielska z innego wymiaru. Nic nadzwyczajnego, często dostajemy próbki różnych organizmów do badań. No, może dziwne było, że dostaliśmy tego prawie pół tony. (…) Wydaje mi się, że ktoś z naszych dostał to jako podziękowanie za pomoc ze szczurami…? Nieistotne. Z badań wynikało, że kwiaty nie miały żadnych właściwości anomalnych. Memetycznych, taumaturgicznych, wymiarowych, żadnych. Sprawdziliśmy również skład chemiczny i tam też nie znaleźliśmy nic ciekawego. Jedyne, co było jakkolwiek warte nadmienienia to, że roślina z wyglądu była niemal identyczna do jakiegoś innego kwiatu rosnącego w naszym wymiarze gdzieś w Irlandii. No… jeszcze odkryliśmy, że napar z suszu smakuje całkiem nieźle, trochę jak napar z jaśminu. (…) Nie wiedzieliśmy co z tym za bardzo zrobić; nie wypadało tego po prostu wyrzucić, sprzedać też nie, no to w końcu wstawiliśmy kontener z nimi do magazynu i co jakiś czas ktoś brał z niego kwiat lub dwa, no bo jak mówiłem, napar.
Czy udało ci się znaleźć jakieś inne zastosowanie dla tych kwiatów?
"Tak. Wcześniej hobbystyczne zajmowałem się ogrodnictwem i chciałem spróbować wyhodować parę kwiatów, by je później sobie postawić w biurze. Udało mi się znaleźć koło 50 nasion, mniej więcej połowa z nich zaczęła kiełkować po nasączeniu i po pół roku pojawiły się pierwsze kwiaty. Próbowałem je wtedy sztucznie zapylić i wówczas odkryłem coś… nietypowego. W trakcie zapylania przypadkiem rozerwałem część płatków i zaczęła się z nich wtedy sączyć jakaś substancja. Blado-różowa, gęsta, lepka, bez zapachu i w dotyku dawała wrażenie, jakby musowała ci skórę. (…) Postanowiłem to zbadać, więc zebrałem możliwie jak najwięcej substancji, mniej więcej połowę zostawiłem w fiolce do dalszych badań, a drugą część wysuszyłem na tacy do ciast. Zdezynfekowałem ją jak coś."
Co odkryłeś dzięki temu?
"Cóż, płynna wersja niewiele mi powiedziała, poza tym, że trzeba ją trzymać w lodówce, bo poza nią szybko gnije. Wysuszona próbka natomiast… (pauza) Pomysł z wysuszeniem substancji przyszedł mi do głowy głównie przez to, że skojarzył mi się on z sokiem mlekowym w niedojrzałym maku. Produkt po wysuszeniu był nawet podobny; prawie całkowicie biały, łatwo się kruszył i w dotyku wciąż zachowywał to… no, musowanie.
Czy spróbowałeś produktu?
"Tak… tylko trochę, ale tak. Wziąłem szczyptę pod język iii… (pauza) na szkoleniach w Fundacji na moim poziomie mieliśmy całą osobną sekcję związaną z pracą pod przykrywką, wie pan, zatrudnianie, przeszpiegi, takie rzeczy. Jednym z elementów tych szkoleń było rozpoznawanie narkotyków, włączając ich smak i efekty. (…) Gdyby miał określić, do czego moje odkrycie jest najbardziej podobne pod tym względem, powiedziałbym… amfetamina, ale dużo szybsza i trochę silniejsza. Przy podaniu doustnym feta na mnie zaczynała działać po około 23 minutach, to zaczęło działać w mniej niż 4 minuty, może nawet poniżej 3."
W jaki sposób tego nie odkryto przy pierwszych badaniach kwiatów?
"Myślałem o tym dużo i chyba już wiem. Jak mówiłem, kiedy substancja w płatkach nie jest od razu suszona albo utrzymywana w odpowiednim chłodzie, zaczyna bardzo szybko gnić, w ciągu koło 5 godzin. Susz, który dostaliśmy, prawdopodobnie został wytworzony w inny sposób niż mój i mógł gdzieś zalegać w tym innym wymiarze przez całe miesiące, tym samym sprawiając, że z soku został ledwie zauważalny osad. Inna kwestia jest też taka, że poza mną chyba nikt w Ośrodku nie myślał o hodowaniu tych kwiatów. Poza tym… nawet gdy dopiero dostaliśmy cały zapas, już wtedy były głosy, że kwiaty nic nie robią, przez co badania mogły być mniej dokładne. Zbyt mocno skupiliśmy się na szukaniu anomalii i gdy niczego od razu nie zauważyliśmy, zrezygnowaliśmy."
Co zrobiłeś po swoim odkryciu?
"Przez parę tygodni nic. Przykładałem się parę razy do napisania moich obserwacji i dania im wydziałowi badań, ale… coś mnie powstrzymało. (pauza) Nie wiem. Może się wtedy na kogoś obraziłem i teraz tego nie pamiętam, ale chciałem to sam rozwinąć. Rzecz w tym, że nie mogłem tego ciągle próbować na sobie.."
Na kim więc badałeś wpływ produktu?
"Mam… przyjaciela, z którym lubię czasem popić. Kompletnie zielony, nic nie wie o świecie anomalnym. (…) Zaprosiłem go raz do siebie, pogadaliśmy, popiliśmy… W pewnym momencie wyjąłem nieco produktu i zapytałem, czy nie chciałby spróbować. Powiedziałem wtedy, że to kokaina. Przedtem nie widział chyba żadnego narkotyku na oczy. (…) Wziął tak z 30 mikrogramów, a ja… notowałem. Euforia, przyspieszona akcja serca, zawroty głowy, zwiększone libido, nic, czego już wcześniej nie widziałem. Nie mogłem przeprowadzić wiwisekcji z oczywistych względów ani go tym regularnie szprycować, więc gdy tylko udało mi się wyhodować więcej kwiatów, zacząłem brać klasę D do testów."
Czego się dowiedziałeś dzięki temu?
"Raz, że przy moim upoważnieniu branie klasy D do testów jest dziecinnie łatwe, a dwa, że choć sama roślina nie wykazuje cech anomalnych, mój produkt już tak. Badałem ich przez kilka tygodni, podając im różne dawki, w różnych odstępach, innymi drogami i tak dalej. Poza tym, że produkt uzależnia całkiem szybko, mniej więcej po 3 dawce, zobaczyłem, co robi z ciałem przy dłuższym oddziaływaniu. Narkotyk zaczyna w jakiś sposób usuwać żelazo z ciała. Nie, że jest szybciej wydalane, po prostu znika. Szybko przychodzi anemia, zajady, skóra robi się blada i szorstka, włosy i paznokcie stają się łamliwe i to wszystko w zatrważającym tempie. (…) Miałem jeden ekstremalny przypadek, w którym, kiedy pobierałem krew jednego z testerów, była praktycznie pomarańczowa. (…) Tester zmarł następnego dnia."
Im dłużej rozmawiałem z D, tym częściej zauważałem, że był bardzo wybiórczy w podawaniu szczegółów i próbował ich używać, by mnie zaszokować. Kiedy opowiadał o efektach swojego "produktu", potrafił mi nieprzerwanie opowiadać o śmierci z hipoksji z obrzydliwą szczegółowością przez ponad 5 minut. Kiedy pytałem go na przykład o to, gdzie przeprowadzał sekcje zwłok i czemu nikt nie zwracał uwagi na stan "testerów" po tym, jak wracali do celi, udzielał wymijających odpowiedzi lub całkowicie przestawał mówić, dopóki nie zmieniałem tematu.
Choć ten i następne fragmenty tego nie uchwycą, przyznaję, że powoli traciłem cierpliwość do mojego rozmówcy. Czułem, że D bardziej zależało na zobaczeniu mojej reakcji, niż opowiedzeniu prawdy.Nasza rozmowa w tym punkcie dobiegła de facto końca. D nie udzielił więcej konkretnych informacji. Po krótkim podziękowaniu i pożegnaniu obaj odeszliśmy w swoje strony.Co zrobiłeś ze swoimi odkryciami?
"Sprzedałem. Znalazłem odpowiedni kontakt w korporacji, która zajmuje się podobnymi specyfikami i nie zadaje pytań, dałem im nasiona, próbki, przekazałem część moich badań, a oni w zamian za odpowiedni procent z dochodów udoskonalili recepturę. Teraz ulepszony produkt rozchodzi się w Ameryce południowej jak ciepłe bułeczki. Ponoć wśród karteli w Boliwii na produkt mówi się teraz "Táser" czy jakoś tak, bo musowanie na skórze skojarzyło im się z prądem. (pauza) Muszę zapytać kogoś o inne nazwy…"
Ile zarobiłeś na tej transakcji?
W poprzednim roku zarobiłem około 14 milionów euro. Produkt na razie walczy o swoje miejsce na rynku, więc moja miesięczna dywidenda nie jest aż tak duża.
Czy coś już zrobiłeś z tymi pieniędzmi?
"Myślisz, że już kupiłem sobie za to jacht? Fundacja natychmiast by się zainteresowała, gdybym nagle zaczął opływać w luksusy za kasę, która nie przeszła przez ich łapy. (…) Trochę ukryłem, sporo zainwestowałem tu i tam, przy okazji dzięki temu zainteresowałem się kryptowalutami… jak to mówili na szkoleniach, zacząłem się dywersyfikować. Na razie żyje mi się bardzo komfortowo, a nawet gdyby mnie zwolniono, mam dość kasy, by do końca życia nie musieć pracować."
Czy ktokolwiek w Fundacji wie o twojej aktywności?
"Po wywiadzie na pewno będą wiedzieć. (…) Czy wcześniej ktoś wiedział? Cóż, z logicznego punktu widzenia Táser musiał obić się komuś o uszy. Chyba potraktowałbym to jako obrazę, gdyby się tym nie zainteresowali. Poza tym nie zdziwiłoby mnie, gdyby ktoś w podobnej do mnie pozycji sam spróbowałby się na tym dorobić. (…) Mnie na razie raczej nikt o nic nie podejrzewa, a jeśli to robi, nie śpieszy się z ujawnieniem tego."
Czy znasz kogoś w Fundacji, kto byłby w stanie dopuścić się podobnych czynów?
"Złego słowa o przyjaciołach z pracy nie powiem."
Czy wciąż wytwarzasz swój produkt?
"Nie. Kiedy tylko kasa zaczęła do mnie przychodzić, spaliłem wszystkie nasiona, kwiaty i resztki produktu, jakie miałem. Myślałem, czy nie zniszczyć też tego suszu, od którego wszystko się zaczęło, ale stwierdziłem, że jest to zbyt ryzykowne."
Czy żałujesz któregokolwiek czynu, o którym mówiłeś?
"Nie."
Czy naprawdę boisz się konsekwencji?
"Oczywiście. Podtrzymuję to, co mówiłem wcześniej."
Co zamierzasz zrobić dalej?
"Co dalej? Zobaczymy. Jeśli po tym artykule nikt mnie nie oskarży, będę żył spokojnie, nie będę się raczej wychylać, a może zacznę wreszcie korzystać z życia… Zobaczymy.
Przez kilka następnych dni po wywiadzie starałem się doszukać informacji, które mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć jego wersji wydarzeń. Rzeczywiście od około 2 lat w wymiarze, z którego D prawdopodobnie pochodzi, w wielu krajach Ameryki południowej krążą plotki o nowo wprowadzonej nieznanej substancji na czarnym rynku. Jej opisy pokrywają się z opowieścią D, włączając w to coraz częstsze przypadki anemii w poszczególnych regionach. Z moich źródeł wynika, że nie ma ona tam jeszcze konkretnej rynkowej nazwy, choć może to wynikać z prób sprzedawania jej pod pozorem bardziej znanych substancji.
W przypadku możliwych powiązań w Fundacji nie byłem w stanie znaleźć niczego. Nie mogłem również potwierdzić, czy Fundacja wszczęła jakiekolwiek śledztwo w tej sprawie. Organizacja jest znana z hermetyczności i ukrywania spraw wewnętrznych nawet wśród własnego personelu, co dodatkowo utrudnia cały proces. W przypadku zainteresowania z jej strony jestem jednak gotów udzielić wszelkich dodatkowych informacji.
Choć z reguły w przedstawianych przeze mnie wyznaniach stoję całkowicie po stronie anonimowości i bezpieczeństwa osób, których historie publikuję, w tym przypadku muszę zrobić wyjątek. Osoba, z którą przeprowadziłem wywiad, wyraźnie chce uwagi innych i pomimo tego, co mówiła, wciąż może być zdolna do strasznych czynów w imię tej atencji.
Oryginalnie opublikowane w Gazecie Różdżkarskiej dnia 27.03.2026



