Królowa w Zieleni
Królowa w Zieleni
By: Jasiu06Jasiu06
Published on 19 Mar 2022 13:38
ocena: +3+x

What this is

A bunch of miscellaneous CSS 'improvements' that I, CroquemboucheCroquembouche, use on a bunch of pages because I think it makes them easier to deal with.

The changes this component makes are bunch of really trivial modifications to ease the writing experience and to make documenting components/themes a bit easier (which I do a lot). It doesn't change anything about the page visually for the reader — the changes are for the writer.

I wouldn't expect translations of articles that use this component to also use this component, unless the translator likes it and would want to use it anyway.

This component probably won't conflict with other components or themes, and even if it does, it probably won't matter too much.

Usage

On any wiki:

[[include :scp-wiki:component:croqstyle]]

This component is designed to be used on other components. When using on another component, be sure to add this inside the component's [[iftags]] block, so that users of your component are not forced into also using Croqstyle.

Related components

Other personal styling components (which change just a couple things):

Personal styling themes (which are visual overhauls):

CSS changes

Reasonably-sized footnotes

Stops footnotes from being a million miles wide, so that you can actually read them.

.hovertip { max-width: 400px; }

Monospace edit/code

Makes the edit textbox monospace, and also changes all monospace text to Fira Code, the obviously superior monospace font.

@import url('https://fonts.googleapis.com/css2?family=Fira+Code:wght@400;700&display=swap');
 
:root { --mono-font: "Fira Code", Cousine, monospace; }
#edit-page-textarea, .code pre, .code p, .code, tt, .page-source { font-family: var(--mono-font); }
.code pre * { white-space: pre; }
.code *, .pre * { font-feature-settings: unset; }

Teletype backgrounds

Adds a light grey background to <tt> elements ({{text}}), so code snippets stand out more.

tt {
  background-color: var(--swatch-something-bhl-idk-will-fix-later, #f4f4f4);
  font-size: 85%;
  padding: 0.2em 0.4em;
  margin: 0;
  border-radius: 6px;
}

No more bigfaces

Stops big pictures from appearing when you hover over someone's avatar image, because they're stupid and really annoying and you can just click on them if you want to see the big version.

.avatar-hover { display: none !important; }

Breaky breaky

Any text inside a div with class nobreak has line-wrapping happen between every letter.

.nobreak { word-break: break-all; }

Code colours

Add my terminal's code colours as variables. Maybe I'll change this to a more common terminal theme like Monokai or something at some point, but for now it's just my personal theme, which is derived from Tomorrow Night Eighties.

Also, adding the .terminal class to a fake code block as [[div class="code terminal"]] gives it a sort of pseudo-terminal look with a dark background. Doesn't work with [[code]], because Wikidot inserts a bunch of syntax highlighting that you can't change yourself without a bunch of CSS. Use it for non-[[code]] code snippets only.

Quick tool to colourise a 'standard' Wikidot component usage example with the above vars: link

:root {
  --c-bg: #393939;
  --c-syntax: #e0e0e0;
  --c-comment: #999999;
  --c-error: #f2777a;
  --c-value: #f99157;
  --c-symbol: #ffcc66;
  --c-string: #99cc99;
  --c-operator: #66cccc;
  --c-builtin: #70a7df;
  --c-keyword: #cc99cc;
}
 
.terminal, .terminal > .code {
  color: var(--c-syntax);
  background: var(--c-bg);
  border: 0.4rem solid var(--c-comment);
  border-radius: 1rem;
}

Debug mode

Draw lines around anything inside .debug-mode. The colour of the lines is red but defers to CSS variable --debug-colour.

You can also add div.debug-info.over and div.debug-info.under inside an element to annotate the debug boxes — though you'll need to make sure to leave enough vertical space that the annotation doesn't overlap the thing above or below it.

…like this!

.debug-mode, .debug-mode *, .debug-mode *::before, .debug-mode *::after {
  outline: 1px solid var(--debug-colour, red);
  position: relative;
}
.debug-info {
  position: absolute;
  left: 50%;
  transform: translateX(-50%);
  font-family: 'Fira Code', monospace;
  font-size: 1rem;
  white-space: nowrap;
}
.debug-info.over { top: -2.5rem; }
.debug-info.under { bottom: -2.5rem; }
.debug-info p { margin: 0; }
/* source: http://ah-sandbox.wikidot.com/component:collapsible-sidebar-x1 */
 
#top-bar .open-menu a {
        position: fixed;
        top: 0.5em;
        left: 0.5em;
        z-index: 5;
        font-family: 'Nanum Gothic', san-serif;
        font-size: 30px;
        font-weight: 700;
        width: 30px;
        height: 30px;
        line-height: 0.9em;
        text-align: center;
        border: 0.2em solid #888;
        background-color: #fff;
        border-radius: 3em;
        color: #888;
}
 
@media (min-width: 768px) {
 
    #top-bar .mobile-top-bar {
        display: block;
    }
 
    #top-bar .mobile-top-bar li {
        display: none;
    }
 
    #main-content {
        max-width: 708px;
        margin: 0 auto;
        padding: 0;
        transition: max-width 0.2s ease-in-out;
    }
 
    #side-bar {
        display: block;
        position: fixed;
        top: 0;
        left: -20em;
        width: 17.75em;
        height: 100%;
        margin: 0;
        overflow-y: auto;
        z-index: 10;
        padding: 1em 1em 0 1em;
        background-color: rgba(0,0,0,0.1);
        transition: left 0.4s ease-in-out;
 
        scrollbar-width: thin;
    }
 
    #side-bar:target {
        left: 0;
    }
    #side-bar:focus-within:not(:target) {
        left: 0;
    }
 
    #side-bar:target .close-menu {
        display: block;
        position: fixed;
        width: 100%;
        height: 100%;
        top: 0;
        left: 0;
        margin-left: 19.75em;
        opacity: 0;
        z-index: -1;
        visibility: visible;
    }
    #side-bar:not(:target) .close-menu { display: none; }
 
    #top-bar .open-menu a:hover {
        text-decoration: none;
    }
 
    /* FIREFOX-SPECIFIC COMPATIBILITY METHOD */
    @supports (-moz-appearance:none) {
    #top-bar .open-menu a {
        pointer-events: none;
    }
    #side-bar:not(:target) .close-menu {
        display: block;
        pointer-events: none;
        user-select: none;
    }
 
    /* This pseudo-element is meant to overlay the regular sidebar button
    so the fixed positioning (top, left, right and/or bottom) has to match */
 
    #side-bar .close-menu::before {
        content: "";
        position: fixed;
        z-index: 5;
        display: block;
 
        top: 0.5em;
        left: 0.5em;
 
        border: 0.2em solid transparent;
        width: 30px;
        height: 30px;
        font-size: 30px;
        line-height: 0.9em;
 
        pointer-events: all;
        cursor: pointer;
    }
    #side-bar:focus-within {
        left: 0;
    }
    #side-bar:focus-within .close-menu::before {
        pointer-events: none;
    }
    }
}

ocena: +3+x

Ośrodek 120 nie był cichym miejscem.

Praktycznie od początku swojego istnienia zawsze był wypełniony jakimś hałasem. Z początku były to szelesty kartek nowo odkrytej biblioteki SCP-5292, na której szczycie później powstał Ośrodek, wypełnione gorączkowymi próbami zrozumienia jej niezrozumiałej natury. Potem przyszły wystrzały z broni, jak i magii terrorystów Triumviraté w swej desperackiej próbie zniszczenia jej. A potem, przez prawie sto lat wypełniły je dźwięki różnorakich szelestów i rozmów niezliczonych mężczyzn i kobiet pracujących w placówce, próbując zbliżyć do siebie dwa światy.

Ale dzisiejszego wieczoru w jego bezkresnym wnętrzu nie było żadnych dźwięków.

Dr Daniel Asheworth westchnął ze znużeniem, zauważając zaskakującą ciszę, wraz z tym, jak wziął kolejny łyk herbaty, po czym odstawił ją na biurko wraz z tym, jak smak gorącego płynu dotarł do jego mózgu. Było późno, późno nawet dla osoby cierpiącej na bezsenność, jaką był Daniel i miał wrażenie, że wszyscy oprócz niego opuścili już budynek. Nawet nigdy nieodpoczywający i niemal starożytny lingwista, Dr Alistair Vemhoff już spał.

Niewiele było takich nocy, ale kiedy już się pojawiały, zawsze były czymś zaskakującym, przebijającym pozorną rutynę standardowej pracy Fundacji niczym włócznia. Będąc szczerym, Asheworth nie był nawet pewien, jak to się stało, że wciąż był w pracy o tak późnej porze, ale gdyby miał zgadywać powiedziałby, że to przez magię. Tkanie zaklęć nigdy nie było łatwe, a odnawianie pieczęci ochronnych 120 zawsze zajmowało dosłownie wieki. A tak się akurat złożyło, że dzisiejszy dzień był tym, w którym w końcu trzeba było się tym zająć.

Przez ostatnią chwilę Asheworth przyglądał się jeszcze skomplikowanym i szczerze mówiąc śmiesznym wzorom magicznym, które wcześniej były niewidoczne w jego biurze, ale teraz stały się w pełni dostrzegalne dzięki użyciu prostego zaklęcia wykrywającego, które rzucił. Daniel uśmiechnął się i po cichu skinął głową, dumny ze swojej pracy.

A jednak, pomimo tej dumy, Daniel nie potrafił się nią w pełni cieszyć. Nigdy nie mógł. Podszepty miliona krzywd, które popełnił podczas swej służby nie dawały mu spokoju, nawet jeśli uważał się za człowieka nieżyjącego przeszłością. Asheworth potrząsnął głową, zamykając cicho oczy. Pora już iść, pomyślał, odsuwając od siebie myśli o wszystkich tych grzechach.

Rzucił ostatnie spojrzenie na pokój, chcąc sprawdzić, czy nie zostawił w nim czegoś ważnego i przeciągnął się cicho, kończąc je charakterystycznym dla siebie westchnieniem. Mimo przedłużanej taumaturgicznie młodości, coś w jego plecach strzeliło w sposób, w jaki nie powinno, co zmusiło go do przybrania się na twarzy grymasu. Z jedną ręką na kręgosłupie wstał i podszedł do panelu obok drzwi, które po kilku kliknięciach się otworzyły.

I właśnie wtedy otaczająca go rzeczywistość przestała istnieć.

Wszystko poza małym sześcianem, który nazywał swoim biurem, przestało istnieć i zostało zastąpione przez niekończącą się pustkę ciemności i nierozpoznawalnych wzorów. Gdyby Ashewortha nie zmroziła groza tego, w co patrzył, zacząłby krzyczeć. Ale będąc sparaliżowanym okropnością otaczającej go rzeczywistości, nie był w stanie.

I wtem otwór przecinający rzeczywistość zyskał dwoje zielonych oczu.

Przygotowując się na najgorsze, Asheworth starał się odsuwać od siebie pojedyncze i oczywiste wspomnienia tego, co się stało z Natalią wiele lat temu, natychmiast oceniając je jako niemożliwe i absurdalne. Przeszłość, którą pogrzebał na końcu świata i miłość do jej szmaragdowych oczu, którą w sobie zabił wiele wieków temu, odeszły. Nie było to jednak to, co dręczyło go dzisiaj. To było coś o wiele gorszego.

Jednym ruchem swych palców przywołał broń z czystej energii, którą chwycił swymi obiema dłońmi odzianymi w rękawice, gotów stanąć naprzeciw czegokolwiek, z czym wszechświat zechciałby mu kazać walczyć. I właśnie wtedy to zauważył.

Z praktycznie bezgłośnym szumem jego lewy policzek zapłonął niewyobrażalnym bólem, wydobywając na światło dzienne tajemnice, którą skrywał przez większość swego życia. Malutki tatuaż w kształcie czarnej korony znów stał się widoczny, zmuszając jego umysł do szybszej pracy, jakiej nie znał od dziesięcioleci.

To one, krzyczał sam do siebie, spanikowany ponad wszelką logikę i rozsądek. Już po mnie. Znalazły mnie.

Zadrżał wewnętrznie, zbierając całą energię, jaką miał w duszy i w ciele, do koniuszków swoich palców i wprowadzając ją we wzory, które układały się w jego rękawice i strój. Był niczym więcej, niż czystym skupieniem, czystą mocą, wpatrującą się w sąd nad tym, co najprawdopodobniej miało być jego końcem. Tutaj wszystko się kończy, pomyślał, uciszając wewnętrzny krzyk agonii. Po Nowaku i Mab, to jest mój koniec. Ja—

Zanim jego umysł zdążył w ogóle dokończyć zdanie, wszechświat zyskał dwie ręce, jakby chcąc powstrzymać jego strach. A potem resztę ciała.

W mgnieniu oka nicość przed nim stała się młodą, brązowowłosą kobietą z worami pod jej szmaragdowymi oczami. Spojrzała na niego, zdając się prosić o brak strachu, kondensując całą swoją potęgę i niewyobrażalną moc w próbie porozumienia się z jedną z osób, które czyniły jej życie koszmarem przez całe życie. Wyczuł, że nie był to dla niej łatwy gest, ale desperacja i wyczerpanie, z jakim go wykonywała, wynagrodziły jej to, przynajmniej tak sądził. Przełknął ciężko ślinę.

Nagle zadrżał wraz z uświadomieniem sobie, kim stojąca przed nim osoba jest, czując, jak całe uwolnione teraz i tłumione od wieków poczucie winy eksploduje w jego świadomości.

– Musimy porozmawiać – powiedziała stojąca przed nim kobieta, z trudem tłumiąc swoje łzy.

* * *

Później, w ciszy na skraju tego, co jest.

– Nie martw się – powiedział taumaturg, chwytając mocniej za rękę Josephine, próbując przełknąć razem ze śliną całe cierpienie, które spowodował, próbując się przy tym nie załamać. – Zrozumieją, jestem tego pewien – dopowiedział jeszcze, chichocząc nerwowo oraz mrugając dwa razy, jakby to miało jakoś spowodować otwarcie drzwi przed nimi.

W głębi siebie nie był tego jednak pewien.

Według wszelkich znanych mu norm to, co właśnie zamierzał właśnie zrobić, było zdradą. Jako jeden z kierowników projektu, którego głównym zadaniem było złapanie kobiety, która stała obok niego przez ponad dwadzieścia lat, nie powinien tego robić. Jako członek Fundacji SCP — a w szczególności jako jeden z dyrektorów jednej z jej placówek — nie powinien tego robić. I, co najważniejsze, jako osoba wygnana z Czarnego Dworu, nie powinien tego robić pod żadnym pozorem — nawet jeśli miałoby oznaczać dla niego pewną śmierć.

Lecz pomimo tego był tam — stał przed iglicą na szczycie wszechświata w Bibliotece Wędrowca, należącą do Czarnych Królowych, ramię w ramię z kobietą, którą przysiągł zabić wiele dekad temu. Jeśli miałby zgadywać, powiedziałby, że popełnianie takich głupich decyzji stało się już częścią jego natury. Ale on nigdy nie był typem człowieka, który myśli o takich rzeczach, a teraz w szczególności nie był czas na filozofię.

Josephine nie odpowiedziała na jego zapewnienia, zamiast tego otarła pot z czoła. Wyczuwał jej stres w samej istocie jej istnienia, wypełniając strachem hol Biblioteki wokół nich. Przyłączył się do niej w ciszy, wpatrując się w kamienne płyty drzwi prowadzące do wieży, która stała przed nimi, modląc się, by te, które w niej były nie podsłuchiwały ich.

Wiedział, że aktywowanie sygnału alarmowego było głupie, nawet bardziej niż przybycie tutaj. Ale był zdesperowany. Nie dla siebie, nie dla przyjaciół, ale dla kogoś, na kogo polował przez większość swojego życia. Lecz to właśnie na tym polegało piękno Dyrektywy Alfa/1911, pomyślał, próbując się uspokoić. Wraz z Fundacją uczyłeś się zmieniać siebie i swoje podejście do świata. A skoro jej wystarczyła długa rozmowa i desperacja, żeby mu wybaczyć, to dlaczego nie miałoby być tak samo z Dworem?

Dźwięk odblokowania taumaturgicznych run chroniących pomieszczenie przed intruzami nagle wyrwał go z transu. Drgnął niemal niezauważalnie i zrobił pierwszy krok do przodu, wraz z tym, jak jego wcześniej zamaskowany, miniaturowy tatuaż czarnej korony pod jego lewym okiem ponownie się pojawił, po prawie trzydziestu latach jego ukrywania.

Josephine spojrzała mu prosto w oczy, równie zdenerwowana, jak on. Widząc ten gest, skinął głową najspokojniej jak tylko potrafił i pokazał jej, by zrobiła kolejny krok, tym razem wspólnie z nim. Posłusznie tak zrobiła.

Krok po kroku, Czarny i Zielony Król wkroczyli razem do oślepiająco białego korytarza przed nimi, gotowi na najgorsze. Od chwili przekroczenia progu poczuli, że drzwi zamykają się za nimi w sposób, który sugerował, że uważały ich za intruzów, przed którymi miały właśnie chronić to miejsce.

Jednak nie zawrócili.

Zauważywszy ich z ciemnej sali na końcu świata, ciszę wokół nich przerwał pojedynczy głos, gdy w końcu weszli do sali tronowej na końcu korytarza.

– Danielu Allistonie-Asheworth – wykrzyczała gniewnie ze swojego tronu Allison Chao, Czarna Królowa Iris, na którym siedziała wśród niezliczonych innych wersji siebie samej. – Czy w końcu jesteś gotowy odpowiedzieć za swoje zbrodnie?

Czarna Królowa Iris, wydająca swój wyrok.

al. cheo et al, również tutaj

Święta Aleston Kao, niosąca Światło tam, gdzie go nie ma.


Podstawowa Rzeczywistość

Praktycznie boska manipulatorka rzeczywistości Klasy VII, z czego co wiem ścigana przez Fundację ze swojej rzeczywistości za nieprzestrzeganie ich doktryny. Załamana emocjonalnie koszmarem, jaki spowodowali jej dozorcy, odtrącona przez tych, których chciała chronić i rozpaczliwie potrzebująca chwili wytchnienia. Postawiona przed Dworem — mimo protestów z jej strony — przez Króla w Czerni /dlaczego go w ogóle wpuściliśmy/ po aktywacji przez niego sygnału alarmowego (ponieważ wiadomość o tym, że nadal żyje, zaskoczyła nas silniej, niż moja chęć do niewpuszczania go). Oficjalnie nazywająca się Josephine. /brak nazwiska/ (jej rodzice zostali zamordowani. Oczywiście nie zna swojego nazwiska).

Warunki Wystąpienia

Występuje tylko w TL-1911 /pomimo czegokolwiek, co tamtejsi dozorcy nie próbują zrobić, nadal są bandą wstrętnych drani/ Potwierdzam, są. Istnienie Fundacji SCP, która pozornie odkupiła swoje winy, tylko po to, by zdradzić nadzieje osób takich, jak ona. + ludobójstwo manipulatorów rzeczywistości, które doprowadziły do śmierci jej rodziców, co skierowało ją na ścieżkę, na której się znalazła. I oczywiście istnienie zdradzieckiego Czarnego Króla, a co za tym idzie, Królowej, która go wychowała i jej zdrady.

– Dwór już ci to powiedział – krzyknęła raz jeszcze, wstając ze swojego miejsca, z którego to sprawowała swą władzę. – Nie jesteś tu mile widziany. Dwór nie chce cię już więcej słuchać, niezależnie od tego, jak wartościowe mogą być rzeczy, które chcesz nam zaoferować.

Cała sala znajdowała się wokół wywyższonej okrągłej części, na której stał on wraz z Josephine, z widownią pełną niezliczonych Czarnych Królowych na dziesiątkach miejsc ustawionych w taki sposób, że każda z nich widziała ich pod sobą. Mimo ich liczby nie odezwały się ani słowem i jedynie w skupieniu wpatrywały się w dusze intruzów.

Asheworth spróbował się odezwać, lecz zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, przerwał mu znudzony głos czarnowłosej kobiety, która siedziała na jednym z tronów naprzeciwko niego i przyglądała się swoim lazurytowym paznokciom.

– Odejdź. Nie obchodzisz nas ty, ani ta twoja dziewczyna.

Josephine uniosła swą brew, rzucając Danielowi zdezorientowane spojrzenie. Daniel przeżegnał się, poprawiając nieco swoje dłuższe czarne włosy i wziął głęboki wdech.

Rozumiem

– Nie rozumiesz niczego. – Potężny głos Alison Iris przeszył jego duszę, sprawiając, że lekko się cofnął. – Wykazałeś się już swoją lojalnością, gdy uciekłeś od niej nawet po tym, jak przed laty uratowała cię z płomieni twego własnego domu. – Zamknął oczy, starając się odsunąć od siebie obraz losu swojej rodzicielki, opieki oraz jej nieuchronnej "zdrady" i śmierci. Alison uśmiechnęła się, zauważając jego cierpienie.

– Pamiętasz, jak odwdzięczyłeś się swoim wybawczynią, dołączając do organizacji, którą mieliśmy razem zniszczyć?! – powiedziała, praktycznie krzycząc.

Jakimś sposobem znalazł w sobie resztki odwagi, by odpowiedzieć.

– Proszę – powiedział, wskazując na Josephine. – Dla niej, dajcie mi drugą szan…

Inna Królowa, tym razem zza jego pleców, mająca wiele robotycznych wszczepów, szydząco odpowiedziała.

– Miałeś już swoją drugą szansę, kiedy pozwoliliśmy jej ustąpić ci miejsca po tym, jak nas zdradziła. Nie popełnimy tego błędu drugi raz. Nasze multiwersalne projekty nie mogą sobie na to pozwolić. – Nie przejmując się jakąkolwiek jego odpowiedzią, wróciła do czytania czegoś na swoim laptopie; najwyraźniej były to schematy jakiegoś działa.

On sam nie wiedział, jak odpowiedzieć.

– Jesteście dla nas bezużyteczni, ty i ta twoja dziewczyna – kontynuowała Iris, zerkając na duet z zaraźliwym poczuciem wyższości. – Zawsze byliście dla nas bezużyteczni i zawsze będziecie dla nas bezużyteczni. Biorąc to wszystko pod uwagę, mogę powiedzieć tylko jedno.

Przerwała na chwilę, rozglądając się po swoich koleżankach Czarnych Królowych, by chwilę później wypowiedzieć wściekle zdanie.

– Wynoście. Się. Stąd.

Wraz z tym, jak taumaturg ponownie się cofnął, nagle został zatrzymany przez kobietę stojącą obok niego. Spojrzała mu prosto w jego szare oczy i tym razem to ona skinęła głową, robiąc krok do przodu, rzucając Dworowi wyzwanie samą swą obecnością.

– On może i jest dla was bezużyteczny – powiedziała, patrząc w górę na miliard Królowych nad nią, gotowa stawić czoła wszystkiemu, co na nią rzucą. – Ale ja nie muszę.

Słabości

odrzucenie. tylko tyle było potrzeba, aby ją całkowicie zniszczyć po tym, jak przybyła tu z nim, licząc na akceptację.

Iris uniosła brew, zwracając uwagę na swój tatuaż przypominający koronę, znajdujący się pod jej szarymi, głębokimi oczami. Josephine nie mogła uwierzyć, że tak długo zajęło jej zdanie sobie sprawy, że każda z kobiet obecnych na Dworze posiadała taki tatuaż. Pomimo wszystkich różnic, tatuaż ten wydawał się niezmienny we wszystkich iteracjach, czyniąc z mrocznych monarchiń coś więcej, niż tylko jedną osobę. Mimo że znała je tak słabo, Josephine uważała, że idealnie pasuje to do ich charakterów, niezależnie od tego, jak bardzo pozornie się od siebie różniły.

– A co by to niby było, wyjątkowa dziewczyno? – zapytała Królowa z wyraźną nutką ironii sączącą się w jej głosie. – Co możesz nam zaoferować, czego nie posiadałaby jedna z dziesięciu miliardów Allison Chao?

Manipulatorka rzeczywistości uśmiechnęła się lekko, patrząc prosto w oczy Królowej i mrugając dwukrotnie. Jej wcześniej zielone tęczówki w jednej chwili zmieniły kolor, na czysty fiolet, pozwalając jej wcześniej ukrytym zdolnością ontokinetycznym się przebudzić. Uśmiech przeszedł końcowo w grymas. Jej oczy wkrótce potem również tak zrobiły.

Moc.

Czy wyście zupełnie postradały wasze zmysły? Ona jest praktycznie bogiem. Istoty jej pokoju, nie znoszą zbyt dobrze sprzeciwu lub odrzucenia.

Dwór wybuchnął śmiechem, nie mogąc uwierzyć w słowa, których właśnie był świadkiem. Jakiś obcy miał taką czelność, taką zuchwałość! To było nie do pomyślenia dla niezliczonych wersji jednej kobiety zebranych w jednym pokoju, a jednak w jakiś sposób napełniło je to śmiechem. Ale Josephine patrzyła na to zupełnie inaczej.

Bo widzisz, przez łzy śmiechu Królowe nie zdołały zauważyć bardzo prostej, ale całkowicie zmieniającej wszystko rzeczy. Zbyt zajęte, by przejmować się czymkolwiek innym, niż sobą. Dwór odważył się nie patrzeć na dziewczynę ani chwilę dużej. A ona wykorzystała to, skupiając w sobie swoją frustrację związaną ze zniszczonym dzieciństwem i zniszczonym życiem, by wyzwolić niewyobrażalną moc.

Zapominasz, że ona wciąż jest tylko człowiekiem. Czy naprawdę myślisz, że zabicie kogoś takiego, jak ona przekracza możliwości Dworu? Nie bądź śmieszna.

Jednym pstryknięciem palców Josephine zaczęła lewitować, zrównując się z poziomem oczu Królowej Iris. Napawając ją i inne Królowe niepojętym strachem. Nagle Dwór wypełnił się krzykiem sprawiając, że cała sala zadrżała od siły dwóch głosów, przerywających ciszę.

Dokument, do którego Królowe dodawały swoje spostrzeżenia od tak dawna, jak długo były razem, również się zatrząsnął, zmuszając każdą iteracje Allison do szukania przyczyny tych zaburzeń. Co nieuchronnie skierowało ich wzrok w stronę Josephine.

DWORZE CZARNYCH MONARCHIŃ, WYSŁUCHAJCIE MYCH SŁÓW – wrzasnęła, wznosząc się wraz z tym, jak z tym jej oczu zaczęły jarzyć się jasnym fioletem. – PRZEZ NIEPRZELICZONE LATA BYŁYŚCIE ZDRAJCAMI SAMYCH SIEBIE.

Choć ani Asheworth, ani Królowe nie sądziły, że mogły być już dzisiaj bardziej zaskoczeni niż byli, ich zakłopotanie i złość wzrosły dziesięciokrotnie, wraz z dotarciem tych słów do ich uszu.

GDY WIELE ŚWIATÓW TEMU ZJEDNOCZYŁYŚCIE SIĘ RAZEM, PRZYSIĘGAJĄC ZNISZCZENIE FUNDAMENTÓW KOMPASU MULTIWERSUM, ŁAŃCUCHÓW WIĘŻĄCYCH MIŁOŚĆ, JAKĄ ZNAMY. – Smugi czystej mocy zaczęły rozchodzić się z jej ciała, kierując się w stronę każdego z obserwującej ją teraz Królowych, pozostając jednakże daleko od znajdującego się poniżej taumaturga. Gdyby Dwór nie był sparaliżowany szokiem, być może udałoby mu się powstrzymać smugi oplatające każdą z jego członkiń, zmuszających je do słuchania słów znajdującego się przed nimi półboga. – PRZYSIĘGAŁYŚCIE ZNISZCZYĆ WSZYTKO, CO STOI W ZASTOJU. WSZYSTKO, CO ZABIJA NADZIEJĘ NA ZMIANĘ, NADZIEJĘ NA PRAWDZIWY POKÓJ.

Jakby były jednym organizmem, niezliczone kobiety siedzące na swych tronach razem zadrżały ze strachu, sprawiając, że ich oczy płonęły fioletem manipulatorki rzeczywistości. Próbowały stawiać opór, ale wobec jej nawet niepełnej mocy były niczym.

A JEDNAK PO TYLU LATACH ZDRADZIŁYŚCIE SWE WŁASNE CNOTY, STAJĄC SIĘ TYM SAMYM, CO PRZYSIĘGŁYŚCIE ZNISZCZYĆ. ODRZUCACACIE REWOLUCJĘ, KTÓRĄ SAME JESTEŚCIE, TRWAJĄC NIEŚWIADOMIE W SWEJ IGNORANCKIEJ HIPOKRYZJI. – Podniosła swoje ręce do góry. – W ZWIĄZKU Z TYM, JA, JOSEPHINE LU—

Manipulatorka rzeczywistości nagle chrząknęła mieszaniną bólu i wyczerpania, zrywając połączenie z siedzącymi przed nią iteracjami Allison, gdy napięcie psychiczne dopadło ją i uczyniło bezużyteczną. Josephine była potężna, ale kontrolowanie miliarda multiwersalnych uciekinierek przez dłuższy czas było już ponad siły. Nawet dla kogoś tak potężnego, jak ona.

Zaczęła gwałtownie opadać na ziemię, pozornie nieprzytomna. Stojący dotąd w osłupieniu Asheworth natychmiast rzucił się w jej kierunku. Kilkoma ruchami rąk zaczął rysować wokół siebie misterne wzory, jakby jego palce były kredą.

Gdy już miała spotkać się ze swoim końcem, taumaturg nagle pstryknął palcami, aktywując magiczne kręgi wokół siebie. Różne kształty i okręgi, które przed chwilą stworzył zaczęły formować się w chmury, próbując złapać, którą miały chronić.

Gdy im to się udało, delikatnie położyły ją na zimną podłogę pod sobą.

Asheworth nigdy nie widział Dworu w większym osłupieniu. Nawet wtedy, gdy osoba, która uratowała go, wtedy gdy spalił swój dom, ośmieliła się im sprzeciwić, mówiąc, że Fundacja z tej rzeczywistości nie powinna zostać zniszczona, tyle lat temu. Wszystkie stały, nie wypowiadając ani jednego słowa w całkowitym szoku i niezrozumieniu tego, co się przed chwilą stało.

Wraz z tym, jak różne Królowe zaczęły dochodzić do siebie, Iris spojrzała na niego jeszcze raz, tym razem z największym upokorzeniem na jej twarzy, jakie kiedykolwiek u niej widział. On odpowiedział jej podobnym spojrzeniem, ale nie wypełnionym strachem — zamiast tego jego szare oczy były wypełnione pewnością siebie.

Uśmiechnął się.

– A więc, jak?

* * *

Użyteczność

Przez chwilę, która wydawała się trwać milenia, Dwór dyskutował między sobą. Niezliczone osoby z różnych środowisk, rzeczywistości i kontekstów, z których każda jak zawsze miała jeden cel, ale tym razem dziwnie inny. Po raz pierwszy od ich pierwszego spotkania nie myślały o zniszczeniu Fundacji, a o zmianie.

– Wszystko zaczęło się od tej idiotki i jej pupilka – powiedział jeden głos, zły, że w ogóle rozważały ten pomysł. – Nie powinnyśmy były ich w ogóle wpuszczać tutaj.

– Czy zgodnie z tą logiką nie powinnyśmy nigdy wpuszczać tu żadnej z nas? – odpowiedziała inna, próbując wnieść do dyskusji trochę rozsądku.

– Zaczynam myśleć, że może ma rację.

Rozmowy toczyły się godzinami, a uczestniczące w nich monarchinie po raz pierwszy od wieków spierały się między sobą. Każda z nich miała oczywiście swoje powody — to nie byłoby normalne, gdyby niezliczone miliony iteracji jednej osoby zgodziły się z jedną z nich, że pozostawienie tego wymiaru w spokoju byłoby mądrym posunięciem. W ostatecznym rozrachunku wszystkie one były jednak bez znaczenia, bez względu na ich prawdziwość, ponieważ multiwersum już z góry uzgodniło wynik tej walki, zanim jeszcze powstały ich światy.

A i one po chwili i zgodziły się z nim, nieświadomie podążając za przeznaczeniem, które sprawiło, że wszystkie zamilkły, wiedząc, że decyzja została podjęta. Nie było już potrzeby o niczym więc dyskutować, bo wszystko zostało już ustalone.

To, co nastąpiło później, to pojedyncza edycja noosferycznie sterowanego pliku, do którego wszystkie miały dostęp, co sprawiło, że ekrany ich niezliczonych urządzeń znów zaczęły migać. Światło to przeszyło ciemność iglicy i ich serca, sprawiając, że oba te miejsca ożyły na sekundę dłużej, niż zwykle. Ale nie sprawiło to, że mignęły z nienawiścią i intrygą — tak naprawdę przerwało to na jedną chwilę ich cykl gniewu i nienawiści, przynosząc już po raz drugi niespodziankę Królowym tego wieczoru.

Pomimo niezliczonych i wyjątkowych kobiet, z których składał się Czarny Dwór, pomimo całego doświadczenia, którym dzielił się między sobą, pomimo wszystkich historii i wiedzy, które ukradły same sobie i Bibliotece, którą przejęły dla siebie, edycja sprawiła, że ich zimne jak kamień serca zamigotały czymś, czego jeszcze nie znały, po raz pierwszy od ponad wieku.

Użyteczność

żadna.
Nieskończona moc, która przybliży nas do osiągnięcia naszego celu.
Broń, jakiej nigdy nie widzieliśmy, umożliwiająca uczynienie świat naszym.
00138 66314 9913264 002319645
przyjaciółka! :3
Mesjasz, wtłaczający wiarę w serca heretyków.
Pchnięcie, potrzebne do zmiany.

Czarna Królowa Iris, wydająca swój wyrok.

al. cheo et al, również tutaj

Święta Aleston Kao, niosąca Światło tam, gdzie go nie ma.

Zielona Królowa Josephine, melduje się.

Sprawiła, że ich ekrany mignęły chęcią zmiany.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported